30 Seconds To Mars i Matt Corby, czyli spełniając marzenia (a Brazylia będzie następna!)

Jared Leto, moja wielka platoniczna miłość – trochę wyolbrzymiona, trochę stworzona w mojej głowie dla żartu, taka śmieszna, taka nastolatkowa. Ale pod nią kryło się takie marzenie: żeby pójść na ich koncert.

5

Nie ważne, że teraz słucham smooth jazzu, ważne, że mam to odhaczone na swojej liście. A skoro mam, to znaczy, że wszystko jest możliwe. 3 lata temu pomyślałam sobie, że ten gość z Australii jest super przystojny i tak cudnie śpiewa i chciałabym kiedyś pójść na jego koncert, ale gdzież ja, a gdzież on w Australii. A tu nagle bam! Europejska trasa Matta Corby’ego zawierała Lund, a Lund jest tylko 40 minut od Kopenhagi. To ja jadę. W ogóle znaleźć się w Lund, to jak znaleźć się w małym miasteczku gdzieś koło Kielc, nuda i pusto (tylko Szwedzi… oni wyglądają jak anioły, myślałam, że bardziej blond być nie można…). Chociaż dzięki temu koncert, który odbywał się w centrum kultury miał swój urok.

„Wiolusiu, ty głupolku”

Zwykł mawiać mój były chłopak komentując moje fantazje. Miałam w głowie ton tych słów, kiedy przeciskałam się przez las iPhonów, żeby być bliżej sceny i zobaczyć, czy Jared Leto rzeczywiście jest taki przystojny (jest, ale te włosy to na pewno ma przedłużane). Kiedy stałam już pod małą sceną w szwedzkim klubie, z koktajlem w ręku, pośród widowni, która w większości była niepełnoletnia pomyślałam sobie: cóż, nawet najgłupsze marzenie, odpowiednio wymarzone potrafi się spełnić. Brazylio, czekaj!

4

  • nosz powiedz w końcu coś więcej o tej Brazylii!!!

    • Niektórzy się zakochują, niektórzy jada do Brazylii. Powiedziałam, ty opowiadasz pierwsza!

  • Marta

    Ale przecież do Łodzi też zawitał, więc wcale to takie nie niemożliwe 😉