Algarve. Pierwszy przystanek: Faro

Faro

Kiedy w tasquinha Cruzeiro w Faro kelnerka podała mi duży kieliszek wina i porcję bacalhau à brás, poczułam, że oto życie należy do mnie. Poczułam się jak w domu, za którym tęskniłam. Po nudnym locie Rynair pierwszy wieczór w Algarve był niemal magiczny.

Well’come to Algarve, we start from Faro

Po półgodzinie w mieście znam już wszystkich: okazuje się, że recepcjonista w hostelu Well’Come! poleca wszystkim tę samą tasqinhę. Kiedy jem swoje bacalhau à brás, po kolei przychodzą osoby, które meldowały się mniej więcej w tym samym czasie, co ja. Mam zapisane wszystkie hasła wifi ze wszystkich knajp. W pewien sposób Faro przypomina mi Aveiro, tylko że w Aveiro miałam wszędzie znajomych: wracając z biegania mogłam zajrzeć do tej i do tej koleżanki, a tu, patrząc na grupki znajomych i rodziny jedzące razem kolację, czuję się trochę samotna.

Faro

Ale taka samotność jest miła. Po nią tutaj przyjechałam. Jedyną interakcją, jaką chce mieć z ludźmi, to kiedy proszę kelnera o cafezinho. Mam gumowe ucho: podsłuchuję wszystkich na ulicy. Słucham wiadomości, którymi wymieniają się przechodnie, o tym, co pisali dziś w gazecie, jaka będzie jutro pogoda, czy dużo turystów przyjedzie w tym roku do Algarve… Słucham i się uczę. Czerpię przyjemność z szeleszczącego języka, bo tak bardzo tęskniłam za tym, żeby mieć go na co dzień.

Faro to początek Algarve

Nad nami bardzo nisko latają samoloty. Tanie linie lotnicze przywożą turystów do Algarve. Każdy z nich zostanie w Faro na kilka dni – żeby poczuć portugalski smak wakacji, zaklimatyzować się trochę. Wsiądą w klimatyzowane autobusy i pojadą nad rozległą Praia de Faro. Albo wykupią wycieczkę łódką na Ilha Deserta. Będą wybierać najbardziej opieczone pastel de nata i jeść pachnącego czosnkiem dorsza.

Niewielu z nich wpadnie na taki program jak ja: spektakl w teatrze Lethes i film (wakacyjna komedia) w centrum handlowym. W tę sobotnią noc 30 osób plus jedna turystka postanowiło zobaczyć sztukę. Najpierw zrobili zdjęcia i opatrzyli je odpowiednimi ###. Wrzucili na Instagram i dopiero potem wyciszyli telefony, żeby oglądać przedstawienie. Teatr w Faro to bardzo piękny, stary budynek, warto go zobaczyć od środka: krzesła z czerwonym obiciem oraz loże.

Gorgeous #theatre #faro #art #culture #farnese #portugal #teatrolethes

A post shared by Wiola Starczewska (@wstarczewska) on

Sama sztuka była raczej porażką. Dziewczyna z hostelu uświadomiła mnie, że grupa teatralna była z Bragi, a tam mają inny akcent – dlatego mogłam nie zrozumieć ani słowa.

Filmy oglądane za granicą bardziej zapadają mi w pamięć. Pamiętam kontekst: moment kupowania biletu, wygląd kina, reklamy przed rozpoczęciem filmu. Są inne niż w Polsce, przez co nie uciekają mojej uwadze. Akcja filmu Malapata dzieje się właśnie w Faro i z przyjemnością oglądam widoki i ulice, którymi chodziłam cały dzień.

Spaceruję po marinie i wdycham zapach oceanu. Patrzę na samoloty, które tego lata z pewnością przywiozą wiele turystów. Kieruję swoje kroki w stronę Cidade Velha i przez Arco da Vila wchodzę w świat wąskich uliczek pnących się w górę oraz knajpek z muzyką fado.

Faro

Faro to pierwszy dzień wakacji

W Faro można spędzić miłą niedzielę. Właściwie każdy dzień w Faro jest jak niedziela. Bo w Faro zaczynają się wakacje! Ktokolwiek, kto tu przyjedzie wie, że jest to dla niego pierwszy dzień wakacji. Dlatego wszyscy chodzą w dobrym humorze.

Siedząc w restauracji Dois Irmãos na placu Jardim da Praça de Ferreira de Almeida (swoją drogą, najstarszej restauracji w Faro, założonej w 1925 roku) myślę o wzgórzu Dois Irmãos w Rio de Janeiro. Delektuje się tą randką samej z sobą i myślę o nadchodzących dniach, które na mnie tu czekają…

Czy wiesz, że słowo Portugalia pochodzi od arabskiego słowa burtuqal. Tak nazwali ziemię Camõesa arabscy zdobywcy w VIII wieku, przemierzając tam pomarańczowe gaje. Burtuqal znaczy pomarańcza.

Faro

Faro, co zrobić, gdzie się zatrzymać?

1. Kolacja w Tasquinha Cruzeiro (bardzo tanie jedzenie, lokalna atmosfera. Najlepszy jest dorsz oraz roubalo)
2. Wizyta w restauracji Dois Irmãos.
3. Dzień na plaży de Faro (trzeba pojechać autobusem, który odjeżdża z dworca w centrum)
4. Wycieczka na Ilha Deserta.
5. Spacer Cidade Velha.
6. Wizyta w Teatrze Lethes.
7.  Ja zatrzymałam się w hostelu Well’Come Algarve w centrum tuż przy dworcu autobusowym. Była w nim bardzo miła, rodzinna atmosfera.

Na koniec… koniecznie posłuchaj tej piosenki, która towarzyszyła mi przez cały pobyt w Faro: Mariza&AGI:

 

  • wiola, a jak się ma faro do lizbony i porto, poza wakacyjnym klimatem? tez znajdę azulejos? też jest takie #picturesque? bo dla mnie praktycznie każda uliczak w porto i lizbonie nadawała sie na kadr. chciałabym pojechac do algarve ale się boję że jak pojade z takim nastawieniem to się rozczaruję 😉

    • jest takie jak Aveiro powiedziałabym. No mniejsze niż Porto i Lizbona to na bank. To taki Białystok Portugalii, że tak powiem.

  • Być może jestem odosobniony w swojej opinii, ale będąc w Faro, odniosłem wrażenie, że czasy świetności to miejsce ma już za sobą. Zdaje mi się, że Faro coraz bardziej staje się po prostu miastem przyklejonym do lotniska, na którym lądują „ryan”-y z turystami pragnącymi odwiedzieć plaże Algarve, ale te położone nieco bardziej na zachód.

    • tak, ma się takie wrażenie. Lotnisko remontują, turystów przylatuje więcej i więcej, samoloty buczą nad miastem. Mi się w Faro podobało, nie otaczały mnie wielkie hotele, spacerowałam po uliczkach i odwiedzałam małe knajpeczki – ale za taka Portugalią tęsknię.

  • Fanjny tekst. Może w końcu się skuszę i na Algarve.
    Ps. A nazwa Portugalia nie pochodzi raczej jeszcze z czasów rzymskich, kiedy obecne Porto nazywano Portus Cale, a w średniowieczu samo miasto i otaczające je tereny zaczęto nazywać Portucale? Choć wersja arabska jest taka romantyczna… 🙂

    • Przeczytałam w reportażu w Kontynentach, nie sprawdziłam, w takim razie dziennikarz mógł być niekompetentny. Ale w sumie to by pasowało, że Portugalia pochodzi od arabskiego słowa, tak jak moje ulubione słowo oxalá – być może, chciałabym, które pochodzi od inshallah