Anita Demianowicz: „Końca świata nie było”. Recenzja książki

końca świata nie było

Zawsze zastanawiałam się, jak to jest otrzymać do rąk własną książkę. Albo lepiej – decydować, jak ta książka będzie wyglądała: jaki będzie papier, jak okładka, jaka czcionka… to musi być piękne. Kiedy wzięłam do ręki „Końca świata nie było”, od razu stwierdziłam: Anita dokonała świetnego wyboru.

Kupiłam tę książkę na jednej z prezentacji Anity. Koniecznie musiałam wiedzieć, coś więcej o kobiecie, która zaprosiła mnie do Gdańska na Spotkania Podróżujących Kobiet TRAMki (w ogóle to moja ręka jest na zdjęciu na tylnej okładce). Oraz jak wygląda warsztat pisarza kończącego kurs Instytutu Reportażu (o której skrycie marzę).

końca świata nie było

Nie można się nie oprzeć, żeby, widząc ją na półce, po nią nie sięgnąć. Nie tylko ze względu na ten śmieszny aksamitny papier, ale też intrygujące zdjęcie na okładce. Oraz tytuł. Jakiego końca świata, myśli sobie każdy. Rozwiązanie jest w środku. I jest przewrotne. Ale nie będę zdradzać.

Nic nie wiem o Gwatemali. Ani Hondurasie. Ani Salwadorze. Ani Meksyku. Nigdy nie chciałam tam pojechać. Hiszpańskiego też nie lubię, bo wydaje mi się mniej dostoją wersją portugalskiego, który kocham. Jednak podobał mi się świat Anity, który opisuje i zazdrościłam wszystkich sześciu miesięcy, jakie tam spędziła.

Historia zaczyna się tak, jak wiele podobnych. Wizję wielogodzinnego lotu, nocy na lotnisku oraz rozłąki z rodziną opisanych na pierwszych stronach można zastąpić jednym słowem: niepewność. A o to nie podejrzewałabym Anity. Zawsze wydawało mi się, że jest tak pewna siebie.

A jednak jedzie. Ucieka przed polską zimą i ląduje w Gwatemali. Cel – nauka języka. Bardzo podoba mi się ten fragment:

„Szkoła w podróży dawała mi coś więcej niż tylko umiejętności językowe, szansę na poznanie kultury kraju, zwyczajów, tradycji. Dość szybko to dostrzegłam i nauczyłam się doceniać. Oznaczała bowiem poczucie bezpieczeństwa i wprowadzała ład w moim aktualnym życiu. Podróż zwykle ten ład burzy (…). Gdy odczuwałam już zmęczenie nieustannym przemieszczaniem się i podróżniczym chaosem, szukałam ratunku w szkole, bo dzięki niej znów panowałam nad własnym życiem (…). Zatrzymywałam się w nich, by choć na chwilę wrócić do systemu, choć właśnie przed nim uciekałam w tę podróż. „

Też kiedyś zatrudniłam się jako recepcjonistka w hostelu, bo ciągłe zmiany miejsc, klimatu i ludzi wokół były niezdrowe. Mylą się ci, którzy uważają, że bycie nomadem jest fajne. To zwykłe cygaństwo – nie da cię spać codzienne w innym łóżku i prać ciągle ten sam t-shirt.

Niebezpieczeństwa…

„Tu jest niebezpiecznie, tam nie możesz iść” – to zdanie przewija się w każdym rozdziale książki. Wyobrażam sobie, że pewnie każdemu mężczyźnie mówiono by: „Tu jest zajebiście, tam cię czeka przygoda”. W dodatku wszystkie te historie o bluzkach z długim rękawem i pozostawionych kosmetykach do malowania dają dużo do myślenia. Jest tak, jakby kobieta, bez względu czy jest mężatką czy nie, nie może pojechać sobie w podróż i być pozostawioną samą sobie. Jeśli czytam Steinbecka, śledzę tylko i wyłącznie jego własne przemyślenia na temat podróży oraz zdarzeń, które go spotykają. W każdej książce napisanej przez kobietę będzie fragment o tym, jak radziła sobie będąc kobietą.

Może już jestem na tym punkcie przewrażliwiona. Nie wiem.

Zdjęcia

Jest ich dużo. Bardzo dużo. I kiedy pierwszy raz otworzyłam książkę, pomyślałam, że zapychają przestrzeń. Oczywiście, najlepsze jest to znajdujące się na okładce, ale pozostałe też są świetne. I jak sobie pomyślę, że ja w 2012 roku (akcja omawianych wydarzeń dzieje się właśnie w 2012 roku) nie umiałam prosto skadrować  ani jednego zdjęcia, to się śmieję. Zdjęcia są super i super uzupełniają tekst.

Ameryka Środkowa

Ameryka Środkowa Anity jest pełna sympatycznych, pełnych troski ludzi. Przyjaciół i kompanów podróży. Policjantów ostrzegających przed niebezpieczeństwami i eskortującymi do domu. Zwykłych mieszkańców borykających się z problemami dnia codziennego. Kierowców chickenbusów mających gdzieś opóźnienia w rozkładzie. Amerykanów szukających wygodnego i taniego życia w latynoskim świecie. I jednej samej Anity w tym wszystkim.

Przyroda

Trekingi po parkach krajobrazowych są dużą częścią przygód. Ja sama bardziej lubię miejskie przygody oraz spotkania z ludźmi, aniżeli spotkania z pumą, dlatego przez tę część przebiegłam szybciej. Ale może fakt ten zainteresuje kogoś, kto poszukuje informacji na temat takiej formy aktywności.

Końca świata nie było

Świat się nie skończył, kiedy pozostawiła pracę i męża i wyjechała w daleką podróż. Wiele się zmieniło, ale świat się nie skończył. To pozytywna książką, która pozostanie na mojej półce. To świetna historia, którą będę wspominać.