Bahia, odjazd!

Jakie się ma uczucie, kiedy wyjeżdża się od ludzi, a oni nikną powoli na równinie, aż w końcu widać tylko rozmywające się punkciki? – że zniewala nas za duży świat i że to jest pożegnanie. Ale człowiek wypatruje już kolejnej szalonej przygody pod tym samym niebem.

Kiedyś na Matadornetwork.com znalazłam artykuł, dziś już nie pamiętam, ale to było coś w stylu: „50 rzeczy, które powinieneś zrobić w życiu”. Wśród nich był Sylwester w Rio de Janeiro. Mam to już zaliczone. Oraz pojechanie tą samą drogą, co bohaterowie twojej ulubionej książki. Byłoby pięknie za Jackiem Kerouac wyruszyć w podróż z Nowego Jorku do San Francisco. Pewna jestem, że podczas tej podróży czułabym to samo, co czuję teraz, kiedy opuszczam Bahię: że tak chciałoby się zostać i zatrzymać tych ludzi, których poznałam, ale świat jest za duży, bez miejsca na sentymenty. Poza tym, to elektryzujące uczucie, kiedy nie wiesz jaka przygoda cię czeka potem, że bez sensu z tymi sentymentami, naprawdę bez sensu.

Jedno wiem na pewno: że najlepsi ludzie mieszkają w Bahii, w Brazylii. Rozmawiasz z nimi 20 minut, a oni: no, to kiedy odwiedzisz mnie w domu, przyjdź na urodziny mojego dziadka, potrzebujesz pojechać na lotnisko? ja cię podwiozę, ja cię odbiorę i ci pokaże gdzie iść, nawet jak ja idę w inną stronę. Dziewczyny opowiedzą ci (ze szczegółami) o wszystkich miłościach ich życia. Chłopcy, owszem, nie wytrzymają tych 20 minut (nie wytrzymają 3 minut szczerze mówiąc), żeby nie próbować cię pocałować, ale nawet jak to się nie stanie, to nic, pozostają mili i uroczy, najchętniej przedstawiliby cię swojej mamie. Najbardziej lubią pokazywać ci swoje ulubione miejsca, chwalić się nimi, nawet jak nie mówią ani słowa po angielsku, to próbują, naprawdę próbują nawiązać jakiś kontakt, żebyś nie czuła się wykluczona. Nie to, co w Danii: „Jesteś z Polski? Aaaa” A w myślach: „Czego tu szukasz?”, tutaj jest: „Aaa, Polônia, muito bom, eu adoro pope, Polônia e muito longe e muito frio, você gosta Salvador? ta bom, ta bom”. I takie uśmiechy, szczere i całe śmiejące się oczy. I ja wyjeżdżam od tych ludzi, no nie.

Ale… jadę do Buenos Aires, gdzie w sumie z tymi całymi moimi sentymentami powinnam się znaleźć dawno i już dawno szukać zatrudnienia w telenoweli.

Bahia, odjazd, pierwszy przystanek: Porto Alegre.

A zdjęcie? To na hamaczku w moim hostelu Nega Maluca.

DSCN7738

  • Agata

    Czyli muszę dodać nową pozycję do listy potencjalnych miejsc na przeprowadzkę 🙂