Berlin wschodni, Berlin zachodni…

Bum! Kopenhaga została zakończona z kilkoma tysiącami na koncie i uregulowanymi długami. Wsiadłam w Eurolines (a miał być autostop, wiem taki ze mnie tchórz) i wyrzuciło mnie na dworcu w Berlinie.

Każdy może sobie pozwolić na wycieczkę do Berlina sławnym Polskim Busem i żaden to podróżniczy wyczyn. Szanujący się blogerzy opisują Berlin jedynie przy okazji szybkiego layoveru w drodze na Kostarykę albo do São Paulo. Nie taki Berlin scheiße, bo to stąd właśnie miał na mnie czekać samolot do Stambułu. Whoooo! O, tak! Oto moja relacja z pominięciem Bramy Brandenburskiej, bo w końcu jesteśmy za local people i odkrywamy nieturystyczne miejsca.

W Berlinie moim hostem był Irving prosto z Rio de Janeiro (Brazylia always in my heart, nie mogę się od niej uwolnić) i Jan, który znał już połowę polskiego języka, głównie ze względu na studentów z Poznania jadących na wycieczki Polskim Busem („Czy możemy się u ciebie zatrzymać, ja i moich siedmioro <!> przyjaciół? Nie potrzebujemy dużo miejsca”). Jan miał niezwykle ciekawe hobby, bo kolekcjonował stare vinyle z disco muzyką z lat 80’.

Czas upływał nam na puszczaniu tych płyt i słuchaniu czym zainspirował się Daft Punk w albumie, który był hitem tamtego roku.

Poza tym w Berlinie czekała na mnie Natalia, która była czytelniczką mojego bloga w 2012 roku i niezwykle się ucieszyła, kiedy pewnego lipcowego wieczoru spotkała mnie na plaży w Kopenhadze. Od tamtej pory zostałyśmy koleżankami, które widują się co roku w innym mieście na tym zbyt dużym świecie (Natalia, mam nadzieję, że za rok będzie Bali. Emilka myślę, że już na nas czeka). Natalia, podobnie jak ja, ma skończone studia, już nawet robi doktorat, pracowała w Londynie, a teraz w Berlinie robi research-e i PR-y dla ekskluzywnej marki toreb Gretchen („Każda mädchen ma swoją Gretchen”). I cóż z tego, bo za zajęcia na uczelni płacą jej 20 złotych za godzinę, a za projekt w Berlinie Unia Europejska jeszcze nie wypłaciła kasy i oto chodzimy z Natalią po Kreuzbergu, pytamy o pracę w butikach z odzieżą i marzymy o zarabianiu 1000 euro miesięcznie, co, jak patrzę na ceny w Berlinie, jest całkiem przyzwoitą kwotą do przeżycia. Why? ja się pytam, why?

I od tej pory postanawiam zostać rzecznikiem wszystkich dwudziestoletnich bezrobotnych. To znaczy zostanę nim jak wrócę z wakacji w Turcji, ok?

Na razie jeszcze nie, na razie jeszcze jesteśmy w Berlinie oglądamy show roomy i pop up sklepy, popijamy Klub Mate i stoimy w godzinnej kolejce po sławnego kebaba u Mustafy. Serio, nie wiem kto umieścił to w którymś przewodniku i się rozniosło, że w budzie u Mustafy w Berlinie dają najlepszy kebab na świecie i cały myk polega na tym, że trzeba stać po niego w godzinnej kolejce. Ja się przez ten czas najadłam chipsów i nie jestem w stanie obiektywnie stwierdzić, czy ten kebab taki dobry. Poza tym tyle kebabów mnie czeka w Turcji. Ale, ale, znowu wybiegam, znowu jeszcze nie, jeszcze przecież jesteśmy tutaj i robimy sobie zdjęcia na tle muru berlińskiego. głupie zdjęcia z automatów do fotografii paszportowych, Klub Mate w torbie, nie będziemy dziś spać, dużo kofeiny, hipster style.

A post ten napisałam już w hotelu w Bursie w Turcji, Daft Punk na Spotify właśnie. A powyżej – sesja z Breżniewem.

  • Emi

    czeka Emilka, ale tylko nie Bali! Jeśli nie chcecie wpaść do Jogji to możemy się zgrać na rajskich wysepkach Karimunjava, fajniejsze są niż Bali! 🙂

  • niesmigielska

    no i teraz nie wiem, co z tym kebabem. mam iść jak będę następnym razem na wycieczce w berlinie z poznania polskim busem czy nie? obiecuję nie jeść chipsów, stojąc w kolejce!

    • Moja teoria jest taka, że to był taki flash mob: Mustafa zwołał kolegów, żeby postali w kolejce parę dni, obcy ludzie się dziwili i też stawali w kolejce, bo czemu nie, jak kolejka jest to trzeba stanąć. I tak powstała legenda.