Black Dimond, czyli uwielbiam czytać książki!

Zawsze kiedy zbliżają się wakacje odnawiam swoją kartę biblioteczną, którą posiadam od 10 lat w małomiasteczkowej bibliotece niedaleko domu, w którym mieszkam. Czytam wtedy jak szalona.

Jak radzę sobie z tym w Kopenhadze? Cóż, Black Diamond to architektonicznie wypasiona, ale czytelniczo bezużyteczna biblioteka. Zamawiane książki są dostępne po jakiś dwóch miesiącach i w ogóle na nic. Moją ulubioną jest ta w centrum miasta, gdzie można spacerować pomiędzy półkami i wybierać książki.

Sprawdzać wielkość czcionki, upewniać się, że na okładce umieszczono coś w stylu: „Amazing!” The Times i odrzucać te w grubej oprawie.

Są tam pozycje we wszystkich językach, ale po polsku oczywiście musiał być tylko Żeromski i Sienkiewicz, więc po prostu… zaczęłam czytać po angielsku. I tak wożę te książki w koszyku na moim rowerze i szukam miejsca do poczytania. Najlepiej blisko wody, bo uwielbiam jej zapach.

Black Diamond Kopenhaga

Kiedy tak siedzę sobie mając przed sobą te oto widoki myślę, że powoli zakochuję się w tym mieście. Teraz to już jest tak na 75%, wcześniej było na 40%, to wciąż miłość trudna. Podobno żeby wprawić Duńczyka w osłupienie i sprawić, że nie będzie wiedział gdzie się podziać wystarczy dotknąć jego ramienia i spytać „how are you?” To samotne wyspy i nie tylko nie usłyszysz „przepraszam” w razie rowerowej stłuczki czy szturchnięcia ramion w drzwiach, ale też możesz siedzieć przez 3 godziny nad jednym kubkiem kawy przy stoliku z dwoma krzesłami albo, co lepsze, leżeć cały dzień w bikini na Island Bridge i nikt, ale to nikt cię nie poderwie! Co za peszek, pozostają tylko książki…

  • Ems

    Hej! nie rozumiem dlaczego pod każdym Twoim postem nie pojawia się miliard komentarzy! przed chwilą znalazłam tego bloga i już się zakochałam. Twoje życie jest niesamowite. mam wiele marzeń związanych z podróżowaniem i właśnie takie życie na wolności, bez zobowiązań jest jednym z nich…