Cmentarz na Norrebro

Pierwszego dnia po przyjeździe do Kopenhagi dostałam mapę. Koleżanka, która odebrała mnie z lotniska pokazała mi na niej wszystko co i jak: gdzie jest ratusz, sklepy i knajpy. Mam kiepską orientację przestrzenną i jak można się gdzieś zgubić to ja to z pewnością zrobię. Na Norrebrogade jest cmentarz. Na mojej mapie został on oznaczony napisem „drinking place”.

Zupełnie inne wrażenie masz kiedy idziesz Powązkami w Warszawie i mijasz piękne stare nagrobki z XIX wieku albo las krzyży nad grobami żołnierzy, a kiedy spacerujesz ulicami tego cmentarza na Norrebro. I możesz sobie zajść zobaczyć nagrobek Hansa Christiana Andersena, ale to miejsce głównie służy do pikników, joggingu, spacerów i wspomnianego picia. Nie będę tutaj roztrząsać czy to moralne czy nie. Nie będę pisać o różnicach kulturowych. Nie wyrażę też żadnego zdania na ten temat. Po prostu wrzucę te zdjęcia i pewnie jedyną osobą, która się oburzy będzie siedzący gdzieś tam i  surfujący po internecie ksiądz z małej parafii.  Jest tam tak cicho. Wchodzisz z zapchanej kebabami Norrebrogade do swego rodzaju ogrodu, wszystkie dźwięki znikają i możesz pozostać sama ze sobą. Albo z książką.

Jedną z rzeczy, jaką zawsze chciałam zrobić to zobaczyć grób Jima Morrisona na Père-Lachaise. Wszyscy lubią odwiedzać groby tragiczne zmarłych piosenkarzy. Natasja Saad, sławna w Danii wokalistka ma tutaj bardzo kolorową miejscówę. I ma nawet lepiej niż Andersen, bo sami cool ludzie tu przychodzą i zostawiają różne rzeczy. Tak, na tym zdjęciu jest prezerwatywa.

Mały chillout na kocu pomiędzy pomnikami był na mojej „to do” liście odkąd tu przyjechałam. Nie chodzi tu o jakąś ekscytację zrobieniem rzeczy, która jest moralnie zakazana w Polsce. Chodzi o sprawdzenie tego ich lifestajlu.

  • Tam jest pięknie :). I wcale nie trzeba spacerując po tym cmentarzu się zadumać. Ta cisza i spokój działa jak balsam. Łagodzi wszystko :). Byłam wiec wiem jak się czułaś idąc alejkami.
    Ps. Nie wiedziałam,że na mapie to jest drinking place (zaskoczona)