Couchsurfing: jak przetrwałam miesiąc w Rio de Janeiro

Oto minął miesiąc odkąd przyjechałam do Brazylii. Calutki miesiąc odwiedzania obcych ludzi i spania na ich kanapach. Czasami mam dość, czasami tak nienawidzę tego Couchsurfingu, że mdli mnie jak muszę kolejny raz wejść na stronę i przeglądać profile, pisać requesty, a potem i tak lądować w 30 metrowym mieszkaniu singla koło 30.

Takiego, który ma dobrą pracę albo względnie dobrą pracę, a po tej pracy nie bardzo ma co robić, więc zbiera znajomych na Couchsurfingu. Generalnie z kimś takim nie jest źle, bo można liczyć na to, że wieczorem będzie wspólne gotowanie (czyli zostanę nakarmiona, a często to ja będę karmiła, bo często to właśnie ja robię zakupy i coś gotuję w podzięce) oraz długie rozmowy przy winie (często przynoszę jakieś wino – również w podzięce). Prawie jak randka normalnie. Taki substytut randki. Ewentualnie mogę też zostać przygarnięta jako roomate w jakimś studenckim mieszkaniu. Wtedy mogę liczyć na większą imprezę, ale żadnej możliwości porządnego ogarnięcia się w podróży: bałagan w kuchni, awaria prądu, mokry ręcznik, zbyt długie paznokcie, pies, który zjada twoje mydło, pryszcz na czole i to ciągłe szukanie hosta i ciągłe szczęście, że jednak kogoś znajduję. Może to być też jakaś koleżanka w moim wieku. Wtedy jest dobrze, bo można liczyć na czyste prześcieradło i użyć odżywki do włosów. Ale może to być też gej i wtedy jest najlepiej, bo wtedy jest własny pokój, pościel i śniadanie na stole.

Generalnie sorry, ale nie mam dużo kasy. Czasem czuję się winna, tak jakbym kogoś wykorzystywała, zwłaszcza kiedy błagam o litość na last minute request, to poczucie winy rekompensuję wspomniana butelka wina, ale i tak często dostaję w zamian dużo więcej. Poza tym poznałam Aline, która spędziła 3 miesiące w Europie bez pieniędzy i karty kredytowej i wtedy myślę jak ona musiała kombinować, jeśli chciało się jej pić, a przecież nie miała pieniędzy na butelkę coli.  Poza tym podróżuję sama, a z Couchsurfingiem nigdy nie jestem sama, to tak jakbym odwiedzała dawno nie widzianych (a w rzeczywistości nigdy nie poznanych) znajomych. Surfuję więc tak sobie i myślę, że osiągnęłam mastera w Couchsurfingu, bo oto właśnie minął miesiąc bez płacenia za mieszkanie w Rio de Janeiro.

Podziękowania dla:

Vinicius, Rodrigo, Giancarlo, Aline, Peter, Joaquim, Rafael, André, Corentin, Eduardo

  • gapulka

    Czy w Brazylii obchodzą Wszystkich Świętych? Głupie pytanie, aczkolwiek zastanawia mnie 🙂

    • Chyba nie… Głupio stwierdzić, ale nie zastanawiałam się nad tym.

  • Petra

    Czesc Wiolu, śledzę Twojego bloga I cieszę się z nowych postow:) Pierwszy raz udało mi się przeczytać coś sensownego o couchsurfingu. Pozdrawiam.