Dania autostopem: Odense!

Na koniec mojego pobytu w Danii postanowiłam zrobić kilka wycieczek krajoznawczych. Tak jak Steinbeck któregoś dnia stwierdził, że nie zna kraju, w którym mieszka i wyruszył w podróż przez Stany ze swoim pudlem Charliem (zainteresowanym polecam przeczytać John Steinbeck: „Travels with Charlie”), tak ja stwierdziłam, że nie poznam Duńczyków, jeżeli nie wyściubię nosa poza stolicę.

Coraz odważniejsza się robię w podróżowaniu autostopem, zwłaszcza że za bilet do Odense, oddalonego dwie godziny od Kopenhagi zapłaciłabym 230 DKK, a to tyle, ile kosztował mój bilet z Katowic do Wiednia. W obie strony. Także ja wolę poprosić o karton po Carlsbergu w sklepie spożywczym i stanąć na Ny Ellebjerg – wylotówce do wszystkich duńskich miast.

7

Bardzo lubię jeździć stopem z Duńczykami, bo nie trzeba z nimi tak dużo rozmawiać o polityce, religii i dziurach na drodze. Poza krótkim i oficjalnym przedstawieniem się można całą drogę patrzeć przez okno. Tacy zamknięci w sobie oni są, to mi nie nowość, nauczyłam się tego w Kopenhadze. Cud, że mnie wzięli na tego stopa. Ale jadę, jadę do Odense i ciekawa jestem, czy poza stolicą ludzie są sympatyczniejsi i nie noszą Ray Banów. Poznałam jednego chłopaka z Odense i był całkiem spoko, na półce miał książkę, którą zawsze chciałam przeczytać: „On the road” Jacka Kerouaca. Po raz drugi w jednym poście namówię do przeczytania książki, bo niektórzy mi mówią, że tak fajnie potrafię pisać i pytają jak mieć taki talent, na co ja ma jedną radę: książki czytać! Ale dobra, bo ja tu jadę do Odense i to o Odense miał być wpis.

Odense

W Odense nie poznaję żadnych Duńczyków, tyle co w aucie. Od jednego drivera dowiaduję się, że według niego młodzi Duńczycy są strasznie rozpuszczeni, chcą mieć „iThis and iThat”, nie iść na studia, tylko mieć 7 gap years, przez co oni prawie nie mają żadnych lekarzy Duńczyków. A mówi mi to wszystko czterdziestolatek, który ma dom we Francji z widokiem na morze i góry.  Nie przeprowadzi się tam, bo pensje są za niskie.

Bardzo przykro mi to mówić, przykro ze względu na Kamila, który tak świetnie mnie ugościł w swoim mieście, ale w Odense szału nie ma…

Odense

Jedyne z czym mi się będzie kojarzyć to miasto to długa shopping street. Chodzę tak pomiędzy Vero Modą a H&M, próbuję się zgubić w jakiś bocznych uliczkach, zajrzeć pomiędzy kolorowe małe domki. Myślę sobie, że fajnie byłoby mieszkać tutaj, całkiem spokojnie i czysto (i to jak tu czysto!), ale kiedy masz rodzinę: zimą zapalasz świeczki, latem na rowerze odbierasz dzieci z przedszkola oddalonego dwie minuty stąd, jesienią przedzierasz się przez liście i przez słońce po drożdżówki do piekarni.

Taki tam hygge time.

Kamila poznałam w samolocie dwa lata temu, kiedy pierwszy raz przyjeżdżałam do Danii. Kamil ma stronę odense.pl, która mu się całkiem fajnie rozwija, więc polecam zajrzeć!

2

  • Zgaga

    Nie!!Nie!!Nie!!Tylko mi nie pisz,że kończysz z Danią …? 😛
    Nie zgadzam się 😉 chcę więcej wpisów o Danii i jej pokręconych mieszkańcach !!:)

  • Kasia

    To moj Mezny chyba Dunczykiem nie jest, bo gada jak nakrecony 😉

    Zgodze sie natomiast z „mlodym” pokoleniem. Wiekszosc moich praktykantek i nowa kolezanka…narzekanie na wszystko (typu: za duzo mam godzin w grafiku, taka jestem zmeczona…okazuje sie, ze grafik faktycznie zly, ale na ich korzysc ;)) i generalnie postawa daj mi z siebie wszystko, ja nie zrobie nic :/