Distortion bejbe, czyli przeżyłam to drugi raz!

Distortion, Distortion i po Distortionie. Kto się upił, kto zaliczył, kto zarobił kasę, kto się zgubił, kto zerwał z dziewczyną, kto rzygał na chodniku – wszyscy dziś wróciliśmy do pracy. Distortion to nie Juwenalia, to nie Happysad i Kult na scenie, to impreza na ulicy w duńskim wydaniu. A w duńskim znaczy upić się szybko, narobić głupot i wrócić do domu.

Ja spasowałam po dwóch dniach. Dziwne, pięć lat studiów, pięć lat juwenaliowego treningu, a ja padłam na mordkę w połowie imprezy. Żeby nie było, zanim wypiłam pierwsze piwo zrobiłam trochę zdjęć. Tylko że miały być zdjęcia hot Danish guys&DJs, a są zdjęcia blondyn stojących w kolejce do kibla. Ale jak na to patrzę, to widzę, że fotograf ze mnie żaden, więc zrobię to tak, jak potrafię najlepiej, czyli napiszę:

Distortion Kopenhaga

Nørrebro jest zawsze najlepsze. Tłum ludzi, zatłoczone Elmegade (w ogóle to chciałabym kiedyś mieszkać na Elemgade, to najbardziej cool ulica w mieście. Jeszcze kiedyś o tym napiszę). Muzyka, której nie rozumiem i nigdy nie lubiłam, teraz odpowiada mi bardzo. Jest trochę tak jak na Biarro Alto w Lizbonie: dużo łażenia bez celu, gadania z przypadkowymi ludźmi, szukania coraz to gubiących się znajomych, sieć komórkowa pada, znajomi się zgubili, znajdujesz nowych, spotykasz chłopca, z którym rok temu całowałaś się w windzie i nigdy więcej go nie widziałaś, koleżankę z Couchsurfingu, tego superprzystojnego barmana z cocktail baru, do którego chodzisz tylko dla niego, a teraz on tu jest (jutro też go spotkasz w tłumie na Vesterbro). I może jeszcze tak z kilka razy, zanim odważysz się zagadać, ale to nie ważne. Chodzi o to, że wszyscy z Kopenhagi dziś tu są. Bairro Alto jest jakimś tam wspomnieniem, ale trudno porównywać Portugalię, bo mamy imprezę w skandynawskim wydaniu: pełno Calsberga, DJ znad konsoli dmucha na nas dymem z jointa, a wszystko ucicha o 22.00 (!). Tak pozornie ucicha, bo kiedy muzyka ze sceny milknie i ci, co mają kasę idą do klubów, zaś ci, co jej nie mają, a chcą się bawić dalej gromadzą się wokół tych cool ludzi, którzy podjeżdżają z boomboxem na rowerze.

Distortion Copenhagen

I tańczymy dalej (bo ja oczywiście zaliczam się do tych, co kasy nie mają) dopóty, dopóki złośliwy sąsiad z pierwszego piętra ich nie przegoni. Jednak biedni mieszkańcy Elmegade. Chociaż może nie, w końcu sami fajni ludzie muszą tam mieszkać, tacy, którym nie przeszkadza uliczna impreza w środę wieczorem. I że Distortion przechodzi obok ich domu.

I tak przeżyłam mój drugi Distortion. Dozo za rok.


  • Nata

    hahaha! z Twojej relacji aż czuje zapach piwa i Christiani, tłum ludzi napierający z każdej strony, dobrą muzykę! prawie jakbym tam była!
    to fakt, distortion to nie HappySad/Kult …
    Buziaki Kochana!!! :*:*:*
    i postaraj się odespac ;p

  • Lena

    Też uważam, że Elmegade jest mega 😉 Mieszkam tu obok i kocham Laundromat Cafe 😉 Co o Distortion. Fajnie bylo, mialam miejsca w „pierwszym rzedzie” trzaskalam zdjecia z gory, muzyka byla super… ale jednak co za ulga- ze o 22 przestali grac 🙂 Jak sie ma dzieci to sa inne priorytety haha. Pozdrawiam

  • Lena

    Nie ma sprawy 🙂 odezwę sie do Ciebie na priv:)

  • cajmer

    Cześć Wiola, dawno mnie nie było, ale ku Twej uciesze nadrabiam zaległości. Zdążyłem już doczytać, że byłaś bezdomna, żywisz się na śmietniku i robisz karierę, sprzedając wodę gazowaną. Jak to dobrze, że jesteśmy w unii europejskiej, która daję nam takie wspaniałe szanse na rozwój i realizacje marzeń, prawda? Bardzo dziękuję, że wspomniałaś mnie w jednej z notek. Ale niestety muszę Cię zmartwić, rzadko jeżdżę windami.

    PS Na czwartym zdjęciu nie masz ręki.