O dumpsterdivingu

To chyba najbardziej pokręcone doświadczenie z mojego życia w Danii. Czasami się zastanawiam, czy już upadłam na samo dno i czy mam się podnosić, czy jeszcze poczekać. Zawsze się okazuje, że poczekać…

Nie mogłam znaleźć pracy. Dobrej pracy. Takiej, która pozwoli mi pomyśleć: jestem ustawiona, nie robię dużo, mam kasę, Rio de Janerio czeka. Mój optymizm przygasł w momencie, w którym czyściłam szczoteczką do zębów listwy hotelowych schodów, a po powrocie do domu czekały na mnie wrzaski i jęki filipińskiej współlokatorki.

Dumpsterdiving

Teraz mam innych współlokatorów i jest jeszcze bardziej urokliwie. Pochodzą z Rumunii i są słodcy, tylko nie wszyscy potrafią mówić po angielsku. Ale, uwaga, mieszkamy w samym centrum, czynsz na głowę – 2000 DKK, tyle tylko, że tych głów jest trochę za dużo, bo aż sześć. No i ciasno. Ale, ale, znowu uwaga, to jest sam środek Kopenhagi i chyba bliżej centrum wydarzeń być nie można. Zaczęłam nawet chodzić na piechotę. Chodzę na piechotę oprócz momentów, w których mój współlokator wozi mnie swoją rikszą na zakupy. Punkt 22.00 wyruszamy do Netto i przywozimy co dziś podają: raz 6 kilogramów mięsa mielonego, ostatnio 6 litrów wina, zawsze banany, chleb, czasem awokado i pomidory. Ogólnie żywimy się bardzo dobrze. Bardzo dobrze, bo za darmo.

Dumpsterdiving

Mogłabym napisać, że jedzenie ze śmietników to nasz protest przeciwko konsumpcjonizmowi i marnotrawieniu jedzenia, w końcu nierzadko przy kontenerach spotykamy Duńczyków-hipisów dumpsterdivingujących żeby zrobić kolację dla członków swojej komuny, ale prawda jest taka, że po prostu jesteśmy skąpi. Mamy też wielke plany, bilet do Rio de Janerio w końcu swoje kosztuje. Poza tym ciężko pracujemy i czasem mamy ochotę na wołowinę, która jest droga.

Wspominając o pracy, to ostatnio załapałam super fajną fuchę, oby tylko pogoda dopisała i ludziom chciało się pić tą wodę, którą sprzedaję pod Tivoli za 10 DKK butelka.

Zostałam wodzianką.

I tak mój dyplom magistra leży sobie gdzieś w sekretariacie wydziału politologii w Lublinie, zupełnie nieprzydatny, bo wszystko, co muszę wiedzieć do sprzedaży wody to: umieć policzyć po duńsku do dziesięciu, powiedzieć ładnie „tak!”, wiedzieć, gdzie jest stacja kolejowa (w lewo, tuż za rogiem Hard Rock Cafe), w którą stronę na Strøget, a w którą na Christianię. O to najczęściej pytają turyści. Stoję sobie tak cały dzień, przepraszam, że nie mówię po duńsku, liczę przechodniów w Ray Banach, co najmniej 35 osób dziennie przechodzi obok Tivoli w okularach Ray Ban, 89% osób o blond włosach, 40 % Chińczyków,  jeden pan w balerinkach z cekinami, dwóch żebraków i ja podrzucająca butelkę wody pod czerwonym parasolem. I naprawdę zarabiam pieniądze, wierzcie mi lub nie, ale zarabiam w ten sposób fajne pieniądze. W weekendy dorabiam sobie jeszcze w hotelu, wreszcie znalazłam taki, w którym nie muszę czyścić niczego szczoteczką do zębów, są pyszne lunche, nie ma wyzysku. Ale o moich pracach w hotelach napisze później, bo mam wrażenie, że ten tekst jest już przesączony absurdem, więc tu go zakończę.



  • Ewelina

    Hej, kiedys do Ciebie pisalam…kurde naprawde jestem pod wrazeniem ile w Tobie drobna kobietko samozaparcia uff super…moze mi tego brakuje. Jestem w podobnej sytuacji, Z jednym ale dostalam prace w restauracji i po 2 tyg powiedzieli dowidzenia stwierdzajac, ze sie nierozwijam i jestem slaba. Kurde zaginalam jak kon, pracowalam ciezko nikt mi nie zwrocil uwagi, ze cos zle robie wszystko bylo ok az do rozmowy z szefem. I cos ponizej pasa, kurcze teraz zastanawiam sie czy bylam natyle beznadziejna czy nie mialam poprostu szczescia. No coz znowu stres i szukanie pracy w Kopenhadzkiej dzungli…CO NAS NIE ZABIJE TO NAS WZMOCNI to mi tylko pozostalo.

    ps. Dzisiaj znajoma wyslala mnie na te strony loreal.dk, dansk supermarked.dk jezeli umiesz troche dunskiego sprobuj kellyservice.

    Zycze powodzenia
    Ewelina

    • Czy twoim szefem był Duńczyk czy to restauracja prowadzona przez kogoś innej narodowości? Bo jeżeli Duńczyk to trochę się dziwię.

  • ah te wycieczki po chleb ze śmietników 😀
    a praca na wodzie była jedną z lepszych, jakie sobie można wyobrazić 🙂

  • a mnie to turyści na wodzie najczęściej pytali o Abercrombie&Fitch i Starbucksa 😀 (i robili zdziwione miny, kiedy odpowiadałam, że Starbucks to w tym mieście jedynie na lotnisku- wtedy jeszcze nie było tego na Ama)

  • kopen

    w której dzielnicy jest to Netto?
    Jak załatwiłas sobie tą robote przy wodzie?

    • Po prostu – podeszłam do stoiska (a raczej roweru) z wodą i zapytałam o pracę. Gdzie Netto? Tego nie mogę zdradzić:)