Miejsca w Kopenhadze: Elemegade

Uwielbiam Elmegade. Mam wrażenie, że życie na Elemegade to ciągłe przesiadywanie w Laundromat Cafe. Nieważne czy potrzebujemy zrobić pranie czy nie. Ważne, że potrzebujemy napić się kawy. To ciągłe zakupy, wybieranie, przymierzanie, oglądanie, słodkie pogawędki ze sprzedawcami, których znamy, to wieczorne koktajle w Mexi Bar (najtańsze w mieście. Jeżeli tu coś w ogóle może być tanie).

Ostatnio wybieram się tam z Marią. Maria powinna być dziennikarzem, nie ja. A już na pewno dobrze byłoby jej w roli dziennikarza śledczego: „a co pan tu sprzedaje?, a skąd te ciuszki?, a gdzie tu pójść?, a co tu zrobić,? a czemu tak,? a ile pani tu pracuje?, a kiedy wyprzedaż?”. Tym sposobem dowiadujemy się, że: Pan Turek mieszka w Danii jakieś 30 lat, nie bardzo zna angielski, ale chętnie da nam rabat. Po drugiej stronie ulicy jest antykwariat odzieżowy, gdzie można odsprzedać swoje nieużywane ciuchy, a lampa będąca ozdobą jego sklepu jest z Polski, z czasów dwudziestolecia międzywojennego i kosztowała 500 DKK (poniżej na zdjęciu). Maria kupuję bluzkę, a on wysyła nas do sklepu Foxy Lady, w którym sprzedaje jego dziewczyna. Tam mierzę super świetny kostium, niestety, super świetny dla szczupłej, wysokiej Dunki. Kolejny raz się okazuje, że na duńską modę jestem po prostu za malutka, w dodatku moja głowa ma kształt kwadratu, co i bez tych ich ciuchów sprawia, że wyglądam grubo.

Odwiedzamy wszystkie designerskie sklepy, ale zdegustowane cenami wpadamy na sklep Czerwonego Krzyża mieszczący się na rogu. Dzięki swojemu urokowi turystki dostaję pozwolenie na zrobienie kliku zdjęć, bo wystrój jest uroczy. Maria dzięki swojemu urokowi dowiaduję się o historii tego sklepu. Historii nie przytoczę, bo nie bardzo słuchałam, rozglądałam się za jakąś sukienką, a że to ostatni sklep na Elmegade, mamy wybór: pójść albo do baru o jakże prostej i wymownej nazwie Øl, co znaczy ‘piwo’, więc wiadomo po co tam pójdziemy albo wypróbujemy ostatni już sklep, nie mieszczący się na Elmegade, ale już na Nørrebrogade, gdzie wszyscy tęskniący za latami 80’, sukienkami z poduszkami na ramionach, dopinanymi kołnierzykami i stylem księżnej Diany na pewno znajdą coś dla siebie. Sklep nazywa się Prag. Tylko tam też wszystko jest na mnie za duże, a Maria w żaden sposób nie potrafi odnaleźć uroku w proponowanych przeze mnie sukienkach vintage (jak na przykład ta w gwiazdki). Postanawiamy darować sobie øl i wracamy do domu.

  • Lis

    he, dobrze jest mieć taką koleżankę, która wypyta, kiedy będzie wyprzedaż:)
    zerknęłam dzisiaj na Twojego bloga pierwszy raz, przez przypadek – i muszę stwierdzić, że bardzo przyjemnie się go czyta 😉
    Sama za niecałe 2tygodnie wybywam z PL do Danii i zastanawiam się jak to będzie (ogólne nastawienie: pozytywne, tym bardziej, że miałam już styczność z polskimi studiami i jestem przekonana, że tam na pewno będzie lepiej) – to czego najbardziej się obawiam, to problemy ze znalezieniem pracy 😛
    Pozdrowienia

    • Ja za ponad dwa tygodnie wybywam z Danii. Nic, tylko powodzenia!

      • Lis

        nie dziękuję 😉

  • Mario

    A gdzie jakis opis spoleczosci tego ukochanego Nørrebro? Ostatnio zostalo ono uznane za getto – ponad 40% ludzi nie jest Dunczykami 🙂

    • Ktoś mi kiedyś to wyjasnił tak: od mostu do stacji Nørrebro są sami cool ludzie, a dalej jest mafia. Elmegade jest przed stacją:)

      • Mario

        Kiedys ktos mi powiedzial, czy tam slyszalem, ze Polska to „zielona wyspa” i byla w niej kiedys lustracja. Jak sie domyslasz lub wiesz, nie jest to prawda. Takze tak pewnie sie ma do zasiegu mafii „mostowej”, czy „zamostowej”. Dziwna sprawa, ze gdzies wyczytylaem, ze przeszkadzaja ci rodacy w pracy, ale brudasnikow i ich „dzialalnosci” na rzecz Danii nie dostrzegasz. Dodam, ze jest to dzialanosc niszczycielska, jak cale to wspaniale i lansowane multi-kulti, ktore niszczy Danie od srodka, zreszta jaka cala Europe.