Frederiksberg cz. 2

Mmm, Carlsberg, nasze ulubione piwo, całe 4,6% alkoholu, za którymi kryje się tak ogromna kampania marketingowa, że na słowo piwo nasza wyobraźnia zamienia się w kolor zielony. Podobno na Euro też tam mieliście dużo Carlsberga? Główny sponsor całej imprezki.

Nie byłam w żadnym muzeum w Kopenhadze, nie bawi mnie to, jeszcze może gdyby były za darmo, tak, jak w Londynie, to może bym się skusiła i zobaczyła wielkie kotły do mieszania chmielu z jęczmieniem.  A tak pozabawiałam się trochę ze słoniami i wróciłam pomiędzy kamienice i pędzące samochody. Pędzące! Nie, no przesadziłam z tym sileniem się na poetyczny język… Zanim się rozpędzisz na Frederiksbergu, już wjeżdżasz do Kopenhagi.

Przez kilka dni miałam okazję mieszkać tutaj, dlatego robię dwa posty na ten temat, ale nie zamierzam dłużej pleść i już pokazuje zdjęcia.