Gaziantep: turystyka projektowa, bazary, hany i Turcy!

Wszystkim szczęka opadła jak kilka dni po powrocie z Brazylii, nagle znalazłam się w Turcji.

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam w Polsce wcale nie było planowanie kolejnych podróży, ale zarejestrowanie się w urzędzie dla bezrobotnych i poszukiwanie jakiegoś kierunku, w którym mogłabym pójść. Dlatego każdy dzień zaczynałam od sprawdzania stron z ogłoszeniami, grantami i konkursami. Tak natknęłam się na wpis o tym, że potrzebują uczestników z Polski na wyjazd z programów „Młodzież w działaniu”, teraz już znanych jako Erasmus +. Wyjazd – za trzy dni. Kierunek – Gaziantep, wschodnia część Turcji przy granicy z Syrią. Czyli tam, gdzie nigdy nie wpadłabym żeby pojechać. Czyli tam, gdzie nie wolno nosić krótkich szortów i całować się ze swoim chłopakiem na ulicy. Pojechałam.

DSCN8326

Jeszcze na dworcu czytałam tekst na blogu dziewczyny, która mieszka akurat w Turcji (tekst tutaj) i która pisała o zjawisku turystyki projektowej, czyli takiej, w której wydaje się unijne pieniądze na społecznie zaangażowane projekty, a tak naprawdę młodzież chce tylko poleżeć na plaży w jakimś atrakcyjnie turystycznymi mieście. Dało mi to do myślenia. Na wymianę z „Młodzież w działaniu” zawsze chciałam sobie pojechać i od jakiegoś czasu polowałam na projekt, nie powiem. Ten w 70% sponsorowany wyjazd był dla mnie narzędziem, aby znów móc gdzieś polecieć, ale chciałam to zrobić również dla podróży. Podróży widzianej nie w sensie wylegiwania się na plaży i zwiedzania atrakcji turystycznych, ale takiej podróży, w której uczymy się czegoś, poznajemy inny świat i akceptujemy go takim, jaki jest. Zmiana miejsca pobytu i ludzi, którzy nas otaczają uczy nas cierpliwości, tolerancji, zaradności i dlatego uważam, że każdy powinien wylądować na lotnisku, z którego nikt cię nie odbiera, spać w dziesięcioosobowej sypialni, jeść to, co dadzą i być wdzięcznym, że dali, nauczyć się kilku słówek w generalnie nieprzydatnym tobie języku i być dumnym, kiedy uda ci się wytrenować jakiegoś Turka czy Holendra, żeby mówił ci „dziękuję” i „kocham cię”.

DSCN8403

Więc tak: mieliśmy mnóstwo opóźnień w lotach i na lotnisko w Gaziantep nikt po nas nie przyszedł. Udało nam się jednak dotrzeć do domu Mehmeta, w którym mieliśmy spędzić pierwszą noc. Pamiętam, w momencie, w którym weszliśmy do domu rozległy się nawoływania do pierwszej modlitwy z pobliskiego meczetu. Była piąta rano.

Co znaczy Turecka gościnność dowiedziałam się już z rana, kiedy mama Mehmeta rozścieliła na podłodze koc i poustawiała na nim konfitury, serki i chleb.

Nie umieliśmy jeść nie przy stole, więc wszędzie porozlewaliśmy czaj z małych szklaneczek.

Dom, w którym byliśmy zakwaterowani znajdował się poza miastem, miał od dawna nieużywany i pusty basen, ciepły prysznic miałam przyjemność wziąć dopiero, kiedy wszyscy już wyjechali po zakończonym projekcie (nasza polska grupa opuszczała go jako ostatnia). Ja byłam zachwycona i gotowa trenować to picie herbaty na klęczkach, ale grupa ze Słowacji po dwóch godzinach chciała kupować bilet do Stambułu, bo jak to i dlaczego my nie jesteśmy w hotelu, te warunki są skandaliczne i tak naprawdę Gaziantep nie jest turystycznym miastem. Widać grupa za Słowacji ma wprawę w turystyce projektowej. Ja mam wprawę w ganianiu tłustych jak mysz karaluchów po hostelowym dormitorium. Po tej Brazylii nic mnie już nie zdziwi. Chociaż wolałam unikać tej toalety z dziurą w podłodze i wężem do mycia pupy. Poza tym nie było tak źle. Dawali nam dobre jedzenie: kebab z kurczaka z miętą i cytryną, zupę z soczewicy, ajran do picia. Po baklawie i turkish delight poziom cukru w mojej krwi niebezpiecznie wzrósł, po rakija miałam mocny odruch wymiotny. Zawozili nas wszędzie i naprawdę nie widziałam powodu, dla którego grupa ze Słowacji tak się awanturowała. Może rzeczywiście jak się pojedzie gdzie indziej to się jest w hotelu i cały dzień spędza się na plaży zamiast pracować nad problemami lokalnej społeczności zawartymi w projekcie?

DSCN8318

Z takich fajnych rzeczy, które zrobiliśmy to wystawa fotografii na temat pracujących dzieci. Myślałam, że oni żartują sobie z tym children labor, a tu rzeczywiście skala zjawiska jest duża, większa niż w mojej wyobraźni, gdzie 16-latkowie zajmują się co najwyżej rozwożeniem gazet.

W Turcji 10-letnie dzieci myją szklaneczki w knajpach ich rodziców, układają przyprawy na bazarze, a często nawet szyją ręczniki w fabryce.

Zorganizowaliśmy wystawę obrazującą to zjawisko. Powstała ona w jednym z pomieszczeń w Millet Han, gdzie mieściło się biuro NGO Mehmeta. Uwielbiałam spędzać czas w tym hanie, gdzie rzemieślnicy mieli swoje pracownie, klepali dzbanuszki i tace, na otwartej przestrzeni ustawione były stoliki dla gości, serwowano herbatę i kawę i tak wszystko sobie razem funkcjonowało. Czasem nawet przyszedł zespół i zaczynały się tańce.

collage2

Oprócz hanów najbardziej fotograficznymi miejscami w Gaziantep były bazary. Uwielbiam łazić po targach z żywnością, bo tam zawsze rozgrywa się codzienne życie. I teraz całe szczęście, że Gaziantep nie jest turystycznym miastem, bo nikt tam nie nawoływał do zakupów, wszyscy byli bardzo zdystansowani, ale uprzejmi.

collage

I takie jest też moje mniemanie o Turkach. Chociaż… kiedy napisałam na Couchsurfingu, że jestem w mieście, dostałam ponad dziesięć wiadomości (i cały czas jakieś dostaję), które gdzieś tam w treści miały „hello, sweetie”, „kisses” i takie tam. W końcu wybrałam i zdecydowałam się spotkać z jednym chłopcem, który właśnie wrócił z Erasmusa w Gdańsku i był kompletnie zafiksowany na punkcie Polski. Spędziliśmy godziny na rozmowach przy herbacie (w Gaziantep nie ma pubów), w sobotę poszliśmy do teatru (w Gaziantep nie ma żadnej dyskoteki), a że był bardzo przystojny, to zrobiłam sobie z nim kilka zdjęć na pamiątkę. Zdjęcia poniżej. Tak jak pozostałe. Enjoy!

DSCN8301
Tak wyglądał nasz domek
IMG_6492
A tak wyglądaliśmy my przed domkiem
10262247_639605816132589_7323659248441160440_n
A tak nas ćwiczono
IMG_6758
Mężczyzna pośrodku to właśnie Mehmet
10264287_556314307816637_8603844701070489246_n
A to niektóre ze zdjęć z naszej wystawy
DSCN8331
Ulice Gaziantepu i szok: sami mężczyźni, aż dziwnie można się poczuć.
Untitled-3
Wzbudzałam zainteresowanie, ale niezbyt duże
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Generalnie zbierałam sobie przyjaciół
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ale czasem byłam niewidoczna dla otoczenia
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
A teraz ja w akcji, czyli bazarrrrr!
DSCN8397
Czasami sami chcieli, żeby robić im zdjęcia
DSCN8420
Czasami sami nie zdawali sobie sprawy, że tworzą idealny kadr

DSCN8430

I na koniec ja i Saban.

Teşekkürler za uwagę

  • petra

    Milo czytać kolejny wpis. Nigdy nie byłam w
    Turcjii bo nie ciągnęło mnie tam(chyba właśnie
    z powodów kulturowych).Zdjecia przybliżają
    klimat miejsa. Trochę jak w Marakeszu;)
    Pozdrawiam!

  • cajmer

    Pierwsze co robisz po powrocie, to prosto do urzędu, szybciutko wydoić jakiś zasiłek albo publiczne pieniądze na jakiś grant. To mentalność żebraka czy prostytutki? Kiedy jakaś uczciwa praca, a nie życie za państwowe?

    • Po to są te fundusze, żeby z nich korzystać. Każdy może aplikować. I nie aplikuje się do urzędu, ale do NGO, czyli organizacji NOP PROFIT, czyli organizacji niepaństwowej.

      Zaznaczam, że każdą twoją kolejną próbę szykanowania i obrażania będę oznaczała jako spam.

      • cajmer

        Co to za brednie? Program „Młodzież w działaniu” jest wprost finansowany z pieniędzy publicznych o czym świadczy poniższy cytat ze strony: http://www.mlodziez.org.pl/program/o-programie
        „BUDŻET PROGRAMU
        Łączny budżet programu na siedem lat (2007-2013) wynosi 885 milionów euro. Finansowany jest zarówno ze środków Komisji, jak i z budżetu Ministerstwa Edukacji Narodowej. Roczny budżet ustala Parlament Europejski i Rada.”
        Nie dość, że komisja eurosojuza finansuje waszą turystykę, to jeszcze MEN dorzuca parę groszy.

        Po drugie, skąd ci przyszło do głowy, że NGO = organizacja non-profit? Poza tym, non profit oznacza, że organizacja nie może wydawać pieniędzy na cele inne niż statutowe, a nie to, że zrywa pieniądze rosnące na drzewach. Widać różnicę?

        No i wreszcie, w Polsce rozdzielaniem zrabowanych pieniędzy, które idą na program Erazmus czy Erazmus+ zajmuje się Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji. I tu kolejny cytat:
        „Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji jest fundacją Skarbu Państwa zarejestrowaną w Sądzie Rejonowym dla miasta stołecznego Warszawy, Wydział XVI (Sygn. Akt XVI NS Rej. F 1647/93). Akt rejestracji był dokonany w dn. 11.10.1993 r.”
        http://www.frse.org.pl/o-fundacji

        Fundacja Skarbu Państwa organizacją pozarządową, bardzo ciekawe rzeczy opowiadasz.

        Czy to już szykanowanie?

        • Jej, jak ci to tak bardzo przeszkada to też sobie pojedź, weź skorzystaj z pieniędzy, które zapłaciłeś w podatkach. Jeśli zarabiasz bardzo dużo i płacisz wysokie podatki to celuj na coś dalej niż Turcja, ja wiem, ostatnio na Kostaryce widziałam projekty, może tam? Należy ci się, czy e, tam?

  • Jak to jest z tym zakrywaniem włosów u kobiet? Na zdjęciach widzę, że nie zaprzątałaś sobie tym głowy 😉