Glamour w podróży i takie tam przemyślenia

Siedzę sobie na recepcji, nuda, już nawet na to Duolingo patrzeć nie mogę, już prawie stwierdzam, że nic z tej mojej nauki portugalskiego nie będzie, kiedy w oczy rzuca mi się egzemplarz Glamour.

Jakieś letnie wydanie, gdzieś z USA chyba. Oglądam. Na okładce One Direction, dowiaduje się, że miętowy kolor na paznokciach jest hitem sezonu, że rudy na włosach to jeszcze większy hit, że bez ubrań inspirowanych afrykańskim folklorem w twojej szafie jesteś nikim, że musisz, ale to musisz kupić sobie to i tamto, żeby poderwać JEGO. Patrzę, czytam, mrugam powiekami i nie wiem, gdzie siebie podziałam.

Dois Irmãos
Moje ulubione Dois Irmãos w tle

Jestem w podróży prawie trzy miesiące. Wcześniejszy czas również spędziłam na walizkach. Przez ten czas zapomniałam co to jest centrum handlowe. Jeszcze jakiś czas temu miałam ochotę na taką kolorową sukienkę, bo wszędzie na wystawach w Rio de Janeiro takie widziałam. Zupełnie inne niż te czernie i szarości w Danii. Zapragnęłam ubrać się w brazylijskim stylu. Ale ceny tych sukienek zniwelowały moje pragnienie. Ubrania w Brazylii śmierdzą importem z Chin, tym sztucznym czymś, podejrzanymi barwnikami, nie wydaje się, żeby te rzeczy wytrzymały trzy prania. A mimo wszystko są cholernie drogie i nie, nie ma tu H&M, ulubionego sklepu backpacersów, gdzie za małe pieniądze można kupić sobie t-shirty na drogę. Szaleńcze podatki, trudno tu coś importować. Ale nie o tym chciałam. Chciałam raczej zawrzeć jakąś refleksję nad moim plecakiem i tym, co się w nim znajduje oraz tym, w jaki sposób udało mi się tak zdystansować do konsumpcyjnego stylu życia. Nie dlatego, że nie mogę unieść więcej niż 10 kilo w 30 stopniowym upale. No, może trochę dlatego.

Kupowanie nowych sukienek i koszulek przestało mnie bawić, bo tak naprawdę cały świat można zmieścić w jednym plecaku i można doświadczać rzeczy, a nie je mieć.

Maria mówi, że długo w hostelu nie wytrzymam, bo jestem księżniczką, więc rzeczywiście, przyznam się do tego, że do mojego plecaka mam zapakowane perfumy Diora i podkład (ten nie wiem po co mi, ale dobra, to jeszcze zdobycze z duńskiego świata), bez tuszu na rzęsach nie wychodzę, a dni lubię spędzać na plaży. Prawdopodobnie i te hedonistyczne przyjemności zostaną niedługo zredukowane, tak jak dawno przyzwyczaiłam się do nie zmieniania biżuterii i posiadania tylko jednej pary dżinsów. Ale! Tu na recepcji mamy mnóstwo czasu na malowanie paznokci:)

ulice Rio de Janeiro

Patrząc na mój plecak myślę sobie co to będzie jak przyjdzie mi mieć swój własny dom i będę musiała kupować do niego pościel i talerze. Do tej pory takie rzeczy zdobywało się wymieniając z kimś na coś. W Brukseli przynieśliśmy zastawę wyrzuconą na ulicę. To znaczy – zostawioną na ulicy. W Brukseli też dostałam śpiwór w zamian za pudełko Ptasiego Mleczka. W Danii myślenie w kategoriach zrównoważonego rozwoju było czymś naturalnym – nie wyrzucamy, wymieniamy, nie kupujemy za dużo, retro moda jest cool, jeździmy rowerami.

W Brazylii, kapitalistycznym, konsumpcyjnym i nie do końca rozwiniętym kraju panie chodzą obwieszone złotymi łańcuszkami, kiedy turystom mówi się, żeby nic cennego na siebie nie zakładać.

Panie kupują kolorowe sukienki, piękne tylko do pierwszego dnia po zakupie, kiedy po drugiej stronie wystawy sklepowej na materacach śpią bezdomni. Wprowadza to we mnie głęboki dysonans. Taki, że dziwnie mi się patrzy na ulice Rio de Janeiro, a zwłaszcza na Copacabanę. A tak wyglądała ona dziś. W Instagramie:

  • Emi

    świat staje na głowie! Nie spodziewałam się, że dożyję momentu, w którym Wiola powie, że znudziło jej się kupowanie bluzek :O Rispekt i tak trzymaj! 😉

  • Petra

    Ja z tym ciagle walczę – z kupowaniem ” bluzek”.
    Widzę, ze Brazylia to taka Polska w transformacji
    Ustrojowej, niby dobrze ale nie do końca. Taka mi sie
    Refleksja nasunela. Moze byc calkiwicie niezgodna
    Z rzeczywiatoscià. Jeszcze nie przezylam Xmas w
    30 stopniowym upale. Ciekawe jakie to uczucie:)

  • Piotrek

    Uwielbiam tego bloga. Tak trzymać! Może tylko napiszę, że w Nowym Roku życzyłbym sobie więcej wpisów! W końcu im więcej takiej przyjemności, tym lepiej. Pozdrawiam serdecznie! 🙂