Hellen Russell: „Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie”. Recenzja książki.

życie po duńsku

„Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie” Helen Russell sprawiło, że przez jeden weekend powróciłam wspomnieniami do tych niemal dwóch lat, które spędziłam żyjąc szczęśliwie (czasem mniej) w Kopenhadze. W piątek wieczorem przyniosłam tę książkę do domu i do niedzielnego poranka nie mogłam się od niej oderwać.

Napisać książkę o tym, jak żyje się w Danii…

„To jakieś żarty? Trafiliśmy do drugiej części pokręconego filmu z Tomem Hanksem, w którym spełniają się marzenia dorosłych? Myszki z Sylvanian Families koronują mnie na swoją leśną królową? My Little Pony przyślą mi mailem nominację na szefową wszystkich kucyków?”

Hellen wraz ze swoim mężem mieszka w Londynie. W trakcie trwania jej kariery w wielkim mieście (szpilki, nadgodziny, kawa, popołudniowe drinki) jej mąż dostaje propozycję pracy w Lego. Mają na rok przeprowadzić się do Danii. Książka jest zapisem 12 miesięcy, jakie spędzili mieszkając w Billund szukając szczęścia i próbując duńskiego stylu życia.

Generalnie nic ciekawego – każdy może na rok przeprowadzić się do innego kraju i wydać opowieść pełną zdziwieni i opisów innych zwyczajów. Przyznam, że na początku irytowała mnie ta książka: Hellen opisywała swoją przeprowadzkę do oddalonego o zaledwie 900 kilometrów miasta jako WIELKĄ przygodę i dramatyczne zderzenie z innym światem, nieustannie dziwując się na każde zachowanie Duńczyków. Wydawać by się mogło, że ktoś, kto jest dziennikarką i mieszka w kosmopolitycznym Londynie powinien mieć większą wiedzę o świecie i bardziej ten świat akceptować.

Ale potem pomyślałam, jak ja się czułam, kiedy w 2012 roku przyjechałam do Kopenhagi nie mając specjalnych oczekiwań i nie spodziewając się żadnego szoku kulturowego – a jednak Dania okazała się innym światem i dostarczyła mi wielu zdziwień.

Hellen wygłupia się i nabija z samej siebie, co właściwie sprawiło, że nie mogłam oderwać się od tej książki.

Książka obiektywna i pełna aktualnych informacji

Poza tym, jak na dziennikarkę przystało, robi ogromny research i przytacza mnóstwo twardych faktów oraz wyników badań. Wszystko po to, aby naukowo zbadać tezę: dlaczego Duńczycy są najszczęśliwszym narodem na świecie? (aktualizacja 2017: już nie są)

  • 53% Duńczyków udziela się w wolontariacie
  • Co czwarty statystyczny Duńczyk zmienia pracę raz na rok, a 40% bezrobotnych znajduje pracę w ciągu kwartału
  • 70% Duńczyków zgadza się ze stwierdzeniem, że chcieliby nadal pracować w zawodzie, nawet gdyby nie potrzebowali pieniędzy
  • 3% populacji regularnie uczęszcza do kościoła
  • 42% Duńczyków uważa, że ich kraj jest lepszy od innych
  • Duński parlament w 40% tworzą kobiety
  • 52% Dunek deklaruje, że padło ofiarą przemocy fizycznej lub seksualnej
  • W przeliczeniu na głowę każdy Duńczyk spożywa rocznie 11-12 litrów czystego alkoholu.
  • W listopadzie słońce świeci w Danii przez 44 godziny.
  • 40% Duńczyków cierpi na niedobór witaminy D

Szukając odpowiedzi na pytanie: dlaczego Duńczycy są najszczęśliwszym krajem na świecie?

Być może zdradzę zbyt wiele z zwartości tej książki, ale muszę opisać (i skomentować, a jakże! W końcu dłużej niż Helen mieszkałam w Danii) wnioski z jej rocznego empirycznego badania nad fenomenem szczęścia Duńczyków.

Co Duńczyków czyni szczęśliwymi?

1.Dom – jego wystrój, przytulność, liczba świec ma ogromne znaczenie w życiu Duńczyków.
Po zeszłorocznym wysypie książek o hygge, wszyscy nad Wisłą znają znaczenie tego słowa i masowo wykupują świeczki z Tigera oraz świeczniki z Ikei.

2. Jeśli kończysz pracę po 17.00 znaczy, że jesteś loserem. Szczęście daje właściwy balans pomiędzy pracą a życiem prywatnym.

„Słówko, które idealnie podsumowuje duńskie podejście do pracy: arbejdsglœde oznacza szczęście w pracy, będącego połączeniem arbejde – praca oraz glœde szczęście”

„Duńczycy pracują średnio zaledwie 34 godziny tygodniowo. Każdy pracownik ma prawo do 5 tygodni płatnego urlopu w roku oraz 13 dni – również płatnych – świat ustawowo wolnych od pracy.”

Ale… jest jeden problem:

„Dania przoduje w Europie pod względem zażywania leków antydepresyjnych. Ma to prawdopodobnie związek z rosnącym stresem w pracy.”

„Zdajemy sobie sprawę, że znajdujemy się w korzystniejszej sytuacji niż pracownicy w innych częściach Europy. Ale kiedy przestaje być idealnie, chcemy wiedzieć dlaczego. U kilkorga moich znajomych skończyło się to poważnym stresem.”

3. Posiadanie hobby poza pracą przynosi radość.
Nauka języka, lekcje tańca, joga, blogowanie – you name it.

4. Posiadanie pieska przynosi szczęście.
Ale tylko rasowego.

Tu byłam trochę zdziwiona, ponieważ ja wzięłabym kundelka ze schroniska i pokochała całym sercem, ale Duńczycy tak samo jak wolą designerske fotele od Arne Jackobsena, przy wyborze psa będą kierować się podobnym gustem estetycznym.

5. Powtarzalne rytuały dają szczęście.
W Danii wszystko, co powtarzalne, przynosi uczucie błogiego spokoju: tradycje, święta, sposób spędzania weekendu.

 6. Równouprawnienie płci.
W Danii nie zachęca się chłopców do zabawy traktorami, a dziewczynki do wożenia maskotek w wózkach.

Myślę, że płeć męska jest właściwie zdominowana przez płeć męską. Kobiety są bardziej zdecydowane, wiedzą, czego chcą, a każdy Jens ma raczej postawę fajtłapy…

 7. Długie urlopy i wyjazdy do ciepłych krajów dają szczęście.
Chociaż mogą też sprzyjać rozwodom: zbyt dużo czasu razem może równać się kłótni.

8. Seks daje szczęście.
Nie rozumiem, jak to się ma do szanowania przez Duńczyków stałości, ale w kwestii związków zachowują się tak, jakby mieszkali w Ameryce Południowej. Ale wynika to stąd, że kwestie cielesności nie mają żadnych tabu.

Co ciekawe, wszystkie osoby pytane przez Helen o poziom ich szczęścia, oceniły je 8/10 lub 9/10. Jaka była odpowiedź na to, co dałoby im pełnię szczęścia? Żeby narzeczony mi się oświadczył, żebym był w związku.

 10. Rodzice nie muszą się opiekować swoimi dziećmi: robi to za nich państwo.
Trochę przesadzam z tym stwierdzeniem, ale żłobki i przedszkola są niezwykle tanie, edukacja jest darmowa i dofinansowana. Dzieci dają szczęście, a wszystkimi finansowymi troskami zajmie się państwo.

11. Duma z własnego państwa
W Danii urodzinowe torty przyozdabia się małymi flagami. Mimo, że Duńczycy żyją według prawa Jantego, to z wyższością traktują przybyszów z innych krajów.

12. Pewność siebie oraz krytycyzm
„Uczymy dzieci samodzielnego myślenia i podejmowania autonomicznych decyzji, a nie tylko jak zdać egzamin. (…).I sprzeciwiania się władzy, kiedy uznają, że to one mają rację”

Pamiętam, jak pod w wielkim szoku byłam na jednych z pierwszych zajęć na Uniwersytecie w Roskilde, kiedy nauczycielka zapytała nas o definicję CSR i poprosiła, żebyśmy powiedzieli, co o niej myślimy. Na polskiej uczelni wyrecytowanie z pamięci definicji wiązało się z pozytywnym zdaniem egzaminu, co strasznie mnie wkurzało, ponieważ zakuwanie na pamięć nie było moją mocną stroną.

13. Rodzina jest najważniejsza
Czas spędzany z rodziną jest dla Duńczyków święty i nawet w ciągu tygodnia celebrują wspólnie każdy posiłek.

14. Bóg i wiara nie są istotne
„Szwecja i Norwegia należą do najmniej religijnych krajów świata. Skandynawowie nie muszą modlić się do boga, by ich życie się ułożyło – tym zajmuje się państwo.”

15. Rzeczy trzeba doświadczać, a nie je mieć
„Duńczycy nie czerpią radości z kupowania (…). W Danii kupno większego samochodu oznacza tyle, że jego właściciel musi zapłacić większy podatek. A większy dom trzeba sprzątać.”

Nie dotyczy to designerskich foteli, lamp i wazonów.

Gdzie by tu postawić mój rower? 🤔 #copenhagen #denmark #norreport #bikes #rowery #lovebikes #wheretopark

A post shared by Wiola Starczewska (@wstarczewska) on

Jak swój własny kraj uczynić najszczęśliwszym na świecie?

Chcesz być szczęśliwy? Bierz przykład z Duńczyków. Jeździj na rowerze, zapalaj świece, jedz bułeczki cynamonowe. Możesz to robić w Warszawie, w Lizbonie czy Berlinie. Ale pamiętaj, jeśli zechcesz przeprowadzić się do Danii, musisz mieć na uwadze to, że:

„Z tym odkryciem – że izolacja kulturowa sprzyja zadowoleniu z życia – jest mi akurat nie po drodze. Jak mam się zintegrować i stać się „radosną Dunką”, skoro jako osoba z zewnątrz nigdy nie zostanę zaakceptowana?”

„Życie po duńsku…”, a pisanie po angielsku

Szczerze, nie myślałam, że ta książka będzie aż taka świetna. Myślałam, że to tylko zapis przemyśleń podekscytowanego ekspata. „Życie po duńsku…” można pochłonąć w jeden weekend, a ten, kto miał okazję spędzić w Danii więcej czasu niż jeden weekend, na pewno uśmiechnie się pod nosem na wspomnienie podobnych sytuacji ze swojego życia, co opisanych w książce. Chciałabym, żeby powstała druga część tej książki – taka, która głównymi bohaterami uczyni Duńczyków i będzie bardziej reportażem, niż historyjkami z życia brytyjskiej dziennikarki na duńskiej ziemi.

Ale taką książkę napiszę ja!

  • Jakiś czas temu zobaczyłam gdzieś w necie „Życie po duńsku…” i od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać! Byłam bardzo ciekawa co Brytyjka po roku w Billund „odkryła” na temat Danii czego ja nie wiem (po dwóch latach w Jutlandii).
    Twoja recenzja tylko jeszcze bardziej mnie zachęciła do lektury!

    P.S. pisz książkę, bo kupiłabym ją z przyjemnością! Pierwszego pewnego czytelnika już masz 🙂

    • Och, chciałabym napisać o Kopenhadze coś podobnego, co zrobiłam w ebooku o Rio de Janeiro (link w banerze po lewej stronie ;p)

  • Julie Julia

    Oj rodzina dla Duńczyków wcale nie jest najważniejsza. Kiedyś jak chodziłam tam do szkoły, mojej mamie coś strzeliło w kręgosłupie. Nie mogła chodzić, a moja młodsza siostra miała wtedy niecały rok. Zostałam w domu jej pomoc, a nauczycielka stwierdziła, że to nie mój obowiązek pilnować rodzeństwa, a mama powinna sama sobie znaleźć opiekę..

    • Może nie jest tak ważna, kiedy mamy problemy – ponieważ Duńczycy są przyzwyczajeni, że te rozwiązuje państwo.

  • czekamy z niecierpliwością na reportaż w Twoim wydaniu 🙂

  • Kurczę ta Dania robi się teraz strasznie modna, ciągle o niej mówią. Muszę przeczytać tą książkę chyba 🙂