Iza Klementowska: „Samotność Portugalczyka”. Recenzja książki.

Iza Klementowska, Samotność Portugalczyka

Nie wiem jak śmiem pisać: recenzja książki, bo „Samotność Portugalczyka” Izy Klementowskiej jest pozycją tak niesamowitą, że ja, Wiola Starczewska, która spędziła tylko 7 miesięcy w Portugalii, nie jestem nawet godna do jej recenzowania. Ale ponieważ tak już nazywałam ten cykl: recenzje książek, to już niech zostanie. Poza tym musicie wiedzieć, że teraz będę was nim bardzo często częstować.

Próxima paragem – następny przystanek. Pierwsze słowa, które Iza usłyszała w Portugalii i których melodia tak jej się spodobała były dokładnie, ale to dokładnie tymi samymi słowami, po których ja postanowiłam nauczyć się portugalskiego.

Był 2012 rok, siedziałam w pociągu na trasie Lizbona-Estoril i pomyślałam: nie, nie może być. Jeszcze nikt nie powiedział do mnie piękniejszych słów niż próxima paragem – nastepny przystanek. Uśmiecham się, kiedy czytam, że podobną sceną zaczyna się ta książka.

Siedzę w BlaBlaCar na trasie Warszawa-Lublin, jest 2016 rok. Gdyby jechał ze mną jakiś Portugalczyk, mogłabym swobodnie nawiązać z nim rozmowę. Książka Izy wyszła latem 2014 roku, jeszcze wtedy nawet nie przypuszczałam, że kiedyś zamieszkam w Portugalii. Nie rozumiem, naprawdę nie rozumiem, dlaczego dopiero teraz się na nią natknęłam. Może tak musiało być, bo przynajmniej teraz czytając „Samotność Portugalczyka” doskonale wiem dokąd idę prowadzona przez narratora: gdzie jest Feira da Ladra, więzienie w Caxias, zamek świętego Jerzego, café a Brasileira, Cais do Sodré (dosłownie widzę wszystkie produkty na półkach Pingo Doce znajdującym się na tym dworcu), Muzeum Calouste Gulbenkian, Chiado, ogrody Estrela,

Nie mogę tylko wyobrazić sobie Portugalii lat 70′. Dzięki tej książce wiem więcej na temat dyktatury Salazara, wydarzeń z 25 kwietnia 1974 roku. Wiem więcej na temat kolonializmu.

Myślę, że dla wszystkich Portugalia jest takim cichym krajem, który przysiadł sobie na brzegu Europy. Nie uczestniczył w wojnie, jego granice raczej się nie zmieniały. Ja sama byłam zdziwiona mentalnością Portugalczyków. Często żartowałam, że czterysta lat temu tak bardzo lubili podróżować, a teraz widzą same przeszkody. Ciągle narzekają, są pasywni. Bohaterowie reportażu Klementowskiej wyznają, że „dla przeciętnego Portugalczyka nie jest ważne, aby osiągnąć sukces w znaczeniu europejskim, czyli karierę i wielkie pieniądze. Chcemy po prostu dobrze i spokojnie żyć.”

Geograficzne podboje i wyprawy już się skończyły. A wraz z nimi pewien ważny etap naszej historii. I to wielu Portugalczyków uwiera. Bo nie mamy już czego odkrywać. Mimo to została w nas otwartość i komunikatywność. Geografia i historia rzuciły nas na obrzeża Europy, ale dzięki temu jest w nas pragnienie i tęsknota za innymi lądami, za światem, za nieznanym nam człowiekiem.

Dopiero kiedy czytam o czasach dyktatury Salazara oraz o traumie i poczuciu winy związanej z kolonializmem, dopiero teraz lepiej ich rozumiem. Nie wiem, ale studiowałam politologię, a oprócz terminu Rewolucja Goździków, niczego na temat historii Portugalii nie mogę przywołać w pamięci.

Język i styl, w jakim napisana jest ta książka jest po prostu C-U-D-O-W-N-Y:

Paulo pamięta, że przy pierwszej dziadek zakołysał się jakby miał w ramionach najpiękniejszą z kobiet.

Czy można tak pisać?! Czy można tak pięknie pisać?! Jak dorosnę, też chcę umieć tak tworzyć. Porównywać pomnik Marquê de Pombal do warszawskiej palmy na rondzie de Gaulle’a, opisywać wydarzenia z Rewolucji Goździków z perspektywy Marii, która z kwiatem za uchem idzie kupować ryby, tak gładko przenosić czytelnika do Niterói koło Rio de Janeiro, do Luandy i tak po prostu wchodzić w głowę António de Oliveira Salazara, poznawać jego pragnienia i myśli.

Moją ulubioną historią, spośród wszystkich reportaży zebranych w „Samotności Portugalczyka”, jest historia o konsulu Aristides de Sousa Mendes, który w 1940 roku na południu Francji, wiedząc, że naraża swoje życie i posadę, wystawił ponad 10 tysięcy wiz uciekającym przed niemiecką opresją Żydom. Tym samym prawdopodobnie ocalił im życie. Szczególnie chcę wyróżnić tą historię, bo tak bardzo pasuje do kontekstu dzisiejszych czasów i dyskusji na temat tego, czy przyjmować, czy nie przyjmować imigrantów.

W tym wywiadzie dla Gazety Wyborczej można przeczytać więcej na temat tego, jak powstawała ta książka. Właściwie nie wiedziałam, że Iza ot tak po prostu wprowadziła się do kawalerki na Bairro Alto, a historie o czarnoskórym Eryku z obrzeży miasta czy Dom Antonio i jego żonie przyszły same. Nie wiedziałam też, i tu kolejne podobieństwo między mną a autorką „Samotności Portugalczyka”, że powodem pierwszego wyjazdu pisarki do Lizbony było „zakończenie w życiu pewnego etapu”.  Ja również, kiedy w 2012 roku pierwszy raz leciałam do Portugalii, miałam za sobą wiele problemów: ciężką zimę w Danii, kłopoty finansowe, rozstanie i prawie zawalone studia. Myślałam, że pobyt w ciepłym kraju zabawi mnie na trochę, a zamiast tego, zaczęłam odczuwać zafascynowanie i potem było trzy lata saudade. Aż do zamieszkania w Avieiro.

A na koniec: czy wiesz, że… Portugalczyk Garcia da Orta był lekarzem ważnego hinduskiego sułtana Burhana Shaha. W zamian za swoją służbę otrzymał od sułtana miasto. To miasto to Bombaj.

Czytaliście tą książkę? Byliście w Portugalii? Znacie jakieś książki o Portugalii warte uwagi?
  • Aleksandra Radzio

    Po przeczytaniu tej recenzji już szukam tej książki, muszę przeczytać !!! <3 dzięki 🙂

  • ka

    ej, ale wiesz co? też pięknie to napisałaś. mam wrażenie, że płynęły ci palce po klawiaturze w podobnej melodii co izie przy „samotności portugalczyka”. obstawiam więc, że „też chcę umieć tak tworzyć” jest raczej planem z niedługim czasem realizacji niż pobożnym życzeniem! 😉

  • Jako że ostatnio byłam przez jakoś czas w Lizbonie, a wcześniej na Maderze, mogę sobie wyobrazić o czym mówisz. Wiele jest podobieństw pomiędzy Polakami a Portugalczykami, takie mam wrażenie, chociaż Polacy jako społeczeństwo wydają mi się coraz bardziej otwarci, a Portugalczycy wręcz przeciwnie, dokładnie tak, jakby przycupnęli gdzieś na końcu Europy. Niby wszyscy o nich wiedzą, niby wszyscy pamiętają i uważają Portugalię za coś na wzór Hiszpanii. A tu się okazuje, że to zupełnie dwa różne państwa, podobne może jedynie klimatem. Pozdrawiam serdecznie 😉