Jak mieszka się w Warszawie?

Wyobrażałam sobie moment, w którym będę pisać te słowa. Właśnie minął rok, od kiedy przeprowadziłam się do Warszawy.

Jest Biedronka, jakoś to będzie – powtarzałam sobie te słowa, kiedy porzucałam pastel de nata z Pingo Doce, żeby jesienią zamieszkać w Polsce. Na dzień przed moim przyjazdem do stolicy PiS wygrał wybory. 11 listopada patrzyłam na czerwone flary nad mostem Poniatowskiego – efekt Marszu Niepodległości. W tamtym czasie rozmowa na temat uchodźców była obowiązkowym punktem każdej jazdy Bla Bla Car na trasie Lublin-Warszawa. Patrzyłam, jak światła Pałacu Kultury zapalają się w kolorach francuskiej flagi – po zamachach terrorystycznych w Paryżu. Policjanci pilnowali mojego bezpieczeństwa na stacji metra Plac Wilsona po zamachach w Brukseli. Wielka Brytania postanowiła wyjść z Unii Europejskiej. Chyba średnio raz w miesiącu na Onecie czytałam o protestach i marszach KOD-u. Aż w końcu sama musiałam pójść na Strajk Kobiet.

jak mieszka się w Warszawie

Wokół działo się wiele, chociaż ja skupiona byłam głównie na sobie. Na przykład, moim największym marzeniem było znalezienie w Warszawie mieszkania obok Biedronki. Nie wiem, czemu sobie tak wymyśliłam. Po prostu myślałam, że dzięki temu moje życie będzie łatwiejsze. Zaopatrywałam się w oliwę z oliwek, mrożonego dorsza, a wiosną w vino verde. Nie pomagało. Nie pomagało ugasić tęsknoty za Portugalią.

Właściwie w tym samym momencie mogłabym przeprowadzić się do jakiegokolwiek miasta w Europie: Budapesztu, Madrytu czy Gdańska. Wszystko byłoby tak samo: szukałabym sobie mieszkania, znajomych, probowała połapać się w połączeniach linii autobusowych. Jednak po przeczytaniu tego artykułu („Agencja Knight & Frank porównała koszty życia młodych ludzi na początku kariery zawodowej w 20 metropoliach na świecie. W Warszawie do domknięcia miesięcznego budżetu brakuje im 2 proc., podczas gdy we Frankfurcie młodym zostaje aż 59 proc. tego, co zarobią”), szykowałam się na ciężkie czasy, pakowałam jajka i słoiki i modliłam się o wspomniane mieszkanie obok Biedronki. Już nie tylko z powodu dorsza i oliwy z oliwek.

A wszystko skończyło się tak: #warszawa #polska #przeprowadzka #praca #jesien #jesienzjestrudo

A post shared by Wiola Starczewska (@wstarczewska) on

Największym problemem przy przeprowadzce do Warszawy nie był PiS, uchodźcy czy nadchodząca zima. Największym problemem były ceny mieszkań oraz wysokość pensji. Było mi też ciężko zrozumieć ludzi i ich mentalność. Trudno mi to opisać, ale myślę, że z takim doświadczeniem, jakie mam, jestem w stanie zaakceptować wszystko. Wzruszyć ramionami na kogoś, kto ma źle dobrane spodnie do żakietu, kogoś, kto zamiast ruszyć, zagapi się na zielonym świetle, kasjerkę, która właśnie tuż przed tobą postanowi zmienić rolkę paragonu.

W dziwny sposób, wszystkie tego typu wydarzenia muszą być w Warszawie ofukane z pogardą.

Przez pierwsze dwa miesiące byłam nawet głucha na wszystkie wykrzykiwanie „kurwa” na ulicy i przepychanki w metrze. Właściwie nawet podobała mi się rutyna, w którą wpadłam oraz prasowanie sukienek do pracy. Wreszcie mogłam mieć to, na co nie mogłam sobie pozwolić żyjąc na walizkach: dziesiątki buteleczek lakierów do paznokci, kupowanie książek oraz białych t-shirtów.

Chrzanić minimalizm – po kilku latach życia w sposób, o którym inni tyle rozprawiają, ja z hedonistyczną radością zaczęłam odwiedzać centra handlowe.

To było takie tymczasowe zachłyśnięcie się światem, którego częścią od dawna nie byłam.

jak mieszka się w Warszawie

Czas spędzony na podróżach nauczył mnie szukać zachwytu w codziennych rzeczach: zaczęłam chodzić do teatru, odwiedzać muzea i czytać przewodniki po Warszawie. Próbować nowych rzeczy, wszak nigdy nie byłam częścią tego miasta. Minione lato spędzone na schodkach nad Wisłą uważam na przykład za bardzo udane.

Udawałam, że płacenie 10 zł za kawę jest w normalne. Kiedyś wracałam autostopem z Wrocławia, bo w moim portfelu znajdowało się niewiele, a wypłata miała być dopiero następnego dnia. Uwielbiam pomidory, ale był taki czas, kiedy w Biedronce kupowałam tylko to. Oglądałam mieszkania z meblościanką z miesięcznym czynszem o równowartości biletu do Brazylii.

Nie przyszło mi do głowy, żeby się wycofać. Za wszelką cenę chciałam wytrzymać rok w tej Warszawie. Chciałam móc powiedzieć: spróbowałam i nie wyszło. Ale chciałam dobrze tej Warszawy spróbować, więc musiał być chociaż rok.

Aż w końcu przeprowadziłam się na Pragę. Rzuciłam pracę i dostałam nową w firmie, która znajduje się w Warsaw Campus – ciekawej przestrzeni zbudowanej w dawnej fabryce wódki. Znalazłam mieszkanie na Ząbkowskiej. Idąc ulicą, zaglądam do Oparów Absurdu, czy dużo ludzi, patrzę, co jedzą goście licznych restauracji, macham turystom dreptającym za przewodnikiem podczas Free Walking Tours, omijam ludzi pod lombardem i idę biegać mostem Śląsko-Dąbrowskim. Praga wydaje mi się takim małym swojskim Kreuzbergiem.

Raz w tygodniu wysiadam obok Metra Świętokrzyska i zmierzam na zajęcia samby. Czuję się, jakbym wylądowała w innym świecie – budynki bardziej szklane, ludzie w płaszczach z Zary, biegną jakby szybciej, popijają wino z ogromnych kieliszków i nie uśmiechają się do siebie znad ekranów smartfonów.

A potem wracam na Pragę i myślę sobie, że nie ma lepszego miejsca na świecie, w którym mogłabym teraz być.

To, że wokół mamy tyle opcji, nie znaczy, że musimy z nich wszystkich korzystać. Albo próbować lizać każdą rzecz udając, że zanim nie zdecydujemy, chcemy wszystkiego spróbować. Tymczasem możemy nigdy nie zdecydować. I tak jest nie tylko z wyborem pracy, partnera, ale też miasta, w którym będziemy żyć. Czasem warto wziąć to, co ma się w zasięgu ręki.

jak mieszka się w Warszawie

  • Chyba po przeczytaniu tego posta pozostaje GRATULOWAĆ znalezienia tego warszawskiego kawałka podłogi. Praga ma coś w sobie, albo się ją lubi albo ucieka od niej jak najdalej. Znajomy mi Twój minimalizm i przerażenie na wzmiankę o cenie wynajmu. Jednak Warszawa mimo wszystko da się kochać a przynajmniej lubić 🙂
    Pozdrawiam!

  • Wiola, super, że po roku udało Ci się zadomowić w Warszawie, znaleźć w niej swoje miejsce. Nie wiem, czy ja bym wytrzymała rok. Na razie te kilka miesięcy do lutego wydają mi się wiecznością, ale to może przez te moje rozjazdy i to, że zamiast w Warszawie porządnie być, to tylko bywam. Ale tak, zdecydowanie Warszawa da się lubić, chociaż trochę 🙂

  • Mniej więcej do 3/4 tekstu byłam pewna że napiszesz: chrzanię, wyjeżdżam! A jednak, znalazłaś swoje miejsce na najbliższe czasy. Super się to czyta, zwłaszcza że ja też miałam kiepskie początki w Warszawie i przez 2 lata boksowałam się z myślami czy z niej nie wyjechać, aż w końcu znalazłam swoje miejsce i w tym momencie nie wyobrażam sobie lepszego miejsca do życia w Polsce. W Polsce, zaznaczam, bo kto wie, co przyniesie przyszłość 😉

    • Ula

      Dokładnie, miałam to samo! Aż po dojściu do końcówki zerknęłam niżej czy to aby na pewno koniec wpisu 😀

    • Raz w Gdańsku byłam i nawet mi się tak podobało…

  • Czyli się da. To pocieszające, bo w najbliższej perspektywie czeka mnie powrót do Polski, gdzie będę musiała zacząć normalne, zdecydowanie bardziej przyziemne niż dotychczas życie..

    Tymczasem pozdrawiam z Lizbony:)

  • Dziś jest mój pierwszy dzień w pracy po rocznej przerwie, podczas której m.in. odbyłam podróż dookoła świata. Wróciłam do Warszawy i stawiam w niej ponownie pierwsze kroki… łatwo nie jest ale Twój wpis zachęca do podejmowania kolejnych prób 🙂 dziękuję i cieszę się, że odnalazlas swoje miejsce 🙂

  • Dopoki widzisz roznice i sama nie zamieniasz sie w ta wciskajaca sie do metra, mysle, ze nie masz sie czym martwic. Sama wyladowalam tutaj niecaly rok temu i mam podobne odczucia. Nie dziwie sie, ze wybralas akurat Prage, bo to naprawde inspirujace miejsce.

  • żeby poczuć Warszawę pod skórą trzeba się tu urodzić. Chodzić tu do szkoły, na pierwsze randki, z mamą do kina, na zakupy, znać sąsiadów od małego ich problemy, widząc jak rosną ich dzieci, tu odwiedzać groby bliskich. Przez rok poznasz Warszawę tylko przelotnie, chyba że zapuścisz tu korzenie i sama będziesz miała dzieci. Moja Warszawa jest zupełnie inna, tu spędziłam 40+ lat swojego życia inaczej na to patrzę.

    • No właśnie jak chciałam tak napisać z perspektywy kogoś, kto podróżuje, kto wyjeżdża i wraca, szuka i odkrywa.

      Tfu, tfu, tfu, nigdy nie spędzę tu 40 lat.

      • nie wiesz co tracisz, kocham Warszawę jest piękna, dynamiczna, czysta, nowoczesna, ciągle się coś tu dzieje a najwięcej złego zachowania jest ze strony przyjezdnych niestety

  • Michalina Skonieczna

    Będąc przez jakiś czas w Warszawie, pomieszkiwałam w hostelu blisko Pałacu Kultury, i miałam podobne odczucia, co Ty. Raz odwiedziwszy warszawską Pragę, uznałam, że to chyba najlepsze miejsce w stolicy, w którym mogłabym mieszkać. Ale nie, jednak oparłam się pokusie i zostałam w moim Wrocławiu.

    I tak nawiązując do maila, którego dostałam z Twojego newslettera – wpadnij kiedyś do Wrocławia na kawę na schodkach przy Odrze, wiosną lub latem – jest tam najpiękniej 😉

    • Mam chrapkę na Wrocław, bo mam ochotę sprawdzić Taszkę na waszym rynku:)

      • Michalina Skonieczna

        Taszki nie znam, na co dzień kupuję sobie kawę w Loveat – najpyszniejsze latte za 4,50, jakie miałam okazję pić 🙂 Wpadnij koniecznie! 🙂

  • Ojej. Też mieszkam na Ząbkowskiej:) i mam podobne odczucia co do Pragi… miasto w mieście. Stan umysłu. Coś chropowatego, ale prawdziwego.
    No i zazdroszczę pracy w Koneserze;) musisz mieć naprawdę rzut beretem. 🙂

    • Tak, dłużej jadę winda i czekam na zielone przed Koneserem niż idę na nogach:)

  • Fajnie, że zamieszkałaś w Warszawie i mogłyśmy się poznać 🙂 Z przyjemnością przeczytałam i wpadłam w lekką nostalgię, nie wiem czemu.

    • Przyjemność po mojej stronie 🙂 Nostalgię… chyba nie za studenckimi zarobkami i stancjami, co? :p

  • Ewelina Malina

    Wiola, zapomniałaś dodać, ile świetnych eventów zorganizowałaś. Właśnie, może zaczniesz pisać o Wawie? 🙂
    Proszę o więcej takich tekstów, wciągnęłam jak dobre espresso. 🙂

    • No, Festiwal Brazylijski i wszystko wokół niego to było coś. Warto było przeprowadzić się do Warszawy, żeby odnaleźć magię Brazylii tutaj:)

  • ja sama porównując poznań z czasów mojej przeprowadzki bo poznania ad 2016 dziwię się, że wytrzymałam. i cieszę się, że wytrzymałam, coraz rzadziej miewam myśli o przeprowadzce na stałe. i trochę nawet niechętnie myślę o przymusie poznawania nowego miasta.

    ale fajnie że mieszkasz na pradze! z tych spacerów, które mam na koncie to te okolice mi się podobały bardzo.

    i nie mów, że to ostatnie zdjęcie to Twój pokój, bo padnę z zazdrości!

  • ja też już tu jestem! i serio, nie mogę się doczekać, kiedy i ja w końcu kupię książkę i pójdę do teatru. czy tak kończą wszyscy podróżnicy?

  • Ja to miasto jednak wolę tylko odwiedzać, choć mieszkam w Łodzi, czyli teoretycznie jeszcze gorzej 😉

    • Nie wiem, czy gorzej… Myślę, że mogłabyś tak powiedzieć, gdybyś na przykład po latach mieszkania w Nowym Jorku, musiała przeprowadzić się do Łodzi :p

      • Ej no! Ja kocham Łódź 🙂 na tyle, że mieszkam w niej, a nie w Nowym Jorku:) ale ciekawe byłoby takie porównanie na pewno.

  • Porzucenie Portugalii dla mieszkania w Polsce jesienią brzmi absolutnie jak pomysł szaleńca. Z dużą ciekawością czytałam ten tekst o mieście, którego praktycznie nie znam i w którym byłam kilka razy przelotem, a które ciągle mnie ciekawi właśnie ze względu na swoją różnorodność i liczne sprzeczności.

  • Z Warszawą trochę jest jak z emigracją – nie dla każdego a jak już to w odpowiednim momencie życia..choć z drugiej strony, kto by to analizował. Zastanawiam się również czy stolica więcej daje czy zabiera (szczególnie czasu), ale to też bardzo subiektywne. Na pewno warto w Warszawce pożyć. Kawa, fakt trochę za droga..W Nero np. z dodatkiem serniczka czy jabłecznika (fakt, kawałki duże), to blisko 3 dych na osobę..gdzie hiszpańskie Cafe con leche i baso de agua zawsze jest poniżej 2€ niezależnie czy to w centrum Barcelony, San Sebastian czy w audytorium Calatravy na Teneryfie:-) ps. Wawa byłaby o niebo lepsza do mieszkania gdyby miała metro pokroju przynajmniej Pragi..