Jak się mieszka na Pradze Północ? cz. 2: lato

jak się mieszka na Pradze Północ

Jak się mieszka na Pradze Północ w lecie? Jak w romantycznej bajce. Jak w małym miasteczku. Jak nie w Warszawie.

Podczas wakacji byłam stałym gościem na Otwartej Ząbkowskiej i uwielbiałam te soboty, kiedy mogłam jeździć rowerem środkiem brukowanej ulicy albo siedzieć na rozłożonym dywanie w miejscu, gdzie normalnie przejeżdża autobus numer 138.

Lato upłynęło pod znakiem wieczorków jazzowych w Oparach Absurdu, pyz ze słoika jedzonych o 22.00 wieczorem i patrzeniu, jak wre praca na budowie nowych inwestycji mieszkaniowych.

jak się mieszka na Pradze Północ

Ale nie wszyscy mają tutaj hipsterskie życie polegające na noszeniu Mac Booka do Google Campus Warsaw. Większość żyje z pracy sprzedawcy w sklepie mięsnym, krawca czy kucharza i pewnie jest im przykro, że podczas tych wakacji zamknęli jedną piekarnię i jeden mięsny. Prawdopodobnie w ich miejscu powstanie jakiś barber.

A ja się zastanawiam, czy to już gentryfikacja, jeśli knajpa, w której lunche kosztowały 18 zł zmienia właściciela i już nie zjemy za mniej niż 22 zł.

Ząbkowskie historie, czyli jak się mieszka na Pradze Północ

W ramach jednego z eventów wybrałam się na warsztaty pisarskie organizowane przez Write the City. Na zaliczenie napisałam opowiadanie, które chciałabym tutaj opublikować.

jak się mieszka na Pradze Północ

Przerwa w pracy

Był pochmurny dzień.

Weszła do Pyz, żeby kupić coś w przerwie obiadowej. Lucynka obsługiwała dwóch chłopaków, na oko z Hiszpanii, ale mogli być z Nepalu, z Tajlandii, z Turcji, z Iranu. Na oko Marianny każdy, kto miał trochę ciemniejszą skórę i czarne włosy prawdopodobnie był z Hiszpanii.

Kiedy to się stało, że oni wszyscy zaczęli się tutaj tak zjeżdżać?

Pokrapywało. Ulica Brzeska bywała ładniejsza o tej porze roku. Postanowiła, że weźmie te z mięsem, to dodadzą jej siły na dalszy dzień pracy.

Lucynka pokazywała na migi tym dwóm z zagranicy, ile kosztuje słoik pyz z jarmużem. Kątem oka zauważyła Mariannę i uśmiechnęła się do niej szeroko.

– Co tam, kochana? Z Fredką gadałaś ostatnio? Przydupasa sobie jakiegoś z kasą znalazła i teraz już tu nie przychodzi. Na Powiśle jeżdżą czy gdzieś – zaczęła swoje praskie opowieści. Jednym zręcznym ruchem zawinęła słoiki pyz w kratkowana ceratkę. – Nie wiem co się u niej dzieje, tylko tyle, co mi ludzie z Bazaru powiedzą.

Świadomie zdradzała publiczności Pyz najgorętsze ploteczki z życia Pragi Północ. To nic. W tak pochmurny dzień matki z dziećmi i tak nie wychodziły. Koniec miesiąca, więc ludzie gotowali w domu. Główną klientelą Lucynki byli turyści. Backpackersi z Europy spragnieni lokalnych doświadczeń. Oryginalnych polskich dań i polskiej kultury.

Marianna zamówiła swoje pyzy i usiadła przy stoliku na zewnątrz. Warszawska młodzież przemykała obok niej na swoich dwururkach sprowadzanych z Berlina. Lokalni pijacy nieśli do domu brzęczące siateczki. Drugą stroną ulicy przepływała fala pieszej wycieczki z przewodnikiem. Marianna była zaniepokojona tymi turystami – jeszcze im się krzywda stanie. Niedobrze mieć ciemniejszą skórę na Brzeskiej. To Marianna wiedziała od dawna.

Ale może się pozmieniało?

Marianna rozejrzała się dookoła po swojej dzielnicy. Na żadne z wymyślnych dań restauracji na Ząbkowskiej nie było jej stać. Co chwilę powstawały nowe lokale z droższym i droższym jedzeniem. Jak się pracuje w kiosku z warzywami na Bazarze Różyckiego, to nie bardzo jest co wydawać na wymyślne lunche. Mariannie nie trzeba było, żeby jakiś dandys z podwiniętym wąsem podawał jej mulle w maśle. To niech będzie dla turystów. Ale turyści i tak chcieli te pyzy, co powinny należeć do Marianny.

Lucynka podeszła zabrać pusty słoik. Machnęła ręką nad czołem, że niby ociera pot, bo ma tak dużo pracy. Pyzy Lucynki cieszyły się dużą popularnością. I flaki też. Wszystko gorące i smaczne.

Na Ząbkowskiej uderzyły bębny.

– O, zaczynają się koncerty – powiedziała Lucynka patrząc niby to w dal, a tak naprawdę wypatrując więcej turystów. – Co sobota i co niedziela tak grają. Ulica zamknięta, wszyscy spacerują, kawki popijają, lody jedzą. Dzisiaj pochmurno, więc lodów jeść nie będą. Pewnie więcej tutaj przyjdzie.

Wracając na Bazar Marianna myślała, że ona to na koncert nie pójdzie. Sprzedawcy z Bazaru Różyckiego mieli inne zdanie na temat programów kulturalnych i artystycznych mających zrewitalizować Pragę. Uważali się za większych artystów. Bo sztuką jest utrzymywać to wszystko tutaj.

Tekst powstał podczas warsztatów Ząbkowskie historie w ramach Hovoryt Ząbkowska Street, czyli na wschód od Wisły!

ząbkowska