Jak wygląda staż w Parlamencie Europejskim?

Ten tekst napisałam po moim powrocie z Brukseli.

Kiedy pierwszy raz odwiedziłam Parlament Europejski jesienią 2011 roku powiedziałam: „muszę tu wrócić”. I rzeczywiście wróciłam, dokładnie rok po tym, jak wypowiedziałam te słowa byłam stażystką w biurze poselskim prof. Leny Kolarskiej-Bobińskiej. Po trzech latach i trzech nieudanych próbach aplikowania na staż, wreszcie udało mi się dostać poprzez wygraną w konkursie na temat promocji odnawialnych źródeł energii na Lubelszczyźnie.

Jaki jest Parlament? Ogromny. I sam fakt otwierania sobie drzwi wejściowych kartą ze swoim własnym zdjęciem oraz witania się ze strażnikami: bonjour monsieur, bonjour mademoiselle, codziennie o 9 rano daje powód do dumy. Ale tak na prawdę wszystko sprowadza się do czternastego piętra i małego biura, jednego z wielu polskich biur, które mieszczą się na tym piętrze (z tego powodu byłam strasznie zawiedziona, że otaczają mnie właściwie sami Polacy, zamiast obracać się w międzynarodowym towarzystwie). Biuro było naprawdę bardzo małe, mimo to miałam swoje własne biurko (kolejny powód do dumy dla stażysty?). Będąc w Parlamencie Europejskim i będąc w nim tylko przez miesiąc, nie ma sensu spędzać zbyt dużo czasu przy tym biurku. Poza zadaniami zleconymi przez asystentów pani poseł (wydrukuj, przynieść pocztę, wyszukaj informacje i sporządź raport, napisz i przetłumacz) miałam wolny wybór co do tego, co chcę robić. Spędzałam mnóstwo czasu na często organizowanych konferencjach, wystawach, bankietach i koktajlach. Codziennie działo się coś innego: od wystaw designerskich mebli z Poznania poprzez degustację oliwy z oliwek z Włoch, seminarium na temat wyborów na Ukrainie, sposobach wydobycia gazu łupkowego, po wielką imprezę z okazji rocznicy wprowadzenia jednolitego rynku w Europie czy wręczenia nagrody Sacharowa. Niektóre ciekawe, jeśli chodzi o cały proces lobbingu, tworzenia kontaktów i próbowania zwrócenia uwagi europosłów na dany temat, a niektóre niezmiernie nudne i odwiedzane tylko ze względu na catering i darmowy lunch.

Stwierdziłabym, że Parlament Europejski dla stażysty to przede wszystkim miejsce do poznawania ludzi: w windzie, w czasie lunchu czy podczas tzw. casual Fridays na Placu Luxemburskim, kiedy to o 16.00 wszyscy, którzy zajmują się jakąś biurokratyczną pracą w którejś z instytucji europejskich kończyli zajęcia i zatrzymywali się w tutejszych barach na piwo. Nie mówię, że od razu uda nam się poznać samego Martina Schulza, ale chociażby stażystów z innych krajów lub asystentów innych europosłów, którzy mają wiele inspirujących historii do opowiedzenia.

Jaka jest Bruksela? Multikulturowa. Nie tylko ze względu na ogromną ilość profesjonalistów przyjeżdżających tu do pracy, turystów zwiedzających Grande Place, ale też imigrantów, którym nie powodzi się tak dobrze, jak europosłom mieszkającym w hotelach. Tak więc czasem to miasto wydawało mi się biedne i chaotyczne.

Po pracy, oprócz ciemnego piwa na Placu Luxemburskim (jeżeli jest piątek) albo w barze Delirium (jeżeli inny dzień tygodnia) i frytek w jednej z licznych budek, polecam skosztować moules.

Po zakupieniu dużej ilości pysznej belgijskiej czekolady polecam też wybrać się na plac Chatelian w środowy wieczór. Tam, przy lampce wina można spróbować naprawdę świetnych potraw, a nie jest to żadna restauracja, ale zwyczajny bazar, na którym, właśnie w środowy wieczór gromadzą się Belgowie.

Właściwie bez żalu opuściłam Brukselę. Usatysfakcjonowana, ale raczej z chęcią dalszych podróży i zdobywania doświadczeń, aniżeli robienia kariery w tym mieście. Po powrocie do Polski uzyskałam dyplom magistra politologii i wróciłam do Kopenhagi, która już wcześniej zajęła specjalne miejsce w moim sercu. Wszystkim, którzy będą odbywać podobny, miesięczny staż w biurze pani profesor (lub dopiero o tym marzą) polecam być otwartym na możliwości, być ciekawym ludzi i spędzić ten czas nie tylko na obowiązkach, ale skorzystać z tego, co taki wyjazd przynosi.

Jeden miesiąc to za mało, żeby wyspecjalizować się jako asystent europosła, ale wystarczająco, żeby zainspirować się do dalszych działań.