Jesienne wyzwanie fotograficzne

Jesień spędziłam na wsi. Wróciłam z Portugalii i zatrzymałam się u rodziców. Żeby  urozmaicić sobie czas wzięłam udział w ‚Jesiennym wyzwaniu fotograficznym’ Natalii z bloga jestrudo.pl.

Robienie zdjęć otaczających mnie przedmiotów, ciągłe patrzenie i szukanie piękna sprawiło, że zaczęłam doceniać mój dom i jego otoczenie. Był to sposób na to, żebym czuła się mnie smutna z powodu pozostawionej za sobą Portugalii. We wrześniu i październiku do moich zadań należało: zbieranie malin, pomidorów, jabłek, orzechów, kopanie ogródka, porządkowanie życia i szukanie pracy.

Ten krótki i dosyć dziwny etap w moim życiu zapisał się na 24 zdjęciach na Instagramie. Wyzwanie Natalii wymagało, żeby każdemu nadać tytuł:

Za oknem/zakamarki/świeżo

Tak wygląda widok z kuchni mojego domu. Moja mama uwielbia kwiatki na parapetach i warzywa w ogródku. Mogę zagrać na nosie wszystkim fanom organicznego jedzenia i powiedzieć, że buraczki, por i pietruszkę mam z najlepszej ekologicznej dostawy. Garnuszek na płocie  – spotted u babci.

To lubię/tylko teraz/te kolory

Tego podgrzybka nie znalazłam ja, ale moja mama. Nie lubię chodzić na grzyby. Jednego dnia spadło u nas tyle orzechów, że mogłam je zgarniać szuflą. Zebrałam kilka wiader i wyniosłam na strych. Będą do rozbijania w zimowe wieczory. Jednak tylko teraz są najlepsze. Takie bardziej soczyste, nie suche. Przynajmniej ja preferuję. A z tych winogron będzie wino. Tak, tak.

Nowe/niezastąpione/o każdej porze

Któregoś dnia kupiłam sobie takie oto buty. Jednak niezastąpione były kalosze mojej mamy i to w nich spędzałam większość mojego czasu. Tak samo, jak w tym swetrze… O każdej porze czytałam, tu na zdjęciu jeszcze coś z Nicholasa Sparksa po portugalsku.

Jesienny klimat/daleko/bez pośpiechu

Mam sentyment do tej czereśni. Kiedy byłam mała wspinałam się na nią, żeby opychać się owocami. A ten las wcale nie był tak daleko, przypomnijmy, mieszkałam na wsi, w uroczej okolicy, po której jeździłam rowerem. Zdecydowanie bez pośpiechu.

Moment/ulica/na gałęzi

Kiedy przyjechałam to była jedyna gruszka, które jeszcze wisiała na drzewie. Dlatego nazwałam to zdjęcie „moment”. Drugie zdjęcie miało przedstawiać nie moje kloszardzkie rękawiczki, ale chodnik, który wyglądał tak zupełnie inaczej niż moje ulubione portugalskie calçadas. Aż czasem taki smuteczek mnie ogarniał. A jeszcze większy smuteczek, kiedy z ulubionej czereśni, która niejako wyznaczała mi czas, spadły prawie wszystkie liście.

Z tobą/najczulej/nie odgadniesz

Takie zdjęcie wygrzebałam z albumu. Jest na nim mój tata i ja. I takiego pomidora znalazłam w koszyku, ostatniej serii, którą przyniosła do nas babcia. Może jednak ktoś odgadnie? Taki słaby aparat mam, nie lubię iPhona 4, bardzo źle te zdjęcia wychodzą. A to były żurawiny.

Smakołyki/przytulnie/mocny

Te smakołyki pochłaniałam całe dwa miesiące. Maliny, ach… Nie wiem jak dla was, ale dla mnie dynia wygląda tak, że tylko ją objąć. Znów ten sweter, wiem… Mocny – uścisk i kolor na paznokciach. I znów te winogrona. Możecie sobie wyobrazić jak nudno było u mnie…

A wieczorem/we własnej osobie/w moim mieście

Po całym dniu zachwycania się barwami jesieni, ogródkowymi smakołykami i prostym życiem, odpalałam komputer i przeglądałam oferty pracy.  Po 50 wysłanych aplikacjach i 5 rozmowach kwalifikacyjnych dostałam pracę w agencji public relations i tak wyglądałam, kiedy przygotowywałam się do pierwszego dnia w nowej pracy. Od dziś codziennie robię makijaż i noszę sukienki. Przeprowadziłam się do Warszawy.

  • Te zdjęcia wcale nie mówią: „Powrót jest straszny, ale była nudna jesień”, tylko: „Patrzcie jak spokojnie i rodzinne spędziłam czas po powrocie :)”. Wielki spokój płynie z tych zdjęć 🙂 Gratuluję tak szybko zdobytej pracy i życzę powodzenia w starciu ze stolicą!

  • Young Lioness

    Jeśli masz ochotę wziąć udział w podobnym wyzwaniu to zapraszam 😀 http://younglionessproject.blogspot.com/