Karol Lewandowski: „Busem Przez Świat. Australia za 8 dolarów.” Recenzja książki

Australia za 8 dolarów

O Australii wiem tyle, ile przeczytałam na blogu u Julii Raczko. Ile opowiedziała mi podczas slajdowiska w 8 stóp w Warszawie. Ile przeczytałam w magazynie Podróże. Ile naoglądałam się wielbłądów w filmie „Ścieżki”. Ciekawe, że w książce Karola Lewandowskiego: „Busem Przez Świat. Australia za 8 dolarów” nie występują wielbłądy…

Występują za to bus, zupki chińskie, kangury skaczące pod maskę samochodu, cała australijska Polonia i kilku blogerów podróżniczych. Śmiesznie być w tym świecie, ponieważ chyba nawet pamiętam, kiedy Karol ogłaszał, że szukają osób do ekipy na wyprawę do Australii. Nie mam prawa jazdy, więc się nie zgłosiłam. Potem nawet pamiętam, jak Julia dzieliła się zdjęciem zrobionym z ekipą Busem Przez Świat. Minęło trochę czasu i oto mam w rękach książkę – relację z tej wyprawy.

Nigdy nie marzyłam, żeby pojechać do Australii. Jawiła mi się jako kraj trudno do zdobycia, gdzie życie jest milion razy łatwiejsze niż w Warszawie. Gdzie mieszkają wiecznie opaleni blond ludzie o latynoamerykańskim usposobieniu. Kiedyś nawet spotkałam jednego Australijczyka i byłam pod wrażeniem jego luzu oraz łatwości w zawieraniu znajomości.

8 dolarów, 15 tysięcy i Pan od Lotów

Książka właściciela i kierowcy Supertrampa nie jest książką motywacyjną. Nie jest też historią. To niezwykle praktyczne sprawozdanie z wyprawy. Jedźmy do Australii! – brzmi romantycznie. Jednak Jedźmy do Australii i zabierzmy ze sobą kilka kanistrów paliwa, lewarki, zapasowe koła, lutownicę i konserwy turystyczne – już nie tak bardzo.

Gdy na dobre wbiliśmy się na szutrową drogę, wskoczyliśmy na dach naszego busa (…). To było nasze safari! Bus mknął, unosząc za sobą tumany kurzu. Nad nami przelatywały przepiękne papugi, a skaczące poboczem kangury patrzyły na nas jak na wariatów. Może miały rację, bo widoki i emocje uderzyły nam do głów. Ciężko opisać, jak szybko człowiek chłonie wolność i piękno otaczającego świata, jadąc przez Australię na dachu busa.

No, właśnie, kto by tak nie chciał. Zupełny luz. Chociaż ja sama, śledząc podróż przez outback, byłam nieźle zestresowana. „Zepsuje im się ten ogórek, na pewno”. To wielka ekspedycja, wymagająca miesięcy przygotowań, zdolności logistycznych, szczęścia i dobrych ludzi spotkanych po drodze.

Ja osobiście pominęłam szczegóły wyprawy: ile kół zapasowych, ile lewarków, jaka firma przewozowa i ile kosztowały bilety. Wolę czytać abstrakcyjne historie o szaleństwie i marzyć, że też bym tak chciała, nie przejmując się masą technicznych spraw.

Ale może ktoś chciałby zorganizować sobie podobną wycieczkę wyprawę, to będzie miał całkiem porządny poradnik.

Sama książka nie jest długa, wystarczy na jedną podróż busem na trasie Warszawa-Kraków czy Gdańsk-Warszawa. Ma dużo zdjęć, szalenie barwnych. Jest napisana w prosty sposób. Podobała mi się i jestem zdziwiona, jak dużo już wiem o Australii.

Skończyłam sobie czytać tę książkę i pomyślałam: z tego byłby całkiem fajny film…

via GIPHY

Konkurs!

Mam dwa egzemplarze „Busem Przez Świat. Australia z 8 dolarów”. W komentarzu do tego posta opiszcie krótko swoją wymarzoną road trip: gdzie, dlaczego tam, z kim? Autor najbardziej szalonego pomysłu otrzyma książkę Karola Lewandowskiego. Konkurs trwa do 8 listopada do godziny 23.59.

Wyniki:

Książkę „Busem przez świat” otrzymuje Anna Motyka. Miłego czytania!

  • Jak road trip to na motocyklu po Azji Południowo-Wschodniej, a konkretnie koniecznie z Wietnamu, bo tak mi się wymarzyło, prawdopodobnie przez Kambodżę, bo motocyklem najwięcej tam bym mogla zobaczyć i może do Laosu, bo tam też jeszcze nie byłam. Na pewno nie sama (chociaż z reguły tak lubię podróżować) i pewnie najlepiej z kimś kto zna się na motocyklach najlepiej na świecie, ale jednak wspólna podróż to koniecznie z kimś, kogo dobrze znam, czyli ze starszą siostrą albo młodszym bratem. Bez konserw, części zapasowych, nadmiaru sprzętu, kupi się motocykl w jednym kraju i sprzeda pod koniec wyprawy. Tak to widzę 🙂
    PS. Jak kiedyś zrobię prawo jazdy to może mi się wymarzy też road trip samochodem :”), póki co na motocykl większa motywacja, żeby się nauczyć..

    • super i jak oszczędnie – bez przywiązywania się do rzeczy:)

      • Jak to ja 😉 Byle tylko nie wpaść w szał oszczędzania, np. na kremach do opalania czy repelentach nigdy!

  • Marzy mi się od dłuższego czasu wyprawa nad Bajkał lub w jakieś inne rejony Rosji. A to głównie dlatego, że w moich podróżach po krajach Europy zaczyna mi brakować egzotyki. Prawie wszystkie kraje naszego kontynentu proponują serwują swoim turystom ten sam standard – naprawdę trzeba się natrudzić, żeby odnaleźć coś lokalnego, niszowego, autentycznego. Rosję wybrałam z tego względu, że coraz śmielej myślę o tym, żeby zasmakować czegoś innego, ale znanego zarazem. „Znanego”, bo uważam że mentalnie my i nasi sąsiedzi zza wschodniej granicy jesteśmy bardzo podobni mentalnie.
    Podróż odbyłabym jakąś starą terenówką, zakupioną specjalnie na ten wyjazd, która służyłaby za pojazd i sypialnię zarazem. Wzięłabym ze sobą męża, który zawsze towarzyszy mi w podróżach, jakiegoś mechanika samochodowego, a także Michała Patera ze względu na jego doświadczenie w podróżowaniu po Rosji. Otwartość na ludzi tego ostatniego pomogłaby nam w nawiązywaniu kontaktów z lokalną ludnością, co pozwoliłoby wywieźć z tej podróży kilka ciekawych znajomości, a może nawet przyjaźni.

    • Przyznam szczerze, że nie wiem kim jest Michał Pater:) Wyobrażam sobie, że na wschód najlepiej byłoby jechać terenówką?

      • W takim razie polecam na te nieprzyjemne jesienne wieczory:

        Z reportażu Michała można dowiedzieć się, dlaczego terenówką, dlaczego najlepiej starą i dlaczego warto mieć przy sobie mechanika 😉
        Pozdrowionka!

  • justti

    Jestem kulinarnym maniakiem, która potrafi w nocy robić sushi, a z samego rana cudownego pad-thaia. Kuchnia azjatycka ogromnie mnie kręci, dlatego też moja wymarzona podróż to „Asia food tour”. Do Japonii na sushi i ramen, do Tajlandi na pho i pad-thaia, do Korei Południowej na sashimi i kimchi, do Wietnamu na sajgonki, do Chin na stir-fry z grzybami mung i wołowiną. Miesiąc, razem z mężem – równie zakręconym kulinarnie, którego jednak do kuchni azjatyckiej stopniowo namawiam. Marzenie do spełnienia, a tymczasem w kuchni od 3 godzin bulgocze wegańskie pho – odnajduję małe przyjemności w małym domku. Na wielki świat przyjdzie czas 🙂

    • Podoba mi się – taka wyprawa, która ma w sobie cel! Hedonistyczny, ale oryginalny!

  • Najbliższy wymarzony road trip chciałabym zrealizować w Szwajcarii, bo nie mogę się napatrzeć na te wszystkie wspaniałe widoki, na które zdarza mi się trafić w internecie. Jest to o tyle realne, że Szwajcaria nie jest tak daleko, ale już wiem że potrzebowałabym ok miesiąca czasu żeby na spokojnie odwiedzić wszystkie miejsca z tworzonej od dawna listy must have do zobaczenia w tym kraju. Na pytanie z kim będzie jedyna słuszna odpowiedź: z mężem i dziećmi – bo tak właśnie podróżujemy, jest wesoło, ciekawie i czasami nieobliczalnie 🙂 Kochamy piękne miejsca, wspaniałe widoki, niestandardowe sytuacje i oczywiście spanie pod namiotem 🙂

  • Anna Motyka

    Marzy mi się nadbałtycki road trip – zaczynając od wschodnich rubieży Polski, potem Kowno, Wilno, Ryga, parki narodowe na Łotwie i w Estonii, Tallin. Stamtąd do Finlandii, zobaczyć lasy i jeziora, dojechać aż pod kolo podbiegunowe. Wracając zahaczyć o szczyty Lofotów w Norwegii, zjechać na południe zwiedzając Norwegię i wrócić przez most do Danii. Magia Litwy i Łotwy wciągnęła mnie po kilku dniach szybkiego city breaku, aż chce się więcej! Kraje mało doceniane, a piękne, do tego warto w nich odwiedzić nie tylko utarte szlaki stolicy czy nadmorskich kurortów. Tak samo Norwegia – zwiedzona na dwa, trzy dni,szybko, a to o wiele za mało. Na wyprawę zabrałbym moją przyjaciółkę, z którą zawsze podróżuję. Wiem, że nie straszne jej przygody, spanie w dziwnych miejscach i poznawanie nowych ludzi, bo to wszystko już razem przerabiałyśmy 🙂

    • To niedaleko i jadąc z Norwegii musiałabyś zahaczyć o Szwecję i do Danii przejechać przez Malmo. Świetnie znam tę trasę i mam sentyment do Danii, dlatego książka wędruje do Ciebie!

      Proszę o kontakt na: wiola@starczewska.com, napisz mi swój adres do wysyłki!

      • Anna Motyka

        Bardzo mi miło, dziękuję! 🙂
        oczywiście, już piszę 🙂

  • Panna Joanna

    Właśnie skończyłam czytać Australię za 8 dolarów i jestem zachwycona! Nie wiem, czy poprzednie książki były równie interesujące, ale jeśli tak, to z chęcią zabiorę się za wszystkie pozostałe! Pożerałam ją w całości bez chwili wytchnienia… Niesamowita!
    Pozdrawiam,
    http://www.the-books-in-the-rye.blogspot.com