Karol Werner: „Kołem się toczy. Przez Kaukaz i Bliski Wschód”. Recenzja książki

Dlaczego w Turcji dzieci rzucają w ciebie kamieniami? Co to jest ta’arof? Ile szklanek czaju można wypić w ciągu dnia? Jak bardzo gościnni są Irańczycy? Gdzie mieszkają Kurdowie? I wreszcie: dlaczego Karol Werner z Kołem Się Toczy nie lubi widoku dużych robali tuż przed pójściem spać?

Na te i inne pytania odpowiedź znajdziecie w jego książce: „Kołem się toczy. Przez Kaukaz i Bliski Wschód”, w której opowiada o wyprawie rowerowej przez Gruzję, Armenię, Iran, Irak i Turcję. Mi najbardziej podobał się rozdział o Iranie, bo nie wiem o nim nic. Wyobrażam sobie tylko kolor niebieski (nie wiem czemu) i myślę, że Persowie są przystojni i waleczni (też nie wiem czemu). Gruzja w książce Karola jest taka jak myślałam, płynąca winem. Szkoda tylko, że Turcja nie pokazała się z najlepszej strony. W Armenii mamy sympatycznych bohaterów, jest też trochę o historii politycznej Iraku, co zwróciło moją uwagę.

Niestety muszę dodać swoje ale, bo choć porywają mnie przygody opisane w książce, to nie porywa mnie język. Wiadomo, że strumyki są rwące, nie użyłabym też takich słów jak: „tyle dzisiaj napsioczyliśmy” albo „tłuk z Europy”. Nie uważam, że airan jest wdzięczną nazwą. Ot, takie moje grymaszenie, ale kto mnie zna, ten wie, że lubię zabawę językiem, a nie lubię nudy w tekstach. A ta czasem mnie dopadała i kazała zerkać znad Kindle na przechadzających się turystów w portugalskim Aveiro i wdawać w dyskusje z naszym kelnerem Marco o tym, jak najlepiej zamówić meia de leite: „eu gostaria” czy „eu quero”?