Kiedy nie masz już nic…

„Spotykam czasem z Cristiną, chodzimy na café latte i gadamy o życiu. Pozdrawia cię.” – napisałam do mojej koleżanki Emilii, na co ona odpowiedziała, że: „Ja ci dam kawki, masz odkładać pieniądze, a nie chodzić na kawki!” Co racja to racja. Kawki skończyły się w marcu. W kwietniu skończyło się jedzenie. I kontrakt na mieszkanie. Kontraktu zresztą tak naprawdę nie było, tak więc 1 kwietnia musiałam się wyprowadzić.

Kto szukał mieszkania lub pokoju do wynajęcia w Kopenhadze ten wie, że trzeba mieć więcej szczęścia niż pieniędzy. Nie znam osoby, która nie przyjechałaby do Kopenhagi i nie byłaby bezdomna przynajmniej przez jakiś czas. Takie to przypałowe miasto, a jak jeszcze nie masz tak dużo pieniędzy to tylko siąść i płakać. Płakałam czasami, w międzyczasie brałam się w garść i organizowałam sobie jakiś couchsufing albo sypiałam u obcych ludzi poznanych dzień wcześniej na imprezie. Poznajesz ludzi, zaprzyjaźniasz się, a potem siedzisz na ich kanapie i słuchasz opowieści o święcie Holi (kanapa u Bamburaja i jego dwóch przyjaciół z Indii), ogromnych korkach w Saõ Paulo, Copacabanie i emeryturze na Azorach (kanapa u Rafaela), pracy na zmywaku w Kopenhadze i pocztówce z Lublina (kanapa u Kirthana), wyprawie do Indii, prawosławnym poście i tęsknieniu za chłopakiem, który pozostał na Białorusi (kanapa u Volhi), życiu nielegalnej emigrantki z Filipin i polskiego budowlańca (kanapa u Cezarego), pracy w pięciogwiazdkowych hotelach w Szkocji (kanapa u Ani i Stefana), imprezach na Christianii, które miały być jam session, ale okazały się koncertem Clostercellera z 1995 roku (kanapa u Eduarda) i wreszcie o podróży na Wyspy Wielkanocne i doktoracie na DTU (kanapa u Piotra, Ani, Piotra i Martiny).

Za każdym razem brałam swoją walizkę na rower, rower do pociągu i tak podróżowałam poznając ludzi i ich marzenia i klnąc na to dlaczego moje nie mogą się spełnić.

Dokładnie po miesiącu udało mi się osiąść na swoim. I to właściwie nie tak do końca swoim, bo pokój do wynajęcia znów mam zdobyty wariackim sposobem, takim samym, w jaki zamieszkałam w Brukseli z Przemkiem: jednego dnia się spotkaliśmy na piwie, a drugiego wprowadziliśmy do studia z antresolą na Avenue de la Couronne 392.  Znów mieszkam z obcym mi facetem, tylko niech rachunki będą zapłacone na czas.

Aaa, i nie piszcie mi e-maili z zapytaniem o to jak znaleźć pokój do wynajęcia w Kopenhadze, bo jak widać, nie jestem w tej kwestii kompetentną osobą.

Wyrzekłam się café latte, wyrzekłam się części swojej prywatności, żeby uciąć koszty utrzymania się tutaj. Dostaję dużo e-maili z zapytaniem jak się żyje w Kopenhadze. Oto jak się żyje. Szkoda tylko Cristiny, bo będę niestety musiała jej powiedzieć, że musimy zaprzestać naszego zwyczaju.

  • Ciekawe i prawdzwie brzmi… Szukam opowiadan i reportazy do ksiazki o naszej euro emigracji 2004-14

    serdecznie, Maciek