Kurytyba, czyli pytanie: „Czy ja wciąż jestem w Brazylii?”

Kurytybę zaliczyłam na szybciora, tylko dwie noce. Tutaj powtórzyło się to, co spotkało mnie w Porto Alegre, czyli Couchsurfing był lepszy niż samo miasto.

Kurytyba jest najlepiej zorganizowanym miastem w Brazylii, bardzo ładnym i czystym. Chodziłam jej ulicami i myślałam: „Kurczę, to nie Brazylia…”. Gdybym miała dać radę komuś kto podróżuje po Brazylii, to proponowałabym zrobić trasę według schematu: Porto Alegre – Foz do Iguaçu- Florianópolis – Kurytyba – Saõ Paulo – Rio de Janeiro – Salvador – Recife – Fortaleza – Manaus.

Zaczynasz od miast niemieckiej, włoskiej i polskiej emigracji, powoli przyzwyczajasz się do Brazylii, doświadczasz wielkiego „łaaał” w Rio de Janeiro, aby potem zapuszczać się w coraz większą dżunglę, chaos i szczęście na północy kraju.

Ja osobiście wolę walące się kamienice Salvadoru i czarnoskórych uśmiechniętych ludzi w miejscu, gdzie słowa: skuteczny i pragmatyczny nie mają swojego zastosowania, gdzie często opadają ręce, gdzie nie wiesz o co chodzi i co będzie dalej, masz ryż z fasolą i pomidory z cebulą na talerzu.  Wolę właśnie to od Brazylijskich blondynów, którzy wyglądają jakby przyjechali z Amsterdamu, wysokich bloków, bankomatów na każdym kroku i restauracji kuchni niemieckiej, japońskiej, polskiej, francuskiej. Tak sobie o tym myślę, kiedy jem ukraińskie pierogi w barze na osiedlu mojego hosta albo ryż curry kuchni Dalekiego Wschodu, kiedy idziemy na lunch. Próbuję zaszpanować w kiosku prosząc o „sanduíche com atum e agua com gas”, a w odpowiedzi słyszę: „Where are you from?”. Nie mogę się nadziwić, że w Kurytybie autobus mówi do ciebie jaki będzie następny przystanek. Kurytyba zdała na piątkę przygotowania do World Cup – na dworcu autobusowym znajdują się napisy w języku angielskim, a wifi jest ogólnie dostępne. Dla mnie Kurytyba oblała jeśli chodzi o pogodę, bo w dniu, w którym zwiedzałam miasto padał niesamowity deszcz. Dlatego nie mam prawie żadnych zdjęć. Dlatego dziś jestem chora. Przynajmniej fajnie było z moimi hostami, wybawiliśmy się na rockowym koncercie i te pierogi w ukraińskim barze też były fajne, czemu nie.

DSCN8021Kurytyba słynie z dwóch rzeczy: z tych oto futurystycznych przystanków autobusowych. Instrukcja obsługi: w każdej „tubie” siedzi pan, który kasuje za bilety, wchodzisz, płacisz, autobus podjeżdża i cię zabiera.
DSCN8025Oraz ogrodu botanicznego, który jest pocztówką Kurytyby. To by było na tyle jeśli chodzi o zwiedzanie miasta.IMG_1788A my poszliśmy na ukraińskie pierogi…IMG_1796

…i na koncert:)

  • rexhme

    To „ruskie” i do Kurytyby dotarły? Ciekawe… jak one tam smakują, bo nie wierzę żeby nie było jakichś tamtejszych dodatków nawet jeśli przyjechały one z Polonią ileś tam lat temu… W każdym razie kolejne wakacje nadejdą prędzej czy później, warto więc może pomyśleć o jakimś wypadzie w tamte strony.. Podobno w Brazylii możemy zobaczyć ciekawe gatunki ptaków jak np. tukany czy kolibry. Choć osobiście uważam że 2 dni to za mało jak na taki pobyt….