Leniwe maskotki i rekiny na smyczy (na zerwanej smyczy)

„Leniwe maskotki i rekiny na smyczy” to tytuł książki Tomasza Szlendaka, którą czytałam jeszcze na studiach przygotowując się do pisania pracy licencjackiej o wizerunku kobiet w polityce. Co jakiś czas natykam się na artykuł o podobnej tematyce: upadku męskości i współczesnych kobietach: zahartowanych, odważnych, wymagających. Kobietach, którym mężczyźni nie umieją sprostać i przez to popadają w depresję – stają się właśnie takimi leniwymi maskotkami. Kobietach, które wymknęły się spod kontroli mężczyznom i stały się rekinami. W Polsce jeszcze na smyczy. W Danii – już nie.

Uwielbiam być otoczona Duńczykami, są tacy przyjemni dla oczu. Dziewczyn nienawidzę, nienawidzę za to, że są takie szczupłe i całe blond, ale do chłopców mam słabość. Ale taką słabość, że raczej sobie z tego żartuję, raczej wyolbrzymiam te wszystkie platoniczne miłości i, nauczona doświadczeniem, nie próbuję nawet myśleć, że kiedyś będę nazywać się Nilsen, Sørensen czy inne sen. Dlaczego? Bo to leniwe maskotki. Gorzej, niepełnosprawne leniwe maskotki. A ja z tą całą swoją wrażliwością nie potrafię być rekinem.

Szliśmy sobie razem z moim znajomym po parku, minęła nas kobieta w średnim wieku głośno rozmawiająca przez telefon. I mówię wam, sposób w jaki mówiła do tego telefonu, jej stanowczy wyraz twarzy, fakt, że była taka wysoka sprawił, że oboje pomyśleliśmy o tym samym. „Boisz się jej?” zapytałam. „Tak.” -odpowiedział mój kolega, również nie stąd, bo z Brazylii starający się zrozumieć duńską kulturę. Nie wiem czy on zrozumie, ja już przestałam się starać. Mam dość ludzi, którzy mają tak wyjebane na własnym punkcie, że właściwie nie maja pojęcia jak obcować z innymi ludźmi. Duńskie kobiety to harpie, weekendami obserwuje je w klubowych toaletach: zdecydowane i gotowe wziąć to, czego chcą. To one na parkiecie spotykają facetów, którzy z kolei nie wiedzą czego chcą, spojrzenie ich błękitnych oczu jest puste, piękne, ale mimo wszystko puste.

I ja w tym wszystkim, wcale nie mająca ochoty starania się o taką maskotkę, bo oprócz niebieskich oczu nie dostaniesz zbyt wiele. Raczej żadnego uczucia, nawet takiego na chwilę. Raczej nie dowiesz się o nim zbyt wiele, raczej nie zostaniecie przyjaciółmi, raczej nigdy więcej o nim nie usłyszysz. Tą robotę pozostawię więc Dunkom. Ja się wycofuję, pozostanę przy przyjemności jeżdżenia rowerem wśród pięknych ludzi.

  • Aleksandra K.

    Jaką przyjemność sprawia kobietą ucinanie męskich jaj? Czy to zemsta za to że pokolenia kobiet musiały siedzieć pod kloszem mężczyzn zamknięte w 4 ścianach wychowywać dzieci, uprawiać rolę itp?
    Niewiem, ja tam wole jednak facetów z jajami. świat bez nich traci swój urok 🙂

    • Takitam

      Jaką przyjemność?
      Przyjemność posiadania i kontroli.
      Zważ dobrze, że kastrującymi duchowo facetów najczęściej są ich nadopiekuńcze matki, które robią to, bo syn się im wydaje „zbyt agresywny”, bo kobiety nie mogą pojąć,że agresja jest wartością i przed nią się chronią jak tylko mogą. A mogą, bo synom w dzisiejszych czasach brak ojców, którzy by im pokazali jak wyglądają męskie wzorce.
      taka sytuacja paradoksalnie zmusza same kobiety do agresji, co jest dla nich kompletnie nienaturalne – nie w tym celu wyewoluowały, są zbyt cenne dla gatunku.

  • aleksandra k.

    kobietą=kobietom:P

  • Ja myślę, że mężczyźni się trochę zagapili i przegapili moment, w którym kobiety ich zdominowały. I to widać w Danii bardzo dokładnie.

  • Aleksandra K.

    Przegapili, to fakt.;)
    Na szczęście są jeszcze jednostki umiejące walczyć o swoje ;D

  • Weronika

    Niesamowitą frajde sprawia mi czytanie Twoich postów, dziś odkryłam bloga i siedze juz na nim pewnie z godzine. Czytam tylko to co dotyczy Kopenhagi bo tu przyszło mi mieszkać i studiować więc najlepiej rozumiem te posty i bawia bo są naprawde trafnie ujete 😀 Pozdrawiam!