Living Room Kopenhaga, czyli Wiola kawiarnianym hipsterem

Jak tylko skończę studia przestanę pić rozpuszczalną Nescafé i kupię sobie ekspres do kawy. Już nie mogę się doczekać, kiedy będę taka dorosła, to będzie jak przejście do nowej ery: no more rozpuszczalna caffé, tylko espresso, zupełnie jakbym już była na stanowisku account executive w warszawskiej agencji public relations.

Ale że do skończenia studiów mi daleko (z obroną magistra zmierzę się pewnie dopiero w październiku) i do Warszawy mi daleko, i do account executive mi też jeszcze daleko (być stażystą, to moje drugie hobby). Poza tym cały mój świat mieści się w 30-kilogramowej walizce, więc gdzie ja ten ekspres wsadzę?

Frederiksberg
Mój ulubiony Living Room

Kopenhaskie kawiarnie są jak pomieszanie dekadencji lat 20′ i polskiego komunizmu. Coś jak lata 80′, ale siedzisz sobie z iPadem i udajesz, że czytasz wiersze Jima Morrisona.

Z głośników leci cover Rihanny w stylu smooth jazz, warkot pracujących ekspresów tylko trochę zagłusza tą melodię, która, gdyby mogła, snułaby się niczym aromat tej kawy w twoim kubku.

Uwielbiam to, naprawdę to uwielbiam. I tylko trochę, ale to trochę się nabijam z tego hipsterskiego stylu. Po raz pierwszy teoria hipsterów została mi wyłożona jesienią ubiegłego roku na głównym rynku w Brukseli. Przy butelce wina moja towarzyszka, wtedy jeszcze licealistka. objaśniła mi wszystko co i jak: jakie mają być słuchawki, okulary, skąd wziąć ciuchy, że trzeba czytać książki… No i posiadać chociaż jedną rzecz z jabłuszkiem. Ale o tym chyba już pisali wszyscy blogerzy, więc nie będę drążyć tego tematu. Po prostu – jak jesteś w Kopenhadze skocz na kawę do pierwszej małej knajpki na rogu (ja polecam tylko Living Room), a piwo otwórz na ławce przy jeziorze, w parku lub gdziekolwiek.

  • Kolejny fajny odcinek opowieści z Danii i mimo, że sam kawy nie pijam to poczułem ten klimat już tylko czytająć 🙂

  • Wiola

    Jest tutaj więcej małych, o wiele bardziej klimatycznych knajpek. Mam ochotę sfotografować je wszystkie!