O mamma mia, he’s Italiano!, czyli Rzym i niedobry Couchsurfing

Ten wpis będzie bardziej dla tych, którzy chcą wiedzieć więcej na temat podróżowania z Couchsurfingiem. Długo zastanawiałam się czy upublicznić moje przemyślenia, czy zostawić to na rozmowy z koleżankami, ale doszłam do wniosku, że napiszę, a co tam. Couchsurfing: chłopaki i dziewczyny, czyli jak to naprawdę wygląda.

Jeśli nie masz 40 lat i bogatego męża u boku to nie masz po co jechać do Rzymu. Ja miałam tylko bilet, bo Felipe (o którym wspominam od trzech postów i to będzie ostatni raz) obiecał mi, że razem zwiedzimy Rzym. Jak wiemy, sprawa się rypła i wylądowałam w Rzymie sama. Na jakieś cztery dni, trochę bez pieniędzy i pomysłu co chciałabym tam robić. Wysiadłam na Ciampino, z Terravision przyjechałam na Termini i skierowałam swoje kroki do kawiarni na espresso. Był sobotni poranek i to było dziwne, że w weekend nie udało mi się znaleźć hosta na Cocuhsurfingu. Ale postanowiłam dać sobie jeszcze dwie godziny, może coś się wydarzy.

Nie powinnam była, trzeba było od razu iść do hostelu.

Z Couchsurfingiem mam wiele dobrych doświadczeń. Pisałam już tu i tu. Ale po Rzymie chyba będę miała dosyć tej formy podróżowania na długo. Siedziałam sobie nad espresso, sprawdzałam e-maile (właściwie to odświeżałam gmaila jak szalona), odzywa się do mnie chłopiec o imieniu Marco. Byłam zadowolona, bo jest dużo młodszy ode mnie, a kiedy wcześniej przeglądałam Couchsurfing widziałam, że w Rzymie jest dużo hostów mężczyzn około 50 (wiemy, wiemy, jak dużo czasu zajmuje Włochom usamodzielnienie się). Ach Marco, jedyną twoją zaletą było twoje szałowe mieszkanie, od razu rzuciłam się na prysznic, bo poprzednią noc spędziłam na lotnisku w Budapeszcie. Potem byłeś tylko kłopotem.

W Lublanie na kolację jedliśmy zupę fasolową, do tego kieliszek raki, w Rzymie Marco postawił na stół butelkę wina i ugotował makaron.  Bardzo przyjemnie było mi jeść to spaghetti i popijać wino w towarzystwie, myślę, że nawet przystojnego, Włocha. Ale, jeej, nie bardzo czułam się na randkę. Marco poszedł spać sam i był tym faktem bardzo zawiedziony. Tak zawiedziony, że następnego dnia oznajmił mi, że musi jechać zająć się swoją chorą siostrą i zostanie tam na noc. W związku z tym ja muszę znaleźć sobie hostel. Na już. Teraz ja byłam zawiedziona, bo w e-mailach pytałam go, czy mogę zostać na weekend, a w poniedziałek przeniosę się do hostelu. Zgodziła się. Oczywiście, że się zgodził, ale na jego warunkach, a jeśli nie stało się, to, do czego dążył, to bez skrupułów może powiedzieć mi cześć. Czy chora siostra istniała naprawdę? Nie chciałam już wnikać, zabrałam plecak i pojechałam do centrum zła, że tracę pół słonecznej niedzieli na szukanie hostelu.

I dlatego niedobry Couchsurfing. Rzym to chyba najczęściej odwiedzana metropolia, Włosi mogą przebierać w atrakcyjnych dziewczynach, które solo podróżują po Europie. To takie proste. Ten oto artykuł czytałam już po powrocie z Rzymu i bardzo długo nie mogłam się pozbierać po jego przeczytaniu. Bo takie propozycje jak od Marco miałam nie raz i nie osiem. Jak to zwykle wygląda? Atrakcyjny mężczyzna po trzydziestce, żyje sam, ma względnie dobrą pracę i swoje własne mieszkanie. Mieszkanie jest ładne, on dobrze ubrany – nic dziwnego, na co dzień pracuje w korporacji. Zarabia całkiem fajnie, żyje przecież w dużym mieście. Może w weekend mu się trochę nudzi. Ale żeby wyjść i kogoś poznać potrzeba włożyć trochę energii. Raczej mu się nie chce. Po co, skoro może przyjechać do niego fajna dziewczyna i nie musi nic robić – ona już jest w jego mieszkaniu.

Jakie to wygodne! Czy rzeczywiście?

Jak to jest z drugiej strony? Przyjeżdżam i rzucam się pod prysznic. Jestem w dłuższej drodze, świetnie się bawię, codziennie coś nowego i innego: jedzenie, krajobrazy, miejsca, zabytki. Mój mózg odbiera wiele bodźców, jestem zachwycona i nie brak mi atrakcji. W przeciwieństwie do niego, który od 9 do 5 robi to samo. Dla mnie z kolei organizacja życia codziennego jest trudniejsza: zrobić zakupy czy zjeść na mieście? Jak zrobić pranie?

Kiedy przyjeżdżam na miejsce, myślę tylko gdzie jest mój Stoperan i cążki do obcinania paznokci.

Muszę naładować komórkę, chyba wczoraj nie goliłam nóg. Trochę nie w głowie mi trele morele. Dlatego uważam to za bardzo nie fair – takie wykorzystywanie sytuacji na Couchsurfingu. Jestem u kogoś w domu, jestem tak jakby zależna, właściwie bezbronna, a on – przecież może mi kazać się wynieść zaraz, teraz, już. Tak, jak zrobił to Marco.

Pamiętam, w Buenos Aires spędziłam cały dzień z Hernanem, potem wróciła jego dziewczyna i razem gotowaliśmy kolację, był polski żurek i białe wino. Na weekend pojechali odwiedzić jakąś rodzinę i zostawili mi klucze do swojego domu. W Rio de Janeiro Corentin oddał mi swoją sypialnię i sam spał na kanapie. Wieczór spędziliśmy na jego tarasie w Santa Teresa, następnego dnia pojechał do swojej dziewczyny. Można spotkać naprawdę fajnych ludzi i wcale nic nie musi być na rzeczy. Mój host w Berlinie, zaraz potem jak skończył rozmawiać przez Skypę ze swoją dziewczyną z Włoch, którą, nomen, omen, poznał przez CS, powiedział mi tak: „jak ona do mnie przyjechała, ojej, jak ona mi się podobała. Ale nie chciałem nic po sobie poznać. Ja się nie dziwię, że romanse się zdarzają, masz w końcu dwoje ludzi, którzy mają wspólną pasję (podróże), to po prostu musi zaskoczyć. Nie lubię gościć już dziewczyn, czasem wchodzą do mojego domu, widzę jak się ode mnie odsuwają, takie przestraszone, przecież ich nie zgwałcę.”

Niestety, Jan nie może postawić się w sytuacji kobiety i nie wie jak to jest, a czasem sytuacja jest dziwna, napięta. I owszem, przyznaję się, że mam mnóstwo zdjęć z przystojnymi mężczyznami spotkanymi gdzieś w drodze i myślę, że będę lubiła oglądać te zdjęcia, kiedy będę już starą babcią, ale jeej, jakby któryś z tych ludzi zachował się tak jak Marco, czyli pomogę ci, ale tylko jeśli mogę liczyć na coś więcej, to nie opublikowałabym tych zdjęć na blogu. Jak dotąd okazuje się, że tylko Włosi potrafią wywinąć takie numery, a przecież bardziej bałam się jadąc do Turcji, która przecież okazała się spoko.

Moja rada: jeśli jedziesz do kogoś z Couchsurfingiem sprawdź, czy ta osoba ma doświadczenie zarówno jeśli chodzi o goszczenie ludzi, jak i nocowanie u kogoś.

Ta osoba będzie wiedziała jak to jest nie mieć ze sobą czystego ręcznika i Stoperanu.

I ta osoba na pewno nie wystawi cię, kiedy będziesz już w drodze.

Wiele uświadamia mi poznany potem przez CS Eshan, z którym spędzam czas siedząc na murku i patrząc na Koloseum. Kiedy Eshan pierwszy raz przyjechał do Rzymu na studia, pomógł mu ktoś nieznajomy i dlatego teraz od czasu do czasu przyjmuje gości na materacu w swoim mieszkaniu. Mnie już nie przyjął, miałam już hostel, nie najtańszy, ale cieszyłam się jednym: byłam w centrum miasta i byłam niezależna. Chodziłam sobie ulicami Rzymu do momentu, aż poczułam, że odpadają mi nogi, patrzyłam na Koloseum z każdej strony, kupowałam pizzę na kawałki, doszłam do Placu Świętego Piotra, weszłam do Bazyliki Świętego Piotra. Byłam sama i byłam najszczęśliwsza. Zjadłam spaghetti bolognese w Trattori. Czasem wieczorami z kimś się umawiałam. Jedną jedyną rzeczą, jaką chciałam zrobić w Rzymie to przejechać się vespą. Moje usta układają się w jedno wielkie oooo!, kiedy Antonio, który ma pokazać mi najlepszy na Trastevere aperitifo (bar, w którym płacimy za drinka i w tej cenie zajadamy się przekąskami z bufetu, bardzo fajna sprawa) przyjeżdża na spotkanie właśnie vespą. Musi, koniecznie musi odwieźć mnie nią do hostelu.

Takie momenty, kiedy pędzisz przez Rzym na motorynce – chciałabym je zachować w pamięci.

Nie takie głupoty jak niemiłe sytuacje na Couchsurfingu. Może ludzie łączą się w ten sposób w pary (wszystkiego najlepszego dla Jana i jego włoskiej dziewczyny), ale głównie ludzie wykorzystują tą platformę jako sposób na zabicie samotności i na zaliczenie dziewczyny. Każda potwora znajdzie swojego amatora, więc jak komuś odpowiada taka relacja to proszę, ale proszę też nie stawiać kogoś w trudnej sytuacji.

To tyle moich wrażeń na temat czterech dni w Rzymie. Jak będę miała kasę to tu wrócę: jadać w licznych restauracjach, kupować skórzane torebki. Może Fontanna de Trevi będzie już odrestaurowana i zobaczę ją taką, jaka być powinna. Nie będę się przejmować tym, gdzie mam spać. Może też wtedy nie będę sama, ale będę z kimś.

Nie mam dużo zdjęć z Rzymu. Nie jestem dobrym fotografem. Uświadomiłam sobie to, kiedy widziałam zdjęcia mojej koleżanki, która była tutaj dosłownie dwa dni przed mną. Dlatego odsyłam was do bloga Agnieszki Małek.

PS: I jeszcze: zanim zdarzy się tu jakiś hejter, który wypomni mi, że chcę jeździć po świecie i trafiać na darmowe noclegi, to go uprzedzam: ja też goszczę ludzi kiedy mogę i już nie jeden taki żurek za granicą ugotowałam i nie jedną wódkę kupowałam na lotnisku w strefie wolnocłowej! Ciao!