Old Meatpacking area: imprezy!

Co widzicie na tych zdjęciach? Magazyny i hurtownie. Ale wierzcie mi lub nie, ta okolica w nocy zamienia się w bardzo trendy miejsce do imprezowania. Klimat starych garaży, brudnych toalet, głośnej muzyki sprzyja temu, żeby tu zgrzeszyć. Szaleństwo, naprawdę szaleństwo. Remix „People are strange” The Doors kiedy wchodzisz do klubu Karierrie. Niesamowicie długa kolejka do Bakken. Niewielki dancing floor w Jolene. Dzięki temu Vesterbro jest jeszcze fajniejszą dzielnicą.

To prawie jak w jakimś undergoundowym filmie o mafii. Jest bardzo brudno. Atmosfera przesiąknięta alkoholem. Ognisko na środku placu. Duńczycy rozgadani jak nigdy. To właśnie tutaj dochodzę do wniosku, że hedonizm tego miasta mnie zniewala. Ale to nie jest taki zły hedonizm, to nie są drogie samochody, przecież wszyscy tutaj przyjeżdżają rowerami, w dodatku wywracając się po drodze. To jest coś, co sprawia, że zaczynasz być zimną i wyrachowaną dziewczyną, a jednak można z tobą szczerze pogadać. I spotykasz kogoś, kto przyjechał na imprezę starym składakiem, w trampkach, w tych samych od trzech lat Levisach, a jednak pracuje w Maersku i to właśnie Old Meatpacking area wybrał na piątkowy wieczór, nie jakiś fancy klub w centrum miasta. I w sumie jesteście tacy sami.

Kiedy czujesz, że przynależysz do jakiegoś miasta? Kiedy zaczynasz spotykać znajomych na ulicy. I tych dobrych znajomych, i tych, których poznałaś na imprezie i w świetle dnia lepiej się nie przyznawać. Właśnie w świetle dnia zostały zrobione te zdjęcia, uśmiecham się na nich ładnie, wstępuję do pobliskiej knajpki, udaję turystkę. Ale turystka nie wiedziałaby o możliwościach, jakie daje Vestebro nocą. Wygląda na to, że chyba jestem u siebie…