Miejsca w Kopenhadze: Istedgade

Od dłuższego już czasu próbowałam umówić się z gwiazdą kopenhaskiej blogosfery: Copenhagen Blonde. Fascynowało mnie trochę jak ta kobietka z Norwegii ogarnia miasto.

Fascynowało mnie też, czy przypadkiem nie mogłabym uszczknąć trochę jej sławy. Może mnie polubi, może mnie podlinkuje? Copenhagen Blonde miała napięty grafik podczas tych wakacji, ale powiedziała do mnie: „Spoko Wiola, nie martw się, wyślę do ciebie moją stażystkę”. Stażystkę, ona, kurna, ma stażystkę!

Zwariowałam i też zapragnęłam mieć stażystkę. Zaproponowałam nawet to stanowisko Marii, ale się nie zgodziła żądając mianowania jej project managerem.

Tylko, że to nie Maria wymyśliła projekt pt: Istedgade. Sama musiałam wpaść na to, co będziemy robić z Anete. Istedgade z początku wyglądało fajnie i niefajnie. Nie wiem, czy wiecie, ale ta ulica jeżeli z czegoś słynie to z prostytutek i sex shopów. Ale Duńczycy wiedzą, że Istedgade to bardzo trendy ulica i wiele można tam znaleźć. Wystarczy tylko pójść trochę bardziej w głąb, dalej od dworca kolejowego i już jesteśmy wśród sklepów z ze skandynawskim designem, duńskimi ciuchami i wśród knajpek, gdzie czas płynie na ciągłym chilloucie. Pobuszowałyśmy tam trochę. Chciałabym wam polecić kilka miejsc, moim zdaniem najlepszych i myślę, że nie tak do końca oczywistych, bo nie zawsze wspominanych w przewodnikach.

Po pierwsze: sklep z ubraniami o wszystko wskazującej nazwie: Dansk. Proste wzory, proste linie, wysokie ceny, czyli wszystko jtak, jak powinno być w duńskim sklepie. Jak tam nic nie znajdziecie, to warto jeszcze zajrzeć do sklepu z logo kogucika: Donn ya doll.

Po drugie: sklep z vintage rupieciami Kitsch Retro Vintage Design pod numerem 84B. Zachwyca mnie tu wszystko: od emaliowanych garczków poprzez stare bom boxy do sprzedawczyni, która wygląda jakby przyjechała ze stanu Ilinois sprzed 30 lat. Jest tak urocza, robi nam zdjęcie i wysyła na dalsze zakupy do sklepu Kyoto, a na kawę do kawiarni Kaffe. Dziewczyna zna się, bo jesteśmy zachwycone wystrojem Kaffe i spędzamy tam dużo czasu. Zaraz się okazuje, że musimy spadać, bo jest piątek i trzeba wybrać miejsce na imprezę. Niedaleko Istedgade jest mój ulubiony Meatpacking Area, o którym pisałam już tu. Pokazuje go Anete i to miejsce wybieramy na wieczór.

Generalnie stwierdzam, że uwielbiam pisać bloga, bo wtedy mogę poznać tyle ludzi. Spotkam kogoś, pogadam i już wszystko wiem. Poproszę o zrobienie mi zdjęcia, bo „to na bloga” i nikt mi nie odmówi. Poszerzam kontakty, które przeradzają się w przyjaźnie. Niesamowite.