Miejscówy w Kopenhadze: Karamelleriet na Jægersborggade (kategoria: I’m rollin’ with you)

W ostatnim tygodniu mojego pobytu w Danii odwiedził mnie mój brat. Przyszło mi być przewodnikiem po Kopenhadze i tak, kiedy włóczyliśmy się po najbardziej, moim zdaniem, urokliwych uliczkach – Elmegade i Jægersborggade przypadkiem wpadliśmy do fabryki karmelków.

Kopenhaga pyszni się tym, że mali wytwórcy tego i tamtego sprzedają ręcznie robione rzeczy (wszystkie sklepy są zrzeszone w jedną inicjatywę pod tytułem ‘CPH made’) i podobno mieć swój butik na Jægersborggade to zaszczyt niesłychany. Ja sama też takie miejsca, bez komerchy, ma się wrażenie, że te przedmioty maja duszę, chociaż niestety, mają też wysoką cenę. W Karamelleriet kupiliśmy paczkę cukierków i pogadaliśmy ze sprzedawcą, i nawet porobiliśmy sobie z nim foty. Takich polskich turystów to on chyba w Kopenhadze nie widział, ale jak to Duńczyk, nauczony uprzejmości poprowadził z nami krótką powierzchowną rozmowę. Lubię to w Danii: można każdego na ulicy zaczepić i zapytać po co tu stoi, co będzie robił, a na co i dlaczego, oni sami też udzielą ci dobrych rad. „Źle na tego stopa jedziecie, weźcie sobie karton”, „nie wyrzucaj tych papierów tutaj, tam są kosze do segregacji śmieci”, „taka mała, a taką dużą walizkę ciągnie” – to tylko niektóre z przypadkowych relacji, jakie mi się przytrafiły. Będzie mi tego brakować, bo kiedy na deptaku w Katowicach zapytałam dziewczynę roznosząco ulotki o najbliższy Rossmann, odpowiedziała mi tonem konfidenta, że ona nie może z nikim rozmawiać. Zatkało mnie, normalnie mnie zatkało.

Ale, ale tu miało być o karmelkach, galeria o słodkich karmelkach powyżej. Enjoy!

  • Aleksandra Kloza

    Naprawdę…
    Może tej od ulotek nie płacą za rozmawianie? W dzisiejszych czasach są ludzie którzy sobie szanują pracę, ale bez jaj że nie może rozmawiać 🙂
    Tak naprawdę Śląsk jest ponury, nie ma tu nic do ukrycia 😛
    Ludzie są smutni i tyle:P