Misha Glenny: „Nemezis. O człowieku z faweli i bitwie o Rio”. Recenzja książki.

Nemezis. O człowieku z faweli i bitwie o Rio

Jeśli lubisz serial Narcos, koniecznie musisz sięgnąć po „Nemezis. O człowieku z faweli i bitwie o Rio”. Scenariusz na podstawie tej książki stworzyłby świetny serial, który mógłby być tak popularny, jak Narcos.

Antônio Francisco Bonfim Lopes miał córeczkę, która zachorowała. Gdyby mieszkał w Skandynawii, mógłby liczyć na publiczną opiekę zdrowotną i Eduarda szybko wróciłaby do zdrowia. Ale Antônio mieszkał w jednej z największych faweli na świecie: w Rocinha w Rio de Janeiro. Żeby zapłacić za leczenie swojego dziecka, udał się po pożyczkę do narkotykowego bossa. Żeby zwrócić pożyczkę, musiał zatrudnić się w kartelu. Pieniądze pochodzące z biznesu narkotykowego pożyczone na ratowanie życia uczyniły z Antônia bohatera z przypadku.

Główną ulicą w Rocinha – Estrada do Gávea, jeżdżą dziś jeepy z backpackersami, którzy wykupili wycieczkę po faweli. W 2000 roku ta ulica zaprowadziła Antônia pod drzwi rezydencji ówczesnego dona faweli: Lulu. Czy mógł przypuszczać, że wkrótce zajmie jego miejsce, a niewiele ponad 10 lat później będzie w wiezieniu opowiadał swoją historię brytyjskiemu pisarzowi?

Żeby pozwolić czytelnikowi wyobrazić sobie całą historię, autor nakreśla obraz Rio de Janeiro, od największego rozkwitu do upadku. Tak, można powiedzieć, że Rio w pewnym momencie było miastem upadłym

Lata 60′ i 70′ to piękna epoka w historii Rio. To czas, kiedy cudnie opaleni ludzie spacerują po plaży bujając się w rytm bossa novy. Copacabana zyskuje swoją sławę, miasto rozrasta się:

„Kiedy dobiegała dwudziestki, zaczęła czerpać garściami z młodości w Rio de Janeiro początku lat sześćdziesiątych. To właśnie wtedy sława tego miasta jako mekki hedonizmu wykroczyła poza granice tego kraju (…) W owym czasie świat zaczynał odkrywać Brazylię za pośrednictwem pachnących dymem melodii Joao Gilberto i Stana Getza oraz samby obiecującej pot i seks.”

Rio de Janeiro kwitło kulturowo i rozwijało się przemysłowo. Biedni ludzie z północy kraju masowo migrowali do miasta w poszukiwaniu szczęścia. Tak stało się w przypadku ojca Antonio, który przybył z Ceará i zamieszkał w Rocinha.

Skąd wzięły się narkotyki w Brazylii?

Historia jest bardzo ciekawa. Robotnicy pracujący w Amazonii przy wydobyciu złota kupowali od sąsiedniej Boliwii liście koki, które, jak szybko odkryli, dawały odprężenie po niezwykle ciężkiej pracy. Szybko odkryli również, że mogą je sprzedawać dalej z dużym zyskiem. Tak Brazylia stała się głównym krajem tranzytowym zaspokajającym gwałtownie rosnący głód kokainowy Europejczyków.

„Jak zauważył pewien obserwator, w 1984 roku śnieg sypał w Rio de Janeiro – mieście półtropikalnym – przez cały rok.”

Antônio „należał do pokolenia, którego najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa wolne są od przemocy”, ale już potem Rocinha stała się państwem w państwie kierującą się swoimi własnymi zasadami – głównie przemocy.

Zarządzający biznesem narkotykowym i jednocześnie całą Rocihą to fascynujące typy przywództwa – z jednej strony bezwzględnie pozbywający się swoich rywali, z drugiej –  świetni organizatorzy oraz stróżowe porządku: pod rządami narkotykowych donów, nikt nie mógł pobić kobiety, kradzież również była surowo karana. System polityczny Rocinha to fascynujący twór z punktu widzenia władzy i stosunków politycznych.

Czytając historię narkotyków w Brazylii oraz o zmianach politycznych i społecznych wyobrażałam sobie Antônia dorastającego i patrzącego na ten świat, w którym przyszło mu dorastać. Uczestniczącego w tych zmianach raczej biernie – skupionego na rodzinie, znalezieniu pracy, powiązaniu końca z końcem.

Na początku nowego Millenium to samo wspaniałe i romantyczne Rio de Janeiro z lat 60′, „flirtowało z upadkiem”. Cudowne Miasto było niszczone nie tyle przez narkotyki, ale przez policję, która urosła do formy niezależnej siły bojowej z własnymi interesami. Donowie z mafii narkotykowej działali i pomagali tam, gdzie państwo nie dopełniało swoich obowiązków. Wprowadzali swoje rządy w faweli na zasadzie oświeconej dyktatury.

„Dla klasy średniej fawela stanowiła niezbadany obszar, gdzie równie dobrze mogły się czaić smoki i demony.”

I tak Antonio dostał pracę jako ochroniarz w mafii narkotykowej – żeby spłacić dług za leczenie swojej córki. Powoli stawał się coraz bardziej wpływową osobą w tej siatce. A od „wpływowych mężczyzn w faweli oczekuje się tego, żeby swoim zachowaniem manifestowali męskość i osobisty magnetyzm”. Nem, bo od tej pory tak będzie się nazywał Antonio ma już kochankę Simonę, a wkrótce urodzi mu się dwójka dzieci – jedno z małżeństwa z matką Eduardy oraz jedno ze związku z Simone. Czasem ta historia przypomina typową telenowelę.

Mimo to to nie jest telenowela i właściwe czytając tę książkę nie mogę uwierzyć, że jej akcja miała miejsce w mieście, które tak bardzo pokochałam.

>> Czy Brazylia jest niebezpieczna?
>> Fawele w Rio de Janeiro
>> Fawela Vidigal

Walka o Rocinhę

„Jeśli dojść w prawo, wkrótce droga zakręca na południowy zachód, biegnie wzdłuż pionowej ściany góry Dwóch Braci, by w końcu dotrzeć do dzielnicy handlowej na samym dole – i do normalności

Tytułowa walka o Rocinhę to wydarzenia z kwietnia 2004 roku, kiedy siły specjalnej jednostki policyjnej BOPE wkraczają do faweli, żeby ją spacyfikować. Podczas tej wojny gine Lulu, ówczesny don Rocinhy, który pożyczył kiedyś dużą sumę pieniędzy Antônio.

Kto niedługo stanie się donem Rocinhy…?

„Nem nie jest wzorem cnót ani nie jest diabłem. To inteligentny, bystry mężczyzna dobiegający czterdziestki. Odebrał solidne wykształcenie i nie mam wątpliwości, że odniósłby sukces jako biznesmen w branży niezwiązanej z przestępczością.” – tak spotkanie z Nemem podsumowuje Misha Glenny, autor książki.

Nemezis. O człowieku z faweli i bitwie o Rio

To niesamowita historia, w której autor wychodzi poza ramy czasowe, w której dzieje się akcja i przybliża historyczne, polityczne i społeczne aspekty, które przyczyniły się do takiego, a nie innego rozwoju wypadków oraz wpłynęły na życie jednego chłopca z Rocinhy.

nemezis o czlowieku z faweli i bitwie o rio

Można się pokusić o stwierdzenie, że Rocinha jest dziś modną dzielnicą nie z powodu pacyfikacji faweli, ale z powodu rządów Nema. Narkotykowi bossowie inwestowali pieniądze w swoją społeczność – finansując mieszkania, zajęcia pozaszkolne dla dzieci. Państwo upomniało się o fawele wtedy, kiedy leżało to w jego interesie. A wcześniej? Mieszkańcy musieli sobie jakoś radzić.

 

 

Czy było ci troszkę żal, kiedy oglądając ostatni odcinek Narcos, patrzyłeś jak policjanci robią sobie zdjęcie z bosonogim ciałem Pablo Escobara? Na pewno taką samą sympatią zapałasz do Nema da Rocinha.

  • Ciekawa pozycja książkowa.