Nie wierzę, byłam na meczu! (Euro 2012)

…tak przez jakieś 15 minut, co nawet nie wystarczyło, żebym rozkminiła kto w jakich koszulkach gra.

Po prostu byłam ciekawa jak będą dzisiaj kibicować swojej drużynie. Czy usłyszę coś na wzór „dajesz, kurwa!”, czy będzie bardziej elokwentnie. Nic oprócz krótkiego „joo!” nie zrozumiałam, więc przyjmijmy to za okrzyk bojowy wikingów. Tak więc Dania wygrała, może jutro będzie święto narodowe. Średnio co dwa tygodnie na Quinn Louise Bridge montowane są wielkie duńskie flagi, takie same ozdabiają wszystkie autobusy, a w domu małe chorągiewki wtykane są w doniczki. Wszystkie sklepy oprócz Fakty są zamknięte i to oznacza święto. Takich ostatnio mieliśmy dużo, biedni turyści, przyjechali do Kopenhagi, a tu nawet do H&M nie można sobie pójść.

W ogóle to chciałam pokazać, że my tu też mamy takie fajne telebimy i sobie oglądamy. Tylko mecz się skończył, mieliśmy powtórkę z Distortion, znowu wszyscy wybiegli na ulicę.  Jestem pod wrażeniem jak anielską cierpliwość tu mają kierowcy, naprawdę. Ja jako kierowca  (ja, kierowca! ależ to brzmi) skromnego błękitnego dwuśladu muszę uważać, żeby nie wjechać w jakieś szkło, to mój jedyny problem. Ale ci w autach nie mają żadnego problemu, tu na wszystko ma się czas, tak jak na pięć bank holidays w miesiącu.

Kurczę, tylko tak ciężko jest poczuć to „Endless summer” od Oceany. Czerwiec może nas popieścić co najwyżej 15 stopniami…

  • Aleksandra K.

    No właśnie… endless summer? Chyba ciężko nazwać to latem… Ale ma być cieplej, przynajmniej w PL;)
    Podoba mi się duński klimat EURO. W Polsce jest już tego za dużo. Na każdym kroku. A powiedzieć ,, nie, nie oglądałam meczu” to jak grzech śmiertelny 🙂
    Tacy już z Nas patrioci…

    P.s. Ładna metamorfoza:)

  • Wiola

    Ale macie i musztardę w barwach biało-czerwonych, i galaretki, i zupki w proszku w limitowanej edycji, i kiełbasę, już nie grillową, ale futballową…no, wszystko!