Fajne fotki mnie samej z kopenhaską operą w tle i liberalizm w duńskim wykonaniu

Historia z operą podobno jest taka, że ufundował ją najbogatszy gość w Danii – szef firmy Maersk. Duńczycy płacą straszliwe podatki. W dodatku są to podatki progresywne, więc taki CEO mógłby tylko złorzeczyć za sumy jakie musi oddać państwu. A tu nie. A tu zupełnie odwrotnie – ten gość czuł, że musi zrobić coś więcej dla swojego kraju i podarował taką oto operę.

Szef Maerska jak każdy przedsiębiorca miał liberalne poglądy i uważał, że każdy jest panem własnego losu i musi pracować. Nie ma obijania. A kto w Kopenhadze obija się najbardziej? Mieszkańcy Christianii. Gardził tymi ludźmi szalenie, ale pech chciał, że do projektowania opery zatrudnił osobę, która uwielbiała marihuanowe klimaty życia w komunie Christianii i zrobiła mały psikus: w holu opery, na tle czerwonej ściany wiszą trzy wielkie okrągłe żyrandole. Ma to przypominać flagę Christianii, która jest właśnie taka – trzy żółte kule na czerwonym tle.

Ta historia pokazuje jak różna jest Dania – z jednej strony indywidualizm, dążenie do bogactwa, czasem aż trudno im wyluzować z tym skąpstwem; a z drugiej strony wolność i socjal. Czasem nie ogarniam. Naprawdę.