Paraty w Brazylii

Paraty zostały stworzone po to, aby robić tam zdjęcia. To pomieszanie Kazimierza Dolnego nad Wisłą, paryskiego Montmartre i jakiejś małej miejscowości na Mazurach.

Jadę tam, bo Maria dała mi kontakt do jednego polskiego chłopca, który tam mieszka. Generalnie Paraty są na liście „to do” każdego szanującego się podróżnika, kiedy jest w Brazylii i okolicach Rio de Janeiro. Więc jadę. I naprawdę, naprawdę Paraty są cudowne. Telenowela Luz Maria musiała być tutaj nagrywana: ulice z kamienia (uważaj, kiedy chodzisz po zbyt dużej ilości cachaçy, radzi mi moja koleżanka), przysadziste domy i kolorowe łódeczki.

Paraty Brazylia

W ogóle to po raz pierwszy w swoim życiu zatrzymuje się w hostelu i nawet to lubię. Po raz pierwszy też od przyjazdu do Brazylii czuje się bezpiecznie i mogę nosić w ręce aparat fotograficzny. Robię więc dużo zdjęć. Kiedy jadę przez małe miejscowości zastanawiam się, czy to samo czułby powiedzmy francuski turysta jadąc przez polskie wsie na Lubelszczyźnie: szczerą fascynację odnośnie takiego prostego życia, skromnych ludzi, codziennych rytuałów. Jestem zafascynowana, a jednocześnie cieszę się, że to życie nie należy do mnie, że ja tylko przejeżdżam, że to tylko moment, kiedy tu jestem. Chciałabym zostać w Paratach na zawsze, ale wiem, że to tylko taki kaprys, ten stały krajobraz znudziłby mi się po miesiącu i zatęskniłabym za zmianami. Tak więc po trzech dniach wracam do Rio. Niestety nie stać mnie na więcej zmian, takich jak podróże po całej Ameryce Południowej. Oprócz Paratów myślę, że będę sobie mogła pozwolić jeszcze na Ihla Grande i Buzios i to chyba tyle, jeśli chodzi o wycieczki. Czasem zazdroszczę, kiedy rozmawiam z ludźmi i słyszę opowieści pod tytułem: „gdzie ja to nie byłem”.

Zazdroszczę, kiedy myślę sobie ile prześcieradeł musiałam zmienić i ile zużytych prezerwatyw wciągnąć odkurzaczem, żeby zarobić na bilet do Brazylii.

Paraty BrazyliaI to chciałabym przekazać osobie, która ostatnio napisała do mnie e-mail o tym, że chciałaby, ale nie wie gdzie i jak zrobić pierwszy krok. Po prostu zrób to. Zawsze jest sposób i naprawdę nie trzeba mieć żadnych wyjątkowych zdolności. Zawsze myślałam, że najdalej mogę sobie wyjechać w Bieszczady, a tu proszę, jestem w Brazylii i wierzę, że niedługo będę mówiła po portugalsku (znalezienie właściwego autobusu na dworcu w małym miasteczku, gdzie ludzie nie mówią po angielsku może być frustrujące, ale za to jakie zabawne!).

 

  • Cudowne miejsce! Też chcę tam pojechać ; )

  • Klimatyczne zdjęcia, zawsze mi się podoba, jak ludziom uda się uchwycić nie tylko typowe zabytki i te najpiękniejsze widoki, ale także pozornie zwyczajne rzeczy, które wygląda niesamowicie i najlepiej oddają klimat danego miasta, regionu czy kraju.
    No co, nie mogę powiedzieć, że nie zazdroszczę, bo zazdroszczę, ale tak jak napisałaś, wszystko da się zrobić, trzeba to po prostu zrobić, a nie zastanawiać się, gdybać, załamywać. Najlepiej wziąć sprawy (i marzenia!) w swoje ręce i działać.
    Pozdrawiam serdecznie!

    • Zawsze się rozpływam, kiedy ktoś mi mówi, że robię dobre zdjęcia,bo fotograf ze mnie żaden: przeważnie robie zdjęcia krzywo i naprawdę wiele z nich nie nadaje się do publikacji. Ale to prawda – wole sfotografować witrynę sklepową niż widok na jezioro, uważam, że prosta rzecz jak ananasy na wystawie bardziej oddaje klimat miejsca niż pocztówkowy widoczek. Takie też pamiątki lubię przywozić z podróży, chcę pamiętać sukienkę,która mi się spodobała na wystawie, kubki i talerze czekające na śniadanie w hostelu, panią robiącą hot dogi, reklamę pobliskiego supermarketu, słoik suszonych pomidorów, które kupiłam na lunch – wszystko.

  • Niesamowite miejsce, naprawdę. Zostałam nim zauroczona po Twoim wpisie i zdjęciach!