Piątek jak to piątek…na Quinn Louise Bridge

Ostatnio ciągle fotografuję się z piwem w ręku, ale cóż, taki jest tu klimat, tak się życie toczy. I żeby nie było, wcale tak się nie upijamy. Zasada jest taka: póki możesz trzymać kierownicę swojego roweru i w miarę prosto jechać – możesz jechać.

Na szczęście nie wyłączają w nocy sygnalizacji świetlnej. Zresztą, noc trwa od 22, kiedy powoli zachodzi słońce do momentu, kiedy wschodzi o 4 nad ranem. Czasem kiedy nie mogę spać, słyszę tylko dźwięk upadającej porannej gazety wrzuconej przez roznosicieli przez szparę w drzwiach. Jeszcze jakiś czas temu myślałam, że też będę pracować niczym w amerykańskim filmie i roznosić gazety…

Maj to czas, kiedy wszystkich znajomych można dorwać na czacie na Facebooku, bo każdy udaje, że piszę pracę magisterską.

Też się z tym zmagam, ale nie narzekajcie już, że wam się nie chce, bo cóż mam powiedzieć ja, kiedy muszę napisać to po angielsku… Dziś miałam przerwę od Google translatora i Facebooka, załapałam trochę beztroskiego powietrza na Quinn Louise Bridge.

A, i wreszcie jest ciepło, może niedługo będę pisać posty z plaży…