Początki mojej kariery w Kopenhadze jako pokojówka

Massive Attack w słuchawkach. Ciuchutko, żeby słyszeć odgłosy zamykanych drzwi. Wyszli czy jeszcze są w środku? Etykieta  „do not disturb” na klamce, mijasz ten i pukasz do następnego pokoju. Krzyknąć „housekeeping!” czy użyć do tego seksownego, zniżonego, lekko zachrypniętego (wczoraj była mała impreza) głosu: „housekeeping…”? Nie, nie jesteśmy przecież w pornosie, nie jest to też teledysk Dody. Dżaga z ciebie też żadna.  Pukasz dwa razy i wbijasz do środka.

Sterta puszek i butelek wody mineralnej. To do zabrania, w Netto obok miły kasjer, który zna dobrze twoją twarz, z uśmiechem wymieni ci to na 30 DKK. Będzie na nowy lakier do paznokci. Zużyte prezerwatywy, paczka niezjedzonych czekoladek, bilety na metro, identyfikator z konferencji, zapomniana skarpetka, saszetka po marihuanie z Christianii, niedopite wino… zaraz, niedopite wino? To też do zabrania. Będzie na mały chillout po pracy.

W pokoju 215 jest czarny dywan, na którym widać każdy paproch. Trzeba go odkurzać zawsze. 212 to japoński ogród, wymalowana gejsza na ścianie mruży jedno oko jakby była niezadowolona  ze sposobu, w jaki pościeliłaś łóżko. 208 jest zrobiony na iście królewski styl, taki trochę wiktoriański, ale meble i podłoga są tak zniszczone, że stracił swój urok. Jak jesteś w 217 to nie wiesz, o co temu artyście chodziło z tym elfem na ścianie .

„Wyobraźnia bez umiejętności równa się sztuka współczesna”, gdzieś to przeczytałam.

Zresztą, nie masz za dużo czasu żeby się zastanawiać, 20 minut na check out i 10 na stayover. Nie wierzę, że kiedyś lubiłam chodzić na aerobik. W 211 kaloryfer jest za blisko łóżka, przez co na udzie masz ogromne siniaki. Nigdy się nie nauczysz nie potykać o to dziadostwo. Drugie piętro to twoja działka, ty tu rządzisz. Czasem zdarzy się pracować na innych. I tak,  409 to chatka Heidi: łóżko z prostego drewna i dywan udający trawę. Kiedy spuścisz wodę w 506 słychać górski wiatr i chyba muczenie krów, ale nie przysłuchujesz się specjalnie, trzeba szybko spadać, kolejny pokój czeka i kolejny, i kolejny…

Co jest bardziej wkurzającego od słuchawek, które splątały się, nie wiedzieć czemu, w kieszeni? Poplątany kabel od odkurzacza.

I japońscy turyści chcący fotografować te dziwne pokoje. Japońscy turyści robiący zdjęcia, kiedy ty próbujesz odplątać kabel od odkurzacza. Zanim przeleci „Teardrop” i pół następnej piosenki musisz mieć umytą wannę, kibel, przyniesione ręczniki. Jezu, tylko się nie wywal na tej podłodze w łazience. Dlaczego w hotelach zawsze zostawiają żel pod prysznic i balsam do ciała? O ileż bardziej w podróży przydałyby się mini pasty do zębów. Albo patyczki do uszu. Albo mini tusz do rzęs i mini perfumy na wypadek, gdyby jakaś dziewczyna postanowiła wrócić po imprezie z facetem do jego hotelowego pokoju. Tak by zawsze mogła rano korzystnie wyglądać, kiedy minie już czar poprzedniej nocy, rozmaże się makijaż, a prześwitująca sukienka nijak będzie pasowała w niedzielny poranek…

Nie, nie zostawiamy czekoladek na poduszkach.

Nie dostajemy też zbyt wielu napiwków. Pewnie to wynika z braku tych czekoladek. I mini tuszy do rzęs.

Na tym właśnie polegała moja praca jako pokojówka. Kopenhaga jest łatwym miastem do znalezienia tego typu pracy, polecam dla osób, które nie znają duńskiego. Zarobki w Danii są spoko – około 100 DKK za godzinę. Wystarczy na fancy drink w jakimś fancy barze albo na zakupy w Netto na cały tydzień, jak kto woli:)

  • Lena

    fajnie to wszystko opisałaś… 🙂 w Trójmieście pokojówka zarabia 6zł/h w przeliczeniu wychodzi 960zł w miesiącu 🙂 nie starczy nawet na fancy błyszczyk 🙂

    • W Kopenhadze to jest jakieś 8000-10000 DKK, zależy od liczby godzin w miesiącu. Błyszczyki kupowałam od Diora:)