Praca w NGO, czyli EVS, Agora Aveiro i co ja robię tu? Aveiro, Portugalia, część 1

Marco łupnął kawą o stół. W sezonie Santa Joanna jest pełna, często same nie możemy znaleźć dla siebie miejsca. Pamiętasz, tak samo siedziałyśmy tutaj w lutym i w marcu. Mówiłyśmy: środek zimy, a my możemy popijać kawę na zewnątrz, fajnie w tej Portugalii. Praca od drugiej po południu, przedtem kawa w Santa Joanna. Marco kelner jak zwykle pełen żartów. Aveiro ma to do siebie, że znasz każdego, kto gdzie siedzi w której knajpie, czy jest ten pies, a czyj tamten rower.

Kiedy byłam w Grecji spotkałam kilka dziewczyn z Portugalii. Poleciły mi różnych wykonawców z ich krajów i tak, pamiętam jak spacerowałam sobie przez wieś pełną sadów oliwnych słuchając Any Moury oraz Marizy i myślałam, że super byłoby słuchać fado w Portugalii i odkrywać więcej artystów śpiewających po portugalsku. W lutym znów rzuciłam wyzwanie światu i zamiast znaleźć pracę w Polsce, wyjechałam na Wolontariat Europejski do Portugalii właśnie. Dziś piszę ten tekst siedząc na placu 14 de Julho, popijając kawę z mlekiem, zagryzając pastel do nata, obserwując turystów i Marco kelnerującego w sąsiedniej restauracji. Słuchając tej samej co w Grecji płyty Any Moury z głośników sklepu muzycznego, który znajduje się obok. Szczerze, mam już dosyć tych piosenek, bo, turyści tego nie wiedzą, przyjadą na weekend i pojadą, ale są wciąż i wciąż te same! Ale mniejsza o to.

YALA, Your Active Life in Aveiro całkowicie zmieniło moje życie. To trochę clishé tak pisać, ale naprawdę wyjazd do Portugalii i rozpoczęcie pracy w projekcie YALA był najlepszą decyzją, jaką mogłam podjąć odnośnie swojego rozwoju zawodowego.

Zacznijmy od początku. Wiosną zeszłego roku, Nataša, nasza supervisorka i prowadząca Agora Aveiro złożyła wniosek w ramach programu Erasmus+ prosząc o 4 wolontariuszy EVS z Chorwacji, Polski i Łotwy. W styczniu tego roku zobaczyłam open call na wolontariusza z Polski, aplikowałam i zostałam zaakceptowana. 6 lutego wylądowałam w Porto i razem z Jasną, Teą i Tanją rozpoczęłam swoją pracę w Agora Aveiro.

Zaczęło się.

Na początku zwyczajnie. Poznałyśmy naszych mentorów, zostałyśmy oprowadzone po Aveiro. Dostałam swój pokój na dziewiątym piętrze jedynego wysokiego bloku w mieście, 250 euro miesięcznie, ubezpieczenie i lekcje portugalskiego 3 godziny w tygodniu.

Potem przyszedł czas na pierwsze projekty. Agora Aveiro specjalizuje się w guerilla activities: zakładanie wielkiego kondoma na pomnik w ramach dnia walki z AIDS, przyklejanie butów do chodników wraz z dołączoną wiadomoścą proszącą o nie wyrzucanie gumy do żucia na chodnik. Poza tym jesteśmy współorganizatorem Tedx Aveirooraz jedyną organizacją w mieście wysyłającą na EVS i wymiany międzynarodowe w ramach programów Erasmus+, ale o tym będzie potem. Trzeba było od czegoś zacząć.

Dziś już nie pamiętam kto to wymyślił, kto znalazł w internecie ten artykuł i kto wpadł na pomysł, żeby w Aveiro zainstalować „Kissing spots”.  Był luty i Walentynki i chciałyśmy pokazać się w mieście, promować Agora Aveiro i generalnie spróbować wywrzeć jakiś wpływ na lokalną społeczność. Tak narodził się projekt „Valentino”. To było trochę głupie, co robiłyśmy, ale dobre, bo cztery dni po przyjeździe musiałyśmy się zorganizować i stworzyć coś razem. I myślę, że takie same kompetencje są wymagane przy pracy nad dużym projektem (później organizowałyśmy wymianę międzynarodową na 35 osób, ale o tym, tak jak wspomniałam, potem) jak przy tajnym malowaniu graffiti zmywalna farbą do wnętrz.

Tak, tak. Wpadłyśmy na pomysł, żeby ulokować w Averio tak zwane „Kissing and Hugging Spots”. Na kilku przypadkowych ścianach namalowałyśmy napisy: „Agora beija-me” i „Agora-abraça-me” („Teraz pocałuj mnie” i „Teraz przytul mnie”, słowo Agora miało być aluzją do Agora Aveiro, co więcej, stworzyłyśmy prawie taką samą czcionkę jaka jest użyta w logo organizacji!). Tego samego wieczoru, a był to dokładnie 14 lutego, poprosiłyśmy barmanów w kilku lokalach w Aveiro o dodawanie do drinków naszych słomek miały przyczepione karteczki z różnymi napisami: „Agora pede-lhe a dançar”, „Agora beija-o” („Teraz zaproś go do tańca”, „Teraz pocałuj go”, wciąż trzymając się konwencji z „Agora…” i dodając logo Agora Aveiro). Ludzie mieli z tymi karteczkami niezłą zabawę, a my siedziałyśmy przy barze i obserwowałyśmy ich reakcję mając nadzieję, że kiedyś ktoś z nich usłyszy jeszcze o Agora Aveiro. To była najlepsza akcja marketingowa jaką widziało Aveiro, a jest to małe miasteczko. Jakie miasteczka takie akcje marketingowe. Chociaż ten 14 luty ciągnął się za nami tak gdzieś do kwietnia. Nikt nie poprosił nas o zmycie farby.

IMG_3724-2

Bo kto by przypuszczał, w Portugalii kryzys, ludzie powinni mieć ważniejsze tematy do rozmów, a tu nasze
„Kissing and Hugging Spots” zyskały sławę na miarę TVN, czyli popularnego portugalskiego kanału telewizyjnego SIC. Jakoś następnego dnia po namalowaniu tych napisów, poszłyśmy zobaczyć co możemy z nimi zrobić. Zapytałam kilku przypadkowych przechodniów czy nie mieliby ochoty przytulić się przy naszych „Hugging Spot”. Jakoś tak się trafiło, że spotkałam dwóch mężczyzn z psami, więc sfotografowaliśmy ich wraz pupilami. Obok
„Kissing Spot” natomiast przechodził sobie chłopiec, którego poprosiłam o przysługę. I tak powstał pocałunek (mój pierwszy pocałunek w Portugalii, by the way), który trafił na strony gazet Diáro de Aveiro, Diáro de Notícias i Público.

IMG_4435-2

thumb_IMG_3439_1024

Chyba po prostu chciałyśmy mieć jakieś zdjęcia na Facebooka, dopiero potem pomyślałyśmy, żeby wysłać notatkę prasową do lokalnej gazety Diáro de Aveiro właśnie. Potem zaczęły interesować się nami inne gazety oraz telewizja: Porto Canal i SIC. Narobiło się trochę szumu, ale to dobrze, bo dzięki temu mogłyśmy opowiadać o Agora Aveiro, EVS, Erasmus+ i wszystkim na czym nam zależy przy okazji tych „Kissing and Hugging Spots”. Kto jest mistrzem public relations?

Nasze „Kissing and Hugging Spots” służyły mieszkańcom Aveiro. Raz odwiedzili je mieszkańcy domu starości w Gafanha, a raz miałyśmy wizytę studyjną chłopaków z Free Hugs.

Na takich i innych sprawach upłynął nam luty, pierwszy miesiąc naszego EVS. Popijałyśmy kawę siedząc na patio różnych kawiarni w Aveiro i wymyślałyśmy co możemy jeszcze zrobić. W któryś weekend pojechałam do Ovar na karnawał, który, mimo iż zapowiadał się świetnie, to daleko odbiegał od gorącej atmosfery Rio de Janeiro. Tanja, nasza fotograf zrobiła o tym wszystkim film, który można zobaczyć tutaj.

DSC_0356

European Voluntary Service to program, który stawia przed tobą ciągłe wyzwania i ciągle wymaga od ciebie wychodzenia poza strefę komfortu. Osobiście już sama nie wiem gdzie mam ustawioną moją strefę komfortu, bo przekraczałam jej granicę milion razy pakując plecak do Brazylii, wsiadając do autokaru na 24-godzinną podróż do Buenos Aires, jadąc nocą na rowerze do mojej pracy przy odkurzaniu hal targowych w Kopenhadze, zatrzymując się na Couchsurfingu w Stambule i zapisując się na program zbierania oliwek w Grecji. Także wiele z rzeczy, które musiałyśmy zrobić na EVS to był właściwie pikuś. Tylko kiedy mieszkańcy domu starości Casa dos Profesores przysypiali na prezentacji o naszych krajach, którą dla nich robiłyśmy to był trochę przypał. To znaczy, to było bardzo interesujące doświadczenie, próbować nawiązać kontakt i znaleźć wspólny język ze starszymi osobami. Ale…

To był moment, kiedy poczułam, że nie do końca jestem na miejscu, ale nic to, gorsze rzeczy miały się zdarzyć, bo zorganizowałyśmy Clothes Swap Party, na które prawie nikt nie przyszedł. Oprócz naszej pani profesor od portugalskiego i właścicielki kawiarni Biscoito, w której miała miejsce nasza porażka. Porażka nie wiedzieć czemu, bo mieliśmy cudny poster zaprojektowany przez znajomą Agora Aveiro.

Tamten okres mojego EVS nazywam „kryzysem sardynka”, bowiem zmagałam się ze zrobieniem ulotki dla Agora Aveiro. A sardynka bynajmniej nie symbolizuje tutaj zwykłej sardynki. Czy kiedyś dowie się, że ktoś tam pisał o niej bloga, nie wiem, prawdą jest, że będzie bardzo żywym wspomnieniem mojego EVS. Zaraz po programistach, którzy robili naszą stronę internetową przez cztery miesiące, ale o tym potem.

Po obejrzeniu wielu ładnych obrazków na Pinterest stwierdziłam, że też chcę zostać grafikiem.

Moim hobby stały się czcionki. Najlepszym sposobem na spędzanie wolnego czasu – przeglądanie szablonów na WordPressa.

Ostatecznie ulotka dla Agora Aveiro została zrobiona w Buenos Aires, bez pomocy sardynki, a z pomocą mojego znajomego Hernána z Enlace dg. Nasza współpraca przebiegała świetnie, mimo prawie 10 tysięcy kilometrów, które nas dzieliły. Jeśli ktoś potrzebuje grafika – tylko Hernán. Polecam ja, Starczewska. Jeśli ktoś potrzebuje pomysłu i modnych czcionek – polecam siebie, Starczewską.

Agora-Aveiro-flyerCzy wspomniałam już, że zrobienie strony internetowej opartej na Wordpresie zajmuje Portugalczykom cztery miesiące? Może było tak z powodu jednej wolontariuszki EVS, która uczestniczyła w tym procesie… Zdjęcia, teksty, układ strony leżały na mojej głowie. Pozwoliłam sobie też wybrać czcionki Montserrat i Droid Serif. Tak powstała zupełnie nowa, innowacyjna strona organizacji promującej aktywne obywatelstwo – Agora Aveiro. Całkiem świetnie radzę sobie z nowymi mediami (czy czyta to mój przyszły pracodawca??), więc zajmowałam się Facebookiem, Instagramem, Pinterestem Agora Aveiro każdego dnia dostarczając świeże pomysły. Poradnik o tym jak wyjechać na EVS również był moim pomysłem. Super ciekawe grafiki możecie oglądać tutaj i tutaj. Napisanie tego poradnika zajęło mi trochę czasu, zrobienie tych grafik również, ale musiałam się wyżyć, bo swojego wymarzonego projektu EVS szukałam niemal dwa lata, także niech komuś się przyda i niech ktoś inny znajdzie szybciej.

Znacznie szybciej niż chłopaki z IT, bo w jakieś 3 dni udało mi się postawić stronę, która przedstawiała najlepsze case study z nietypowych działań promocyjnych dla NGO, pieszczotliwie nazywaną przeze mnie Godzillą: Guerrilla Marketing Ideas for Non-Profit Organisations.

Jakby mało było radykalnych kroków w moim życiu i wrażeń z tym związanych, kiedy przyszła wiosna zrobiłam sobie tatuaż.

Potem pojechałyśmy na ‚on arrival training’. Jeśli ktoś myśli o EVS, to będzie dla niego jeszcze jeden plus, żeby wyjechać. ‚On arrival training’ bowiem zwykle jest przeprowadzany w hotelu, z trzema posiłkami dziennie plus coffee breaks, mniaaam. A tak na serio, to takie warsztaty są bardzo pożyteczne, można poznać innych wolontariuszy, którzy robią swój EVS w Portugalii (wszyscy spotykają się w mieście Braga). Można porozmawiać, wymienić się opiniami, zastanowić nad swoją ścieżką rozwoju. Oczywiście wyznaczanie swojej ścieżki rozwoju jest o wiele prostsze, kiedy kelner stawia przed tobą każdy twój posiłek i nie musisz ścielić łóżka.

11009385_1043809982300266_607770895005603765_n

To by było na tyle, jeśli chodzi o wrażenia z EVS Część Pierwsza. Większość zdjęć zostało zrobionych przez naszą fotograf Tanję. Jej fun page znajdziecie tu.

W części drugiej dowiecie się: jak napisać wniosek o akredytację dla NGO, które chce przyjmować wolontariuszy EVS,  ile desek surfingowych złamaliśmy podczas wymiany międzynarodowej WAVE 2, którą zorganizowałyśmy wraz z Agora Aveiro, ile gift bagów zapakowałyśmy dla gości TEDxAveiro. Co mieszkańcy Aveiro myślą o imigrantach z Iranu i czy chcieli się czegoś dowiedzieć na ten temat od Irańczyka prostu z Iranu, czyli historia naszej Human Library. Będzie też o tym, czy EVS znaczy European Vacation in Slovenia i ile razy Starczewska podróżowała autostopem na plażę, czyli o moich sposobach podróżowania i mojej prezentacji w przestrzeni artystycznej Trilhos da Terra.

Czy ktoś z was był na EVS? Jakie wrażenia? Czy byliście tak samo bardzo zajęci jak ja? Piszcie w komentarzach! Obrigada!

  • jakiego programu używałaś do tworzenia tych grafik ?

    ciekawe podsumowanie, widać ile taki wyjazd daje możliwości i jak poszerza horyzonty.
    czy będę niedyskretna pytając co masz w planach dalej? może będę, ale spytam: co masz w planach w najbliższych miesiącach? jakaś wyprawa, czy raczej będziesz już zarzucać kotwicę na stałe?

    • Używałam prostego programu Inskape.

      EVS ma to do siebie, że kupują ci bilet w obie strony i musisz te bilety wykorzystać. Także mam bilet do Polski i wracam do Polski. Chciałabym znaleźć pracę i zatrzymać się na chwilę albo dłużej:)

  • Fajne projekty, działalam w swoim zyciu na rzecz roznych NGO więc temat jest mi bliski. Z uwagi na koszty mieszkania zagranicą, czy możesz zdadzić jak to wyglada od strony finansowej. Czy dostawalas jakies wynagrodzenie, kt pokrywalyby ponoszone przez cb koszty utrzymania w Portugalii?

    • Moje mieszkanie (to znaczy pokój) były opłacone, tak samo lot w obie strony. Dostawałam 250 euro miesięcznie na utrzymanie, co w małym miasteczku jest kwotą ok, chociaż bez szaleństw.

      • No to powiem ci, ze całkiem przyzwoita oferta

  • Pozytywnie i inspirująco 🙂 Tak trzymać!

  • Wiola, wracam od czasu do czasu na Twoją stronę i za każdym razem widzę coraz lepszy layout. Tym razem czcionka, muszę przyznać – boska! Zdradzisz jaka to? Pozdrawiam!

    • Ha ha, ostatnio dostałam burę, że używam czcionki bez polski znaków. To prawda, Droid Sans jest cudny, uwielbiam go, a polskie litery, przynajmniej na moim laptopie nie wyglądają tak strasznie. I nie mam pomysłu na co zmienić tego Drioda, chociaż wiem, że będę musiała…Ta pochyła czcionka to Playfair Display, też cudna.