Powrót do Polski, czyli reverse culture shock

W pewien majowy dzień przybijałyśmy pieczątki na materiały promocyjne TEDxAveiro. Skończył nam się tusz do pieczątek. Poszłyśmy kupić nowy. Tłumaczymy, że taki sam („mesma coisa!”). Sprzedawca myśli i po chwili mówi: „Czwartek!”. Jak to czwartek, potrzebujecie dwa dni na wymianę tuszu w pieczątce? I już właściwie byłyśmy w stanie w to uwierzyć, że rzeczy w Portugalii toczą się tak powoli, że nawet załatwienie takiej drobnostki zajęłoby im dwa dni, kiedy okazało się, że sprzedawca zrozumiał, że chcemy nową pieczątkę, a nie tylko uzupełnienie tuszu… Jednak jeszcze nie umiałyśmy portugalskiego.

reverse culture shock
Na dworcu w Aveiro przed podróżą do Polski

Zaczynam taką oto anegdotką, bo obrazuje tak zwany culture shock. W innych krajach rzeczy załatwia się inaczej, rzeczy mogą trwać dłużej. Dużo czasu zajmuje przyzwyczajenie się do tego. Jednak co dzieje się po tym, kiedy po odbytej podróży, zagranicznym stażu, Erasmusie wracamy do domu? Home, sweet home? Nooo…

Stałam w deszczu przed przejściem dla pieszych w Lublinie i czekałam na zielone światło. Za sobą usłyszałam głosy: „No i wiesz, k…, rozumiesz, k…, wiesz jak jest, k…Muzułmanie przyjdą. Przyjdą po nasze zasiłki i nasze dziewczyny, k…!”.

Dziwię się, że w ostatnim tygodniu mojego pobytu w Aveiro tak idealizowałam Polskę i tak bardzo chciałam już wracać.

Dużo ludzi doświadcza zmiany w osobistym rozwoju podczas pobytu za granicą i odczuwa frustrację, kiedy po powrocie do domu znajomi i rodzina tej zmiany albo nie rozumieją albo jej w ogóle nie widzą.

Nazywa się to jest to reverse culture shock i tego zjawiska właśnie doświadczam.

Najpierw chcesz już wracać. Teraz już!

Pakujesz walizkę, myślisz o tych wszystkich pięknych rudych szalikach, które będziesz nosić tej jesieni. Samolot ląduje, myślisz sobie jak pięknie będzie… a tu

Coś jest nie tak…

Wracasz, a tu nie ma jesieni, jest 30 stopni ciepła. Prezydent jakiś inny. Jedzenie jest niedobre, za dużo mięsa, za mało ryb. Mężczyźni… nawet w takim Aveiro w Pingo Doce w kolejce do kasy przede mną stało pięciu takich jak Rafał Maślak, mister Polski. I najważniejsze: dlaczego kawa kosztuje 18 złotych?! Tyle za kawę płaciłam na Montmartre, ale tam przynajmniej mogłam posiedzieć i poczuć się częścią paryskiej bohemy, ale gdzież 18 złotych w centrum handlowym w Lublinie?

Wszystko się zmieniło…

W tym czasie, kiedy ja byłam w Portugalii znajomi wchodzili w związki małżeńskie, rodziły im się dzieci, brali psa ze schroniska. A co ja w tym czasie robiłam? Po prostu byłam w Portugalii.

A może to ty się zmieniłaś?

Nikt nie chce słuchać moich historii. Oglądać zdjęć. Przed nikim nie mogę się pochwalić moją znajomością portugalskiego.

A jeśli ktoś zwyczajnie zapyta jak było w Portugalii, nie wiem co odpowiedzieć. Bo jak opowiedzieć, jak podsumować tą moc przygód, ilość zawartych przyjaźni, spotkań z nieznanym, bezkres oceanu? Po prostu odpowiadam: w porządku, dziękuję.

Jak się nie dać?

Nie wiem jak się nie dać. Wciąż walczę. Ale… kiedy wrócisz do domu z sercem podróżnika, już zawsze będziesz szukał czegoś nowego…

Czy ktoś ma jakieś pomysły jak nie zwariować  jak nie dać się uczuciu osamotnienia i permanentnego zdziwienia we własnym kraju?

  • ja dwa miesiące temu przeprowadziłam się do Budapesztu i stwierdziłam tym samym, że Lublin jest drogi. w takiej Akwareli na przykład kawa i ciastko to przyjemność rzędu co najmniej 25 zł. tutaj jest to 10 zł i stać mnie na to nawet przy, powiedzmy, studenckim okrojonym budżecie. i szczerze – też jestem ciekawa, jak to będzie, jak przyjadę do Polski, bo zupełnie poważnie mówiąc, odzwyczaiłam się od mieszkania w Lublinie, uznając je za męczarnię i ogólnie rzecz nie do powtarzania w przyszłości.
    swoją drogą, jak Ci idzie poszukiwanie pracy?

    • Idzie, jakoś idzie:) Budapeszt jest pięknym miastem do życia, takie artystyczne i klimatyczne. Baw się świetnie, dużo ciastek w kawiarniach!

      • a wiesz, że kawiarni tu jeszcze żadnych ciekawych nie odkryłam? ciągle jeszcze słabo znam to miasto, trzeba by się kiedyś przejść jakimiś fajnymi uliczkami 😉

  • Petra(Kamila)

    Wiolu:)
    Doskonale Cię rozumiem 🙂
    nie dawaj się i rób po prostu swoje:
    Nalezysz do odsetka procenta,który nie mieści sie w standardach 🙂 Pozdrawiam!

  • Reverse culture shock chyba czasami musi być nawet większy niż ‚zwykły’ szok kulturowy – bo i większe bywają oczekiwania w stosunku do swojego własnego kraju, który często kiedy jesteśmy daleko bywa idealizowany.

  • No najlepiej to chyba zacząć pić, ale nie jakieś piwko ze znajomymi po pracy lub wykładach, tylko najzwyklejszą wódkę przed śniadaniem, najzacniej na czczo.

  • Doskonale Cie rozumiem. Moj pierwszy wtórny szok kulturalny nyl po powrocie z prawie rocznego pobytu w Gruzji (ludzie byli tacy uprzejmi i samochody sie zatrzymywały na przejściu ale tez wszyscy sie gdzieś spieszyli i denerwowali sie jak spóźniłam sie 15 min na spotkanie) a pozniej po 2 latach w Azji (ludzie było duzi wysocy mieli kolorowe włosy i oczy a nie niscy ciemnoocy i ciemnowłosy ale tez mniej uśmiechnięci i denerwujący sie łatwo). Teraz juz nie zwracana to tak uwagi ale za każdym razem po powrocie do Polski czegoś o tym kraju sie uczę.
    To ze życie innych toczy sie nadal swoim torem tez sie przekonałam. Grupa znajomych tez mi sie uszczupliła ale zostali ci najbliżsi z ktorymi jestem zawsze na bierząco ;;)

    • Wydawać by się mogło, że skoro znamy nasz własny kraj, to po powrocie z długiej podróży powinno być łatwiej: nie trzeba uczyć się nowych zasad, reguł, zachowa, dopasowywać się, bo gdzie indziej na świecie powinniśmy być lepiej dopasowani. A tu się okazuje, że te stare zasady po prostu wkurzają.

  • sernik

    Minęło kilka dobrych miesięcy od mojego powrotu z UK i nadal czasem nie ogarniam, jak to możliwe, że ludzie są ‚ u nas’ tak nieuprzejmi?! Przyzwyczaiłam się do brytyjskiej uprzejmości na pokaz, bardzo ułatwiającej życie 😉 przyzwyczaiłam się też do faktu, że sklepy,banki etc w UK szanują klientów za to, że SĄ i grzecznie płacą. U nas jest totalnie na odwrót. Przynajmniej Morze mi częściowo wynagradza te ‚braki’ ;))

    • Ale pewnie nie myślałaś o tym, kiedy mieszkałaś w Polsce? Podróż poszerza horyzonty i to, co kiedyś wydawało się nam zwyczajne, dziś widzimy z innej perspektywy.

  • Ja natomiast odkryłem niedawno, że z każdym kolejnym razem wraca mi się łatwiej. Po kilku miesiącach w podróży, zostawiłem za sobą borneańską dżunglę i inne niecodzienności. Gdy wjeżdżałem do Polski i zobaczyłem Tetry,oczy zrobiły mi się jakoś tak dziwnie wilgotne 😛

    Polska jest najlepsze, tylko trochę ludzie się mało uśmiechają. Mimo wszystko, nie ma co narzekać 😉

    • Już kilka osób wspomniało o tym, że ludzie w Polsce się tak mało uśmiechają…

  • sernik

    Wiola – to prawda, nie ruszało mnie to AŻ TAK.
    Zdecydowanie podróże poszerzają horyzonty! Inna rzecz, że przeniosłam się na Wybrzeże – a pochodzę z Południa. I czasem czuję się jak przysłowiowe #zagranico. Ten sam kraj a ludzie kompletnie inni 😉

  • znam to uczucie, kiedy ktoś w biegu, na korytarzu rzuca pytanie: jak było? W przypływie euforii nabieram powietrza w usta i chce opowiedzieć wszystko z najmniejszymi szczegółami.. a wtedy pada magiczne: aha! czyli pogoda dopisała?
    euforia dramatycznie spada, nagle orientuje się że nie każdego ekscytują opowieści ze świata, nie każdy potrzebuje prawdy o świecie poza kurortem i wreszcie większość w głębi duszy ciśnie w sobie pytanie: co coś tam jechał?
    Lubię wracać do Polski, zwykle zachwyca mnie zielony widok za oknem w drodze z lotniska. Potem w codziennym życiu nabieram dystansu i akceptuję rzeczywistość wokół. Tylko tyle i aż tyle.. if you know what I mean 😉

  • Widzisz, ważny temat poruszasz. Czasami dostaję taką łatkę, że ciągle narzekam na Polskę. Wynika to z krytycznego podejścia do nas samych, Polaków i do naszej Polski właśnie. Nie miałem tego problemu do 2007 roku. Do wtedy nie jeździłem nigdzie, nie czułem takiej potrzeby. W tymże roku wyemigrowałem jednak do Chin. Byłem rok, choć planowałem dłużej, rodzinę w sumie już tam chciałem zakładać. Ale się zakochałem i do PL wróciłem na stałe. Od tamtego czasu jeżdżę po tym świecie i lubię z niego wracać do PL, cieszą mnie te chwile, gdy znów jestem w domu. Jednocześnie jednak uwiera mnie… gdy wracam z USA uwiera mnie brak podstaw customer service w PL. Gdy wracam ze Skandynawii uwiera mnie estetyka Polski (banery, reklamy, wszystko wszędzie bez ładu i składu), gdy wracam z czasu spędzonego z Anglosasami, uwiera mnie Polskie negatywne podejście do wszystkiego. Długo by wymieniać. Brzmi to banalnie i pompatycznie, ale podróże zmieniają człowieka, dają dystans to rzeczywistości. Bez dystansu trudno byłoby mi w Polsce przeżyć. Pozdrawiam!

  • trzeba ruszać dalej w drogę 🙂

  • Czas, czas i jeszcze raz czas. Tolerancja innego, co kiedyś było Twoje, ale już być przestało. Ludzie przychylni, wyrozumiali, znalezienie swojego miejsca na starych śmieciach. Nie było mi łatwo, myślę, że proces przystosowawczy trwał ponad rok. Pozdrawiam