Rio de Janeiro – ostatni

Po moim Brazylijskim kombo – po dwa dni w Foz do Iguaçu, Kurytybie, Florianopólis i São Paulo, około 8 godzin w autokarze, żeby dojechać do każdego z miast, doczołgałam się do Rio de Janeiro chora. Zabukowałam się w hostelu Vidigal i oprócz wyjścia na górę faweli specjalnie po acai za 5,50 R$ (40 stopni ciepła, trochę odwagi i masz taniej, bo na Leblonie acai kosztuje 12 R$) nie robiłam nic. Trochę włóczyłam nogami po plaży, jeszcze na koniec udało mi się zgarnąć jakąś randkę z miłym brazylijskim chłopcem, ale tak poza tym to nie działo się nic i dlatego przez te dwa tygodnie siedziałam cicho. Desculpa.

WP_20140329_005

Jedynym takim medialnym wydarzeniem była nasza wycieczka do faweli Santa Marta, gdzie poszliśmy zobaczyć pomnik Michaela Jacksona zjeść sobie sobie ryżu z fasolą i napić się kawy za 1 R$. Santa Marta jest bardzo popularną fawelą na turystyczne wycieczki, nie przeraża swoją wielkością jak Rocinha i jest całkiem urocza. I ten Michael Jackson. Część jego teledysku They don’t really care about us była nagrywana tutaj, a część w Salvadorze. Stąd zespół Olodum jest taki popularny i stąd ja mam tej piosenki dosyć. Na dole dziękujemy przewodnikowi, który oferuje nam swoje usługi i mówimy, że idziemy się zgubić. Dziękujemy też małemu chłopcu, który mówi, że za 15 R$ zaprowadzi nas do Michaela Jacksona, bo i tak już się zgubiliśmy, a poza tym mój kolega Rafael jest z Rio de Janeiro, więc łazimy i zapytujemy. Zaprzyjaźniamy się z panią, która ma wesołego pieska, robimy pieskowi zdjęcie, już mamy pani Facebooka, żeby jej to zdjęcie wysłać, gadamy z panem, co maluje domy w Sana Marta farbą firmy Coral. I teraz Hatalska byłaby pewnie zainteresowana, bo w Santa Marta od dawna już jest taka akcja marketingowa, że Coral maluje domy w faweli na kolorowo i całkiem fajnie to wygląda.

DSCN8265
Michael Jackson i lokalni przystojniacy.

Ja od razu wiedziałam, że przewodnicy są niepotrzebni, bo sami natrafiamy na super sławną restaurację, gdzie jem mój najlepszy posiłek w Brazylii. Okazało się, że we wszystkich fawelach robią takie projekty: zakładają proste knajpy i to przynosi duży sukces. Rafael nawet kupił taki przewodnik gastronomiczny po fawelach. Pamiętam, że moje pierwsze brazylijskie jedzenie też jadłam w faweli Pavão Pavãozinho i że jak podali mi makaron, ryż i frytki na jednym talerzu, wszystko smażone na cebuli i czosnku to myślałam, że to połamanie wszelkich zasad zdrowego odżywiania. Ale już ten ostatni raz postanowiłam sobie na to pozwolić i zjedliśmy mocno smażonego kurczaka, popiliśmy piwem i nasz rachunek nie wyniósł więcej niż 30 R$ z napiwkiem. Dodam, że w São Paulo za lekki lunch dla samej siebie tyle płaciłam.

PicMonkey Collage

Wspomniana wcześniej randka była moim prywatnym eventem, więc to tyle, nie mam już nic do napisania na temat przygód w Rio de Janeiro. Vou sentir saudade bardzo za tym miastem. Za Brazylią ogólnie. Wróciłam już cała i zdrowa, nikt mi nie przystawił pistoletu do głowy i widzicie nawet, że o tej Santa Marta opowiadam ot, tak sobie. A więc proszę, ostatnie zdjęcia:

DSCN8279
Wejście do Santa Marta, sklepy spożywcze, policja i turyści.
DSCN8268
życie w faweli oznacza życie pod górę. Ale za to z jakim widokiem.

PicMonkey Collage2

  • Jola

    Witam,

    Szukam kontaktu w Brazylii (Rio de Janeiro)
    Czy możecie nam Pani polecić kogoś , kto pomógłby w załatwieniu spraw związanych z pobytem i zwiedzaniem?
    Mile widziana osoba znająca jęz.polski.
    Pozdrawiam
    Teresa Kaminska