Życie w Salvadorze

Moje zachłyśnięcie się tym miastem powoli mija. Acarajé już nie smakuje tak samo, to ciągłe „Bahia, Bahia” w radiu trochę wkurza, bębny, samba i capoeira przestały mnie fascynować tak samo jak gorący surferzy na plaży na Ipanemie.

Codziennie słyszę „fiu, fiu, opa! W Brazylii uroda kobiet nie jest podziwiana dyskretnie, ale na całego i a nuż się poszczęści. Na Praça Terreiro de Jesus kręcą się sami naciągacze i sprzedawcy marihuany, bezdomni proszący o grosik na crack. Kiedy jesteś tu przejazdem nie widzisz tego, próbujesz nie dać się naciągnąć i jedziesz dalej. Ale kiedy tu mieszkasz zaczynasz czuć się jak w bańce. I pewnie takie samo wrażenie mają mieszkańcy rynku w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą. Walka toczy się o klienta i trudno znaleźć przyjaciół na Pelourinho.

PicMonkey Collage
ulice Salvadoru

1620180_10152185960072838_955943323_n

Tak czy inaczej, spędzam tu miło czas i kiedyś będzie fajnie powiedzieć, że mieszkałam w centrum historycznym w Salvadorze. To samo o moim mieszkaniu na Copacabanie w Rio de Janeiro. Kokosy pijemy litrami, bo są tanie. Cachaçę też pijemy litrami, bo jest wyśmienita. W każdy wtorek na schodach jednego z kościołów odbywa się koncert pod nazwą Geronimo. I o ile weekend przemija tu cichaczem, nudniej może być tylko w Lubartowie w województwie lubelskim, o tyle we wtorki wszyscy bawią się na ulicy. To, co w tych imprezach lubię najbardziej to fakt, że zawsze mam blisko do domu i nie muszę pracować następnego dnia. No, przynajmniej niezbyt ciężko.

DSCF1009
Geronimo i cachaça gabriela

No, ale ileż można fotografować te ruiny domów i jeździć na plażę? Tak więc wypoczęłam sobie w Salvadorze, a z okazji moich 26 urodzin pojechałam poza centrum historyczne, do centrum handlowego, gdzie kupiłam nowy stanik i bilet do Porto Alegre. Także jedziemy na południe, tam gdzie chadzają chłopcy o niebieskich oczach, totalna zmiana, aż nie mogę sobie wyobrazić, tak dziwnie mi będzie. A potem, uwaga, jadę do Buenos Aires. Tak sobie wymyśliłam.

Zdjęcia z tego posta to taka mieszanka ostatnich dni – naszych imprez na mieście, popołudni spędzonych na łażeniu i fotografowaniu odrapanych budynków i niedzieli na plaży. Ten styczeń uważam za magiczny.

DSCN7637
Moja przyjaciółka Mariana z Chile. Pewnie myśli o następnej podróży.
DSCN7622
Styczeń i plaża, hell, yea
DSCN7648
Nasza zwariowana kompania z hostelu Nega Maluca
  • Petra

    Czyli zawiewa nudą:)Czliwiek powoli oswaja
    miejsce i chce jednocześnie ruszyć dalej w
    nowe i nieznane. Pozdrawiam 🙂

  • Marianna

    Fajnie ze piszesz bo juz sie zaczelam niepokoic ze jednak w bezpiecznej brazyli cos Ci sie wydarzylo 🙂

  • eniqa

    Świetny blog! A co powiesz na bardziej cywilizowaną Kostarykę? Czy skusiłabyś się żeby tam trochę pomieszkać i dać znać na blogu jak tam się żyje? Słyszałam, że Kostaryka zrezygnowała z utrzymania wojska i przeznaczyła pieniądze na edukację. Interesujące i kuszące ale niestety narazie nie mogę tam pojechać. Pozdrawiam 🙂