San Telmo! Buenos Aires

W San Telmo spędziłam najwięcej z moich dni w Buenos Aires. Tutaj swój dom ma Franciso i Alice, którzy gościli mnie przez parę dni oraz Hernán i Agostina, u których zdecydowałam się przedłużyć swój pobyt i nie jechać do Montevideo. Fajnie mi tu było.

San Telmo

W ostatnią niedzielę poszłam na targ staroci i innych rzeczy ładnych. Z targami staroci jest taki problem, że wszystko razem wygląda tak, że aż tylko zrobić zdjęcie (co robiłam, oczywiście przedtem prosząc o pozwolenie sprzedawców), ale jak przyjdzie do kupowania czegoś to nie wiadomo za co się brać. Bo i płyty winylowe z Jimem Morrisonem i butelki Coca Coli, i skórzane bransoletki, srebrne łyżeczki, ogrodniczki z Levisa, kubełki do picia mate, kapsle z Mafaldą, kolczyki, stare telefony z czerwoną słuchawką, powiększone zdjęcia tancerzy tango na Caminito, wszystko, no wszystko jest fajne i aż chciałabym mieć swój własny dom, do którego mogłabym przywozić te rzeczy. Ale co się napatrzę i narobię zdjęć to moje. I wyciskany sok z pomarańczy. I empanadas od ulicznego sprzedawcy. I gadki-szmatki ze sprzedawcami. Dobrze, że się nauczyłam trochę hiszpańskiego, kiedy mając 14 lat oglądałam telenowele, naprawdę mogę teraz przez 4 minuty poprowadzić konwersację.

collage

Wiele osób jest zawiedzionych Buenos Aires. Dla mnie to jest miasto, do którego chętnie bym wracała, bo: po pierwsze to Ameryka Południowa, której charakter uwielbiam, a po drugie ma taki trochę europejski klimat: kafejki, hipsterzy na deskorolkach, ogromne parki, gdzie można przynieść koc albo pojechać na rowerze. O, i kina, takie kina, jakich już w Lublinie na przykład nie ma, bo zabiły je multipleksy. Jednego dnia wybieram się zobaczyć „Nebraskę” – mała sala, oprócz mnie tylko kilka par dziadziusiów i jeden mężczyzna koło czterdziestki, a bilet to niecałe 15 złotych.

Nie znalazłam tylko Facundo Arana i to mnie trochę frustruje. Że do kina muszę chodzić sama. Ale chyba się do tego przyzwyczaiłam.

Ja dziś już jadę z powrotem do Brazylii, ale jeszcze kilka cukierków z Buenos Aires mam, więc to nie koniec Argentyny.

DSCN7891Couchsurferzy na kanapie, z Hernánem i Agostiną. I sukienka, którą kupiłam sobie właśnie w Buenos Aires.

DSCN7908

Mafalda jest tutaj trochę jak Bolek i Lolek, taka gwiazda z dzieciństwa. I tak, jak w Wiedniu wszystkie pierdoły są z Gustavem Klimtem, tak tutaj T-shirty kupujemy z Mafaldą.DSCN7926Z Mafaldą każdy musi zrobić sobie zdjęcie. Trochę jak z Małą Syrenką w Kopenhadze – wszyscy robią, ale nie wiedzą dlaczego.
DSCN7929

Mafalda

To ja też sobie strzeliłam fotę z Mafaldą, trochę alternatywnie, bo kolejka do ławeczki, na której umieszczona jest figurka była tej niedzieli zbyt długa. Podziękowania dla Brazylijskiej pary, której udało się w tym zdjęciu genialnie podkreślić moje nogi. Dla ciekawskich przygód Mafaldy polecam facebook i „Mafalda po polsku” i „Mafalda na dziś”. Jest przesłodka i przemądra.