Siedzimy, pijemy kawę i nie rozumiemy Duńczyków

Gdziekolwiek jestem i kogokolwiek spotkam, na wieść o tym, że jestem z Polski zawsze słyszę: „Poland, nice! I was in Kraków and I know one word in Polish: kurwa!” Erasmusi do Polski przyjeżdżają bardziej przygotowani, od razu potrafią powiedzieć „wódka” i „kocham cię”. Znajomość tych dwóch słów gwarantuje przecież udane życie towarzyskie.

Jestem tu od ponad dwóch miesięcy i nie znam ani jednego słowa po duńsku. Na „dzień dobry” słyszę zwykle coś w stylu „hi!”, potrafię też podziękować mówiąc „tak!”. I to tyle. Na ulicy, w pociągu, w sklepie słyszę rozmowy, które w mojej głowie są jedynie nieposkładanymi sylabami. Ale wiem, że kiedy zechcę otworzyć buzię i powiedzieć coś do tych ludzi, zawsze usłyszę odpowiedź po angielsku. Żyję więc sobie w tym dwujęzycznym kraju udając, że to Anglia.

Lekcje duńskiego są dla obcokrajowców za darmo. Trzeba tylko się zapisać i chcieć uczyć. Słyszałam, że można  osiągnąć poziom komunikatywny w trochę ponad rok. Sądzę, że mi zajęłoby dużo więcej czasu, aby te nieposkładane sylaby nabrały znaczenia. To trudny i, jakby to powiedzieć, nieznośny język. Brzmi wrednie i mam wrażenie, że nawet „wódka” i „kocham cię” nie wystarczy do zawarcia przyjaźni.

Dzisiejsze zdjęcia są z Grob Theatre. Czy mają spektakle po angielsku? Oczywiście, że tak, chociaż jeszcze na żaden się nie wybrałam. Na razie bywam tam na kawie, bo można ją kupić za 10 koron, czyli taniej niż w McDonaldzie.

Adres: Noerrebrogade 37 2200 Copenhagen N