Agata Wielgołaska: „Stambuł. W oparach miejskiego absurdu”. Recenzja książki

stambuł. w oparach miejskiego absurdu

„Stambuł. W oparach miejskiego absurdu” to krótka książka, ale taka, jakie lubię: inspirująca, nie wyjaśniająca rzeczywistości, ale zachęcająca do własnej eksploracji miejsca, w którym dzieje się akcja.

Przyznam szczerze, że gdy zaczęłam ją czytać, szybko się zniecierpliwiłam: no kiedy pojawi się główny bohater?! Tylko opisy i opisy, kiedy zacznie się coś dziać? Otóż bohater książki jest jeden: to Stambuł.

„Ulice Beyoğlu to magia i brzydota. Zabytkowe rudery obok odrestaurowanych perełek architektury – niektórych oczy bolą, inni cieszą się jak niegrzeczne dzieci na widok porozrzucanych w piaskownicy zabawek.”

„Stambuł…” to opis widoków na miasto, opis ludzi (i kotów) jako części miasta, sprzedawców i rybaków (oraz mew) jako tła, na którym odbywa się nasz spacer. Autorka oprowadza nas po ulicach i dzielnicach Stambułu, od czasu do czasu ujawniając ciekawostki na temat anyżowej wódki raki, Oka Proroka i… stambulskich kotów:

„Miastem rządzi kocia kasta. Występuje w roli profesjonalnych modeli, przyzwyczajonych do sesji fotograficznych gwiazd i celebrytów, nad którymi pieją turyści (ojeeeeej… ale tu kotkóóóów)”

Dlaczego Stambuł. W oparach miejskiego absurdu?

Może dlatego, że Turcy uwielbiają palić papierosy?

„Grubo po północy, gdy trunki leją się litrami i setkami, papierosy >>piją się<< paczkami (sigara içmek – tur. palić papierosy, w dosłownym tłumaczeniu: pić papierosy), zjawiają się nieoczekiwani goście. Właścicielka lokalu (…) przewraca tylko oczami, dając stałym bywalcom znak niedbałym ruchem dłoni (gasimy, chłopaki). Wita się z mundurowymi (…), zapytuje, co słychać (…). Po chwili wraca, niezmiennie niewzruszona , i zapala. Papierosa. Stali bywalcy biorą z niej przykład. Opary dymu w oparach absurdu. 

Raz stambulczyk – stambulczyk na zawsze

Bardzo podobał mi się fragment, w którym autorka opisuje swoją miłość do Stambułu, niczym nastoletnie zauroczenie, które teraz zamieniło się w miłość dojrzałą i zdystansowaną do początkowych romantycznych wizji:

„Zaczyna się niewinnie. Zachwyca budzący o świcie głos muezzina nawołującego do modlitwy. Turcy mijani na zatłoczonych ulicach są inni, egzotyczni, przez co nad wyraz atrakcyjni. Kuchnia wydaje się jedną z lepszych, jakich próbowaliśmy (…). Spędzamy niekończące się godziny na Beyoğlu, snując wizje nowego życia w stylizowanym na osmański mieszkaniu z obowiązkowym widokiem na Bosfor. 

Ta książka świetnie wprowadzi Cię w klimat Orientu

…ale nie znajdziesz w niej praktycznych wskazówek przed podróżą. To dobrze. Takie książki są lepsze. Rozbudzają wyobraźnię i zachęcają do odkrywania.

Spodoba Ci się:

>> They call it chaos – we call it home!, czyli bardzo osobista podróż śladami Orhana Pamuka. (Stambuł) <<Stambuł. W oparach miejskiego absurduTak się składa, że tę książkę czytałam w warszawskiej knajpie: W oparach absurdu przy ulicy Ząbkowskiej. „W oparach absurdu” to tom satyrycznych, purnonsensowych tekstów Juliana Tuwima i Antoniego Słonimskiego, pisanych w latach 1920–1936. A czy wiesz, że zarówno jak i Julian Tuwim, jak i Antoni Słomiński podróżowali do Brazylii?


 

Chodź, zabiorę Cię do Rio de Janeiro

Pobierz opowiadanie z przepięknymi ilustracjami od @FabWorqs

>> Chcę do Rio de Janeiro!