Studia w Danii cz. 2 ostatnia

Studia w Danii, a zwłaszcza na Uniwersytecie w Roskilde to fajna sprawa. Na mojej duńskiej uczelni miałam dwa egzaminy. Jeden zdałam bardzo dobrze, drugi bardzo źle. Ale zdałam, przeżyłam i teraz, bogatsza w doświadczenia oraz język angielski prawie na tip top, mogę napisać kilka porad.

Po pierwsze to 2070 DKK poszło się na bilety do Roskilde. Mój rower kosztował 600 DKK i śmigam nim wszędzie, ale te klipkorty na pociąg odjęły mi chleb od ust. Same zajęcia były przyjemniutkie, egzaminy już mniej. Ale poznałam życie Margaret Thatcher od dzieciństwa do wyprowadzki z Downing Street, kiedy pisałam pracę o jej stylu przywództwa. I poznałam sposób robienia przypisów w stylu Harvard, kiedy pisałam o komunikacji  CSR w social media. Całe 40 stron. I zobaczyłam, że egzamin to nie zebranie zestresowanych, ubranych w białe koszule studentów, którzy czekają pod gabinetem profesora na swoją kolej i na okazanie łaski. To nieformalne spotkanie bez żadnych uprzejmości, spotkanie twoje i dwóch nauczycieli (zwykle jest jedna osoba „z zewnątrz”), po pół godzinie wszystko jest jasne i bez żadnych sarkastycznych komentarzy wypowiadanych znad indeksu podczas wpisywania dwójek.

Studia w Danii a studia w Polsce

Polskie uczelnie to ciągła zabawa studentów z profesorami, kto komu zrobi bardziej na złość. Wszystko ma być wyryte na  pamięć: kryteria konwergencji z Traktatu z Maastricht, model komunikowania politycznego według Richarda Perloffa, cechy absolutyzmu oświeconego w II połowie XVIII wieku, kto wymyślił anarchizm kolektywistyczny (Michaił Bakunin) i gdyby świat był jedną wielką grą w Milionerów, to owszem, by nam się to przydało. A tak studenci udają, że się uczą, a potem wielka zdziwka, że żadna firma nie chce, mnie magistra politologii takiej na przykład, zatrudnić. A no, nie chce, bo pracując w firmie musimy wiedzieć, jak szybko znaleźć potrzebne informacje, a nie je znać. Zresztą, przecież nie można wiedzieć wszystkiego! Najważniejszy jest case study i albo teoria do niego pasuje albo nie, a kto wymyślił tą teorię to już nikogo to nie obchodzi. No, chyba, że ktoś ma ochotę na doktorat, to wtedy można się naukowo powymądrzać.

Teraz powiem najbardziej świętokradczą rzecz w dzisiejszych czasach: nie idźcie na studia. O ile nie jest to biologia molekularna albo medycyna, albo inna inżynieria – pieprzcie to. Albo wpadnijcie na studia do Danii. Tutaj nawet po stosunkach międzynarodowych życie wydaje się prostsze.

Ja, choć już powinnam, jeszcze magistrem nie jestem. I nie spieszę się, żeby zostać, bo tak mogę sobie sprzątać w moim hotelu i nie mieć żadnych wyrzutów sumienia. Wtedy myślę sobie o Olimpii de Gouges, która została ścięta za napisanie Deklaracji Praw Kobiety i Obywatelki w 1793 roku i zastanawiam się dlaczego to pamiętam, ale jedyne, o co mnie pytają to gdzie jest odkurzacz i ile pokoi check out mi zostało do zrobienia, więc przecież nie wypalę z moimi przemyśleniami na temat francuskiego feminizmu w XVIII wieku.