Studia w Danii cz.1

Właściwie tuż po świętach skończę swoje zajęcia, więc chciałabym opowiedzieć jak wyglądają studia w Danii, bo to dosyć ciekawa sprawa. We wszystkich innych krajach dopóki nie jesteśmy na etapie doktoratu raczej odtwarzamy wiedzę. Tutaj tworzymy wiedzę. Magiczne słowo to „problem formulation”, który trzeba wymyśleć, odnaleźć pasującą do niego teorię, opisać i wyciągnąć wnioski. „Give me something new” – mówi moja nauczycielka z przedmiotu Business Ethic and Corporate Social Responsibility.

Tak więc mam dwa przedmioty: oprócz CSR jest to Leadership. W każdy czwartek, kiedy wszyscy zrobią sobie kawę i odpalą swoje Mac Booki zaczynamy zajęcia. Bardzo szybko zorientowałam się, że wcale nie trzeba się do nich przygotowywać i czytać tej ogromnej ilości zadanej literatury. I bardzo dobrze, bo byłam w lekkiej desperacji, kiedy na pierwszych zajęciach nauczyciel pokazał nam książki, z których będziemy korzystać i wysłał nas do uniwersyteckiej księgarni, żebyśmy te książki zakupili.

„Ale jak to, gdzie jest ksero?” – zapytałam. „Nie ma ksera…”.

Tak więc zajęcia to wykład prowadzącego połączony z dyskusją. Kilka razy gościnny wykład wygłosili nam pracownicy z Carlsberga, Maersk i Christian Hansen. Jest to fajny przykład jak prywatne firmy współpracują z uniwersytetami (i nie biorą za to pieniędzy, butelka dobrego alkoholu wystarczy).

2012-04-02 17.55.50

Pojedyncze zajęcia trwają 3 godziny, ale co chwilę jest przerwa na sprawdzenie Facebooka i kolejną kawkę. Kuchnia z ekspresem do kawy na wydziale, takie proste rozwiązanie! Szkoda, że w Polsce lobby automatów do kawy nigdy na to nie pozwoli…

Teoria wykładana na zajęciach jest bardzo prosta. Nie rozumiem wszystkiego po angielsku (przyznaję się!), ale pamiętam jak na pierwszym roku studiów trudności sprawiały mi słowa „paradygmat”, „sensu stricte”, „sensu largo” albo: „internacjologiczny model analizy decyzyjnej” używane tylko po to, żeby tekst brzmiał mądrzej. Moją ulubioną książką jest  „Leadership” Petera Northouse’a. To amerykańska książka, więc jest prosta jak bajka dla dzieci. I jest genialna do nauki angielskiego.

Studia w Danii praktycznie

2012-04-02 17.57.53

Ale „problem formulation” to już trochę wyższa szkoła jazdy. Na zaliczenie CSR pisałam pracę, w której, bazując na artykule, musiałam dopasować case study. Potem prezentowałam to grupie, więc w ruch poszedł power point. Kiedy skończą się zajęcia jesteśmy zobowiązani do napisania projektu, w którym również badając jakiś case wyciągniemy wnioski, które będą pasować do teorii i tym samym rozszerzać tą teorię o nowe odkrycia. Nasze odkrycia. To, czym nieustannie szczyci się Roskilde University to nacisk na pisanie tego projektu. Głównie odbywa się to w grupach, więc można zdobyć dodatkowe umiejętności. Ale można napisać też samemu. Ja piszę sama, tak wyszło. Roskilde University mógłby dopracować zasady i sposób tworzenia grup.

Dziś na zdjęciach Black Diamond, biblioteka w Kopenhadze, w której czasem spędzam czas, żeby napisać te wszystkie projekty.

  • Paweł

    Coraz częściej zdjęcia są robione równo, no wiesz… w poziomie 😀

  • Paweł

    Polakom nawet w najgorszych koszmarach nie śni się SESJA BEZ KSERO!!!
    Badania wskazują, że niewielu studentów obudziłoby się po takim koszmarze…

  • Łukasz Ś.

    Spotkałaś już Gang Olsena? 🙂
    A zdjęcia podobają mi się. Jak wrócisz do Polski i zawitasz do Piekar to liczę na pokaz 🙂

  • Wiola

    Ach, Gang Olsena jest z Danii? No, nie, nie widziałam żeby ktoś napadał na Nordeę…

  • Aleksandra K.

    Warto zauważyć, że są dziedziny nauki które pozwalają na tworzenie wiedzy jak również te uwiązane ścisłymi ryzami formalno-prawnymi, w których poruszanie się przypomina bieg przez bagno :). Ale „give me something new” brzmi wyzywająco, zazdroszczę!
    Co do ksero- może to i dobrze że propagują nabywanie książek, bo przecież każdy wydawca liczy na to że sprzedaż ksiązki przyniesie mu zysk. Chyba że prowadzący robi to dla osobistej korzyści majątkowej, co wydaje się nie fair;)
    Jak dla mnie ksero to urządzenie przydatne w przypadku powielania pism ‚urzędowych’, poza tym w trosce o środowisko unikam korzystania z tego „cudu technologicznego”. Osobiście cykam foty przydatnym treściom, aby móc im się przyjrzeć i wrócić do nich później:)

    W trakcie moich studiów załapałam się na kilka interesujących prezentacji, wykładów prowadzonych przez przedstawicieli przemysłu nie związanych z uczelnią. W Polsce przemysł szuka absolwentów którzy mają power.
    Kuchnia z ekspresem? Nie do przejścia…
    Co do samego systemu studiowania… zalatuje zachodem, otwartością. Oczywiście podoba mi się pomysł kreatywnego podejścia do badanych zagadnień.

    Z racji zboczenia zawodowego powiem tak- Nazwa biblioteki nieadekwatna do prezentowanej formy! Projektant miał wizję…ale chyba gdzieś po drodze została ona zatracona…
    + za parking rowerowy, u nas jest miejsce na…5 rowerów…
    Pozdrawiam, życzę polotu i wykorzystania tego wspaniałego czasu:)!

  • Wiola

    Pisząc ten post pominęłam fakt, że jest ksero na wydziale i na każdy semestr przypada nam 700 kopii lub wydruków, które możemy zrobić za darmo. Ale i tak nie ma do niego kolejek, a mój pomysł z kserowaniem całej książki spotkał się ze spojrzeniami typu: „Zwariowałaś?”.
    Te 700 kopii wystarczy, żeby wydrukować projekty i inne drobne sprawy.

    Nie wiem, czy na zdjęciach dobrze to widać, ale diamentem jest ta szklana część biblioteki, dobudowana do starej części (która mi przypomina fabrykę). Razem tworzy to fajny efekt.

  • gosik

    Opisz wiecej o doswiadczeniach ze studiami i jaki kierunek robisz? Tez mam zamiar sie wybrac;) natralilam na bloga dzisiaj przypadkiem…
    Hihi…to samo bylo u mnie z miloscia ..przyjechalam z innym 7lat zwiazku..jeztem z innym;)

    • Ja już nie studiuję, robiłam jeden semestr poprzez program Erasmus na Roskilde University – busness studies. Ostatnio pisałam tekst o studiach na polonia.dk, jeszcze nie został opublikowany, ale nawet jak nie zostanie zatwierdzony, to wrzucę go tutaj:)

      • gosik

        Ma czym sie aktualnie zajmujesz? Bede wyczekiwala tego artykulu;)

  • Obecnie pracuję jako pokojówka, ale już niedługo kończę tą karierę i wyruszam w świat:)

  • Dorota

    Byłam na Erasmusie pod Paryżem. Najbardziej wymagali tam bezmyślnego odtwarzania wiedzy i siedzenia na uczelni codziennie od 9 do 18. Nie ważne, że nie słuchasz wykładu bo nic a nic nie rozumiesz (nie była to tylko kwestia języka, ale i sposobu „tłumaczenia”), siedząc na tymże wykładzie wyciągasz sobie książkę z której dużo lepiej się nauczysz przedmiotu. Jak siedzisz, wszystko jest ok. Jak nie przyjdziesz na wykład, to wszyscy są w szoku, łącznie z kolegami z roku (oj, chodzenie na wszystkie wykłady to też koszmar polskiego studenta :D). Co więcej, ilość nauki w domu jest porażająca. Nie wiem jak oni sobie to wyobrażają, bo wracając codziennie b.zmęczona po 19 raczej nie dałam rady uczyć się wieczorem, mózg już nie działał. Faktem jest że nauczyłam się ogromnie dużo, i z tej wiedzy jestem bardzo zadowolona, ale tylko i wyłącznie dzięki kombinowaniu, żeby nie siedzieć na tych zajęciach non stop (polskie studia dobrze tego nauczyły ;)). Dzięki temu mogłam coś wynieść z zajęć na które przyszłam, a nie zasypiać przez 3 godziny w ławce jak koledzy z roku. Spędziłam mnóstwo czasu ucząc się sama, zamiast siedząc bezmyślnie na wykładach. Ale „something new” chyba nie istnieje w świadomości tych wykładowców. I może bym żałowała, gdyby nie fakt, że Paryż jest przepiękny, po sezonie turystycznym jest cudownie piękny. Mimo że deszcz pada całą zimę. Piękne obrazy Paryża wracają do mnie codziennie… Więc MIMO WSZYSTKO uważam, że to był dobry wybór :):)

    • Czyli studia we Francji wyglądają podobnie jak w Polsce? To ci ciekawe.

      • Dorota

        Z mojego doświadczenia wynika, że dużo gorzej… w Polsce miałam większą możliwość dysponowania swoim czasem. We Francji po prostu były zajęcia codziennie od rana do wieczora i na nic innego już nie było ani czasu ani siły…