Miejsca w Kopenhadze: Studiestraede

Ostatnio miałam gościa, odwiedziła mnie dziewczyna z Brazylii. Jestem już bardzo zaawansowanym użytkownikiem Couchsurfingu i lubię nocować u obcych ludzi oraz przyjmować podróżników. To jest tak, jakby odwiedzał nas dawno niewidziany przyjaciel.

Mariana przyjechała i chciałam pokazać jej nasze życie z jak najlepszej strony, że nie tylko praca i oszczędzanie pieniędzy, ale także całkiem lajfstalowe życie mamy w tej naszym małym mieszkanku zlokalizowanym w samym centrum Kopenhagi. Blisko jest Studiestræde, gdzie pomieszczone zostało wszystko co fancy i trendy, ale nie posh – nasz kopenhaski Latin Quarter.

studiestraede

Zaczynamy od Project 4, gdzie oglądamy plecaczki, okularki, dużo czerni i szarości, jakieś dresy, luźne bluzy, trampki – esencję duńskiej mody (i duńskich cen, niestety…). Spacerujemy dalej. Mijamy Living Room, o którym pisałam kiedyś tu. Pamiętam, że gdy pracowałam w hotelu Fox przychodziłam tu na café macchiato. Sprzedawałam znalezione w pokojach butelki – zawsze było ich akurat tyle, żeby kupić café macchiato. Przychodziłam tu po pracy, tutaj pisałam moje eseje na zaliczenie Erasmusa, tutaj poznałam Asię, która wyjechała na Bornholm (tak, tak Asiu, to o tobie).

Przed knajpą siedzą tak zwani przystojni Duńczycy, zażywają chilloutu i lajfstajlu. Mariana nie lubi, że u niej w Brazylii takich nie ma, ja nie lubię, że oni tu są wszędzie.

7
Przed knajpą siedzą tak zwani przystojni Duńczycy

Wchodzimy do sklepu obok. Ostatnio jest on moim ulubionym, bo mają w nim tysiąc szortów od Levisa. W Episode sprzedają rzeczy, które zostały zrecyklingowane. Moje plastikowe butelki zamieniałam na café macchiato, czyjeś dżinsy zostały przerobione na szorty. Ceny tu są bardzo przystępne, więc naprawdę lubię tu przychodzić, żeby wyglądać jak Brandon z Beverly Hills 90210. Mariana robi mi zdjęcie w outficie, który skomponowałam, ale nie robimy żadnych zakupów, bo pieniądze wydajemy na kawę w Kaffe Kunsten, małej knajpeczce, w której spotykam pracującą tam Polkę. Po kilku dniach wracam tam z nadzieją, że ją spotkam i uda mi się pogadać. Nie spotykam, ale zostawiam napisany na serwetce mój numer telefonu i mam nadzieję, że się odezwie.

Episode Copenhagen
jak Brandon z Beverly Hills 90210

Babski szał nas ogrania i dalej nurkujemy w sklepy. Wasteland jest chyba nowy, bo go wcześniej nie widziałam. Może i dobrze, bo wydałabym tu całą kasę i nie mogłabym liczyć na to, że zobaczę Marianę w Brazylii. Second hand zmienił swoje oblicze, tu w Danii, nawet w sklepie Czerwonego Krzyża można się poczuć jak w show roomie londyńskiego projektanta.

studiestraede

Na koniec widzimy Bar 7, jeszcze zamknięty w to popołudnie. Stąd też mam niezłe wspomnienia z sobotnich nocy, które opowiadam Marianie: o didżeju, który jest podobny do Collina Farrella, o tym że koktajle kosztują tu 100 DKK, a wszyscy wyglądają jakby spędzili 3 godziny dopracowując swój look przed wyjściem z domu. To znaczy nie tak wyglądają, tylko tak rzeczywiście było. Moje szorty z Levisa kupione w second handzie nie dają już rady w tym klubie, więc raczej omijam Bar 7.

studiestraede copenhagen

Może mogłabym napisać więcej o Studiestraede, może mogłabym zrecenzować lunch w Atlas Bar, ale nie jadłyśmy tam lunchu, nie wyskoczyłyśmy na żadne smoothie do Riccos ani nie poczekałyśmy do wieczoru, żeby zobaczyć Collina Farrella, ale to wszystko za bardzo posh dla nas. Zwiedziłyśmy Studiestræde po swojemu i tak było fajnie.

  • Joanna

    Juz dawno sie tak nie usmialam czytajac bloga.. siedze juz chyba od godziny i czytam 🙂 Swietne artykuly… i zaskakujesz mimo ze myslalam ze Kopenhage znam juz na wylot a tu jednak duzo niespodzianek :). Bede obeserwowac i zagladac co jakis czas ! Powodzenia.

    • Fajnie. Fajnie, że ktoś czyta tego bloga:)

      • Zgaga

        I ja czytam i oglądam 😉 z niecierpliwością czekam na kolejny wpis 🙂