Sylwester w Pradze!

Pociąg na trasie Wrocław-Lublin jest przepełniony. Zostało mi 150 stron do końca książki, na laptopie mam ostatnie odcinki Gossip Girl, w torbie kanapki, paczkę żelek, a na mój telefon powróciła płyta The XX. Jadę nie zwracając uwagi na współpasażerów (to nierozważne – miałam kolegę, który poznał miłość swojego życia w pociągu, więc być może właśnie pozwalam, aby moja przeszła obok).

Jest 2 stycznia 2013 roku.

„Jedziemy na Sylwestra do Pragi. Autostopem.” – powiedział mój znajomy i zgodziłam się. Bo jak już uczyć się autostopa to od najlepszych, od kogoś, kto zwiedził wszystkie 12 krajów Ameryki Południowej i jest moim idolem jeśli chodzi o podróżowanie.

Od nowego roku PKP zniósł zniżkę dla osób do 26 roku życia. Złorzecząc płacę za normalny bilet i myślę o trzech godzinach spędzonych na wylotówce z Wrocławia z tekturą z napisem „Praga” w ręku. O tej niepewności kiedy i czy w ogóle dojedziemy, czy jednak przyjdzie spędzić nam Sylwester na stacji benzynowej zamiast na Moście Karola. Nie mam co się podniecać, to nic wielkiego pojechać na stopa w wieku 24 lat, to raczej licealny wybryk, ale ostatnio robię rzeczy, których nie udało mi się dokonać w liceum. Do uzupełnienia listy pozostał mi jeszcze Woodstock  i kolczyk w pępku.

Ale oto jesteśmy: spacerujemy po tym całym Moście Karola, smakujemy w czeskim piwie, tym razem mówię nie na smažený sýr s hranolkami. Mam nadzieję spotkać jakiegoś przystojnego Honza lub Ondřeja, ale najwidoczniej Praga przeżywa nalot turystów w ten wyjątkowy wieczór. Mieliśmy szczęście, że udało nam się znaleźć hosta na Couchsurfingu. Mimo, że jest Czechem, rozmawiamy po angielsku, chociaż bez problemu moglibyśmy się dogadać w swoich językach. Jak się okazuje, zarówno ja, jak i on mamy miłe wspomnienia jeśli chodzi o portugalskich chłopców, co skutkuje długimi rozmowami przy drinkach z wódki i Sprite o uczuciach, związkach i miłości. Wpatrzona w fajerwerki na Moście Karola uważam te chwile za naprawdę magiczne.

Wybicie północy sprawia, że wreszcie mogę zostawić wszystko za sobą.

Pociąg dotarł do stacji Lublin. Czas otrząsnąć się ze wspomnień i zacząć wcielać w życie noworoczne postanowienia. Wszystko sobie już przemyślałam: schudnąć, nauczyć się portugalskiego, zarobić na bilet na Bali… Będzie z tym trochę roboty.

Ach, i jeszcze jedno: dobrze cię było znów widzieć, Daniel.

  • Krtek mój ukochany!

    Ja się z Czechami inaczej niż po ang dogadać nie umiałam… Co innego ze Słowakami, ich język jest do naszego bardziej podobny.

    Bali jest przereklamowane, nie lepiej Borneo albo Lombok?;)
    W każdym razie 3mam kciuki za ciułanie na bilet!

  • Oj, Emilka, tylko ty i ja wiemy jak to jest ciułać na bilet, by wyruszyć w podróż…