The story of lixo: dumpster diving w Brazylii

Słówko po portugalsku na dziś to ‚lixo’. To znaczy śmieci.

Od jednego z naszych studentów dostałam w prezencie album oJardim Gramacho.Jardim Gramacho to wysypisko śmieci, całkiem niedaleko od nas, na którym żyją ludzie. Żyją ze śmieci, które są tam zwożone z prawie całego Rio de Janeiro. Tak. Sortują, sprzedają, recyklingują.

Dla tamtejszych dzieci mięso jest zawsze brunatne. Dla tamtejszych dorosłych wyrzucona książka Nietzschego to prawdziwa gratka do czytania. Jogurt nigdy nie ma daty ważności. Dziewczyny mają romans z kierowcami ciężarówek.

A ja? Ja nie mogę uwierzyć, że tak bawiłam się w Kopenhadze. Dumpsterdiving? Że owszem, nasza dieta składałam się z tego, co supermarkety wyrzucą do śmietników, ale Boże, mięso nigdy nie było brunatne! Cytrynowe babeczki i sześciopak Carlsberga znaleziony wieczorem to po prostu miła niespodzianka. Nie musiałam tego robić. Nie musiałam paparć się w śmieciach, ale podjeżdżałam swoim rowerem pod bramę, często spotykałam duńskich studentów, którzy też szukali szczęścia w podreperowaniu ich budżetu, pakowałam cytrynowe babeczki i odjeżdżałam. Żeby zagłębić się w tą historię polecam film na You Tube „Lixo Extraordinário”.

  • Oli

    To, co opisałaś wyżej w Danii można było traktować jak hobby, nieświadomość nowych łowów, gdzie głowną rolę odgrywała ciekawość ale sposób na przetrwanie plus mieszkanie(!) – straszne 🙁

  • Petra

    Dzięki za film – obejrzałem i jestem pod wrażeniem. Ogromnym.