To, co lubię: zakupy i knajpy w Paryżu

Zdjęcia, które przedstawię poniżej będą dowodem na to, że mimo wszystko odkryłam jakiś urok Paryża. A ten urok krył się w witrynach sklepowych, markizach zawieszonych nad licznymi kawiarniami, kształcie kamienic, malutkich sklepach z rękodziełem i designerskimi ciuchami.

Tak, spędzałam po trzy godziny w kawiarni. Wyłączałam wtedy mp3 i słuchałam jak ludzie wokół mnie mówią po francusku. To było piękne. Nic nie rozumiałam, ale to było piękne. Gdybym mieszkała w Paryżu, całe dnie spędzałabym w tych knajpkach i butikach z ciuchami. Spacerowałabym po Montmarte, jedynym miejscu, gdzie można poczuć się jak w filmie „Amelia”. Gdzie wreszcie są artyści, wąziutkie uliczki i wszystko tak, jak w mojej wyobraźni.

Miałam nawet okazję jeździć po mieście skuterem i to też uważam za niemal magiczne, mimo że niebezpieczne.

Magiczna jest też Latin Area, wcale nie dlatego, że mieszkają tam przystojni latynosi (mieszczą się tu uniwersytety i kiedyś mówiono tu po łacinie, stąd ta nazwa; ot, taka ciekawostka), ale dlatego, że jest pełna studentów, a co za tym idzie bary i knajpy są tam w jeszcze większej ilości. Jedynie Moulin Rouge nie jest takie seksowne, jak chciałam, żeby było, jacyś drobni dealerzy narkotyków i znów ci przeklęci turyści, ale to nie psuje mi humoru. Staram się chłonąć tą atmosferę jak tylko mogę, to moje ostatnie wakacje w tym roku. Pod koniec tygodnia wsiadam w superszybki pociąg, który w nieco ponad godzinę zawodzi mnie do Brukseli, gdzie w Parlamencie Europejskim rozpocznie się moja kolejna przygoda.

 

  • Rzeczywiscie jazda skuterem po Paryzu jest niebezpieczna, ale dla niektorych to dobra metoda na ominiecie korkow (bo motorkiem szybciej mozna polawirowac pomiedzy samochodami). A Paryskie sklepiki i kafejki maja nieodparty urok. Pozdrawiam serdecznie Beata